PATRONAT CF Barbara Szymczak-Maciejczyk – Moc ma swoją cenę

sssRecenzja książki: Ilona Andrews, Magia kąsa [Magic Bites], przekł. Anna Czapla, Lublin – Warszawa: Fabryka Słów 2017, ISBN: 978-83-7964-225-0, ss. 438.

Do powieści Magia kąsa podchodziłam sceptycznie. Początek książki jest bowiem dość nijaki – fabuła powoli się rozkręca, główna bohaterka irytuje czytelnika, kilka wątków jest nie do końca jasnych. Jednak wraz z rozwojem akcji lektura wciągała mnie coraz bardziej, nie pozostawiając miejsca na nudę. Po przeczytaniu całości wiem już, że nie będę mogła doczekać się momentu, w którym w moje ręce trafi tom drugi.

Kate Daniels jest najemniczką o magicznej mocy. Żyje sama na obrzeżach Atlanty, ponieważ nie znosi dużych miast (co jest dość przewrotne, biorąc pod uwagę, że jest ona bohaterką urban fantasy). Magia zmiotła z powierzchni ziemi wieżowce, ogromne hale znanych koncernów i coraz skuteczniej wypiera z użytku nowoczesne technologie. Gdy Kate dowiaduje się, że jej opiekun – ostatnia bliska jej osoba – został brutalnie zamordowany w tajemniczych okolicznościach, postanawia rozpocząć śledztwo, które może kosztować ją życie. Trafia jednak do ślepego zaułka, z którego może wyjść wyłącznie dzięki pomocy bardzo groźnych ludzi… W książce pojawiają się znane czytelnikom fantastyczne stworzenia, jak choćby wampiry czy wilkołaki, a także mniej popularna słowiańska kreatura zjadająca swoje partnerki (obojętne, ludzkie czy zwierzęce) po odbyciu stosunku i wydaniu przez nie na świat potomstwa. Brzmi słodko, nieprawdaż?

Jednym z moich pierwszych przemyśleń w trakcie lektury powieści było: to nie jest książka dla ludzi o słabych nerwach (i żołądkach) – i poważnie rozważałam zatytułowanie recenzji w ten sposób. O ile świat przedstawiony w powieścio najemniczce jest w istocie brutalny, surowy i – mimo wszystko – prostolinijny, autorzy postanowili doprawić go sporą szczyptą scen ocierających się o gore. Jeśli więc ktoś nie jest w stanie wytrzymać opisu procedury mającej na celu identyfikację wampira na podstawie znamienia znajdującego się w uschniętej mosznie, walających się wokoło wnętrzności czy szyfrowania wiadomości w narządach płciowych nieżyjącej już (uprzednio brutalnie zgwałconej) dziewczyny, zdecydowanie nie powinien sięgać po tytuł Magia kąsa.

Jeśli jednak przedstawione powyżej fakty was nie przerażają, lecz fascynują (a przynajmniej jesteście w stanie je jakoś znieść), to z pewnością znajdziecie książkę interesującą, dobrze napisaną, z rozwijającą się protagonistką o niewyjaśnionym pochodzeniu i dużą ilością szalenie przystojnych mężczyzn, spośród których osobiście najbardziej polubiłam Currana.

Wbrew temu, czego może oczekiwać czytelnik niezaznajomiony ze stylem małżeństwa pisarzy[1], Magia kąsa nie jest powieścią banalną i traktującą magię w sposób instrumentalny. Autorzy ciągle dają do zrozumienia, że moc ma swoją cenę – i najczęściej jest ona bardzo wysoka. Cały proces jej używania jest skomplikowany, niemal naukowy. Magiczny miecz Kate ma swoje wymagania, ludzie nauczyli się już tworzyć technologie korzystające z napływających fal magii, na jaw wyszło także istnienie wielu fantastycznych istot. Świat musiał sobie poradzić z rewolucją, na którą nie był gotowy. Słynne wieżowce runęły, pojazdy przestały działać (przynajmniej większość z nich), a życie odzyskało – częściowo – swój pierwotny wymiar.

Za minus uważam jednak samego słowiańskiego strzygonia – jest to postać niedopracowana, o której niewiele wiemy, a w dodatku jednowymiarowa. Dziwi więc fakt, że ta kreatura przeżyła wiele setek lat. Także relacja Kate i chirurga plastycznego jest dość niewiarygodna. Jakiej bowiem kobiecie – zwłaszcza silnej i niezależnej – zależałoby na trzymaniu przy sobie mężczyzny, który jej nie rozumie, a przy tym jest nieznośnym snobem i bufonem?

Seria o Kate Daniels jest czymś całkowicie odmiennym od książek poświęconych przygodom Mercedes Thompson – o ile Patricia Briggs wsadziła do jednego worka właściwie wszystkie magiczne stworzenia i wykreowała bohaterkę, która z każdym kolejnym tomem staje się coraz bardziej irytująca (a momentami nawet głupia) i zaniedbana, o tyle duet Ilona Andrews wyraźnie przemyślał, w jaki sposób połączyć poszczególne gatunki, jak mógłby wyglądać świat owładnięty magią i jak stworzyć postać, której nie będziemy chcieli zabić. Przynajmniej jeszcze nie.

[1] Ilona Andrews to pseudonim pary pisarzy – Ilony i Andrew Gordonów.

Barbara Szymczak-Maciejczyk 

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Moc ma swoją cenę, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy