Marcin Chudoba – Do trzech razy sztuka

24883100_1559318787438648_151302116_oRecenzja filmu: Thor: Ragnarok, reż Taika Waititi, Stany Zjednoczone Ameryki: Marvel Studios 2017.

Minęły dwa lata od walki Avengers z siłami Ultrona. Thor (Chris Hemsworth), który w tym czasie skupiał się na poszukiwaniu Kamieni Nieskończoności, powraca do Asgardu. Bóg Gromu dowiaduje się, że tron Odyna (Anthony Hopkins) został przejęty przez Lokiego (Tom Hiddleston). Jednak zniknięcie Wszechojca jest najmniejszym problemem, z którym przyjdzie się zmierzyć jego synowi. Niebawem Asgard staje się celem ataku bogini śmierci – Heli (Cate Blanchett). Thorowi nie udaje się jej powstrzymać. Jakby tego było mało, Gromowładny trafia na odległą planetę Sakaar, gdzie zostaje uwięziony i zmuszony do wzięcia udziału w walkach gladiatorów. Czy Thor uwolni się i uratuje Asgard przed Helą i tytułowym Ragnarokiem?

Trzecia część przygód marvelowskiego Gromowładnego, pozbawiona mrocznych, poważnych wątków fabularnych rodem z produkcji high fantasy oraz Jane Foster (ukochanej głównego bohatera nieudolnie granej przez Natalie Portman), jest najlepszą, choć niepozbawioną wad opowieścią o Thorze. Taika Waititi, łącząc filmową stylistykę rodem z lat osiemdziesiątych, humor na miarę tego z pierwszych Strażników Galaktyki, elementy z klasycznych komiksowych historii o Ragnaroku, Planety Hulka oraz gry Marvel Contest of Champions, dokonał niemożliwego. Reżyser stworzył produkcję z Bogiem Piorunów, która nie nuży, a jej oglądanie sprawia ogromną przyjemność. Całość dopełniają świetne efekty audiowizualne i interakcje pomiędzy Thorem a Lokim.

Największym minusem omawianego filmu jest Hela. Idealnie wpisuje się ona w szereg nijakich, pragnących potęgi i władzy złoczyńców, pojawiających się w produkcjach z MCU. Jest to spore rozczarowanie, zwłaszcza że twórcy kinowych adaptacji komiksów Marvela udowodnili kreacją postaci Adriana Toomesa (Michael Keaton) z filmu Spider-Man: Homecoming, iż ucieczka od utartych schematów nie jest trudna do zrealizowania.

Zupełnie po macoszemu potraktowano również wątki zniknięcia Odyna z Asgardu i przejęcia tronu legendarnej krainy przez Lokiego. Poświęcono im zaledwie kilkanaście minut, a ich rozwiązanie pozostawia spore wrażenie niedosytu.

Osobny problem stanowi Hulk (Mark Ruffalo). Architekci MCU najwidoczniej mają problem z tym, co zrobić z Brucem Bannerem do czasu premiery Avengers: Infinity War (crossoveru łączącego wszystkie dotychczasowe filmy z superbohaterami Marvela). Ze względów prawnych Hulk nie doczeka się własnej produkcji, dlatego „upychanie go” w zupełnie innych obrazach jest jedynym sposobem na przedłużenie jego żywotności. Chociaż występ Bruce’a Bannera w najnowszym filmie o Thorze bawi, można odnieść wrażenie, że jest on obecny w nim niejako na siłę.

Stare przysłowie, mówiące, że do trzech razy sztuka, sprawdziło się idealnie w przypadku ostatniej produkcji o marvelowskim Gromowładnym. Pomimo wad filmu warto poświęcić swój czas na obejrzenie go. Z pewnością go nie zmarnujecie!

Marcin Chudoba 

Marcin Chudoba, Do trzech razy sztuka, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy