Magdalena Łachacz – Zagraj to jeszcze raz, Marguerite

firebird-tom-2-dziesiec-tysiecy-slonc-nad-toba-b-iext50169612Recenzja książki: Claudia Gray, Dziesięć tysięcy słońc nad tobą [Ten Thousand Skies Above You], przekł. Małgorzata Kaczarowska, Warszawa: Jaguar 2017, ISBN: 978-83-7686-598-0, ss. 430.

Hasło „mocniej, bardziej, więcej” stało się dziś jedną z reguł stylu, gdy mowa o kontynuacjach. Tkwi w tym pewien urok, bo czytając drugie, trzecie i siódme tomy cyklu można poczuć ten smak, który czuli być może czytelnicy nowożytnej powieści in statu nascendi. Ilości perypetii, przez jakie przechodzi Marguerite Caine w drugim tomie trylogii Firebird pozazdrościłby jej obecnie każdy bohater dawnego romansu lub utworu płaszcza i szpady – Dziesięć tysięcy słońc Claudii Gray to pełna niewiarygodnych zwrotów akcji książka, którą ojcowie w innych czasach wyrywaliby córkom z rąk z obawy przed zepsuciem.

Nie oznacza to, że tekst jest obrazoburczy, gdyż jego narracyjny schemat realizuje wszystkie założenia sentymentalnej powieści dla dorastających dziewcząt. Po powrocie do domu Marguerite związuje się z Paulem i trzyma na dystans Theo, do którego nie może odzyskać zaufania po tym, jak niemal zdradził całą jej rodzinę. Wszelako kiedy okazuje się, że Theo zaczyna chorować z powodu powikłań związanych z przyjmowaniem substancji ułatwiającej podróżowanie po innych wymiarach, Włamywacza,  jego wierny przyjaciel wyrusza w podróż do alternatywnych światów, by zdobyć od korporacji Triad odpowiednie lekarstwo. Szef firmy, Wyatt Conley, ma jednak inne plany – porywa Paula, jego duszę rozrywa na kawałki, po czym ukrywa jej fragmenty w kolejnych wcieleniach chłopaka rozsianych po różnych wymiarach, a zrozpaczoną pannę Caine zmusza do pracy na rzecz swych planów przejęcia władzy nad światem. W nagrodę Marguerite uzyska szansę na zespolenie ukochanego oraz na uleczenie przyjaciela.

Metafizyczny wątek rozczłonkowanej duszy staje się metaforą trafnie opisującą sens międzywymiarowych podróży Marguerite – jest nim bowiem przyswojenie prostej prawdy, iż ludzie są skomplikowani. Charakterologiczną niejednolitość tłumaczą z kolei traumatyczne życiowe doświadczenia związane z pochodzeniem spoza raju, czyli centrum cywilizacji Zachodu: ze wschodniej Europy (Paul) lub, gorzej jeszcze, znikąd (Theo). Waloryzujący fatalizm wpisany w tekst Gray przeraża w równej mierze co struktura fabuły, ponieważ zasadę „miej serce i patrzaj w serce” podbudowuje zasada numer dwa – nawet w najbardziej odległym zakątku multiwersum można być co najwyżej sobą świadomym swej własnej ułomności.

Ta zasada dotyczy szczególnie mężczyzn, na widok których protagonistce szybciej bije serce. W tak ustawionej optyce postacie męskie zyskują jednak głębię, jakiej nie przejawiały w poprzedniej książce. Więcej uwagi poświęcono Theo, którego przemiana z odrzuconego kochanka w szczerego przyjaciela wywołuje podziw, zwłaszcza biorąc pod uwagę statyczność postawy Marguerite. Jej postać niestety nie zmienia się ani na jotę – wciąż pozostaje ona naiwną dziewczyną podejmującą decyzje nieuzasadnione tym, czego czytelnik dowiaduje się o niej z ust innych bohaterów. Panna Caine wydaje się więc równie pełna wątpliwości co do własnych uczuć oraz kompetencji, co w poprzednim tomie. Miłą niespodzianką jest jednak docenienie postaci Josie, która niespodziewanie wyrasta na najważniejszą bohaterkę cyklu i dla której państwo Caine decydują się w ogóle rozpocząć badania nad złożonością wszechświata.

Wielość światów jest także oddana przez zawrotną ilość lokalizacji, w których rozgrywa się akcja powieści – od papieskiego, zdominowanego przez inkwizycję średniowiecznego Rzymu po findesieclowy Paryż. Szkoda tylko, iż miejsca odgrywają rolę zaledwie scenografii, a ich oddziaływanie na przebieg wydarzeń zostaje ograniczone do repertuaru gestów wykonywanych z teatralną przesadą w ikonicznych miejscach. Jeśli więc świat zagrożony jest wojną, Marguerite kryje się w schronie, jeśli zaś dziewczynę dopada depresja w związku z niechcianą ciążą jednej z jej alternatywnych wersji – udaje się do kabaretu pełnego zblazowanych kosmopolitów. W równie powierzchowny sposób potraktowana jest kwestia seksualności głównej bohaterki, która rozwija się zgodnie ze schematem kocha-lubi-musi szanować. Trudno podobnemu modelowi cokolwiek zarzucić, jednak niechciana ciąża to nie przelewki – trudno ją zbyć jedną częścią tomu.

Wszystko to sprawia, że w zaskakujący sposób druga część serii okazuje się niebywale spójna z poprzednią. Można książce zarzucić nieudolne żonglowanie gatunkowymi konwencjami, bronią się one jednak dzięki miłosnemu wątkowi, spajającemu w jedno miejsca, postaci oraz sposoby opowiadania. Mimo poważnych wad konstrukcyjnych struktura powieści się nie chwieje, jest bowiem zbudowana na dziewczęcych fantazmatach o tym, czym jest dorosłość, a te z zasady są ruchome jak wspomnienia z innego życia, z innego wymiaru. Czytanie książki Gray przypomina więc perypetie rodem z dawnych powieści: tysiąc zwrotów akcji, dziesięć tysięcy sprzecznych co do tego uczuć. Aż chciałoby się powiedzieć: zagraj to jeszcze raz, Marguerite, i przenieś się do takiego alternatywnego wymiaru, gdzie czarno-biały konflikt między miłością a obowiązkiem nie jest tylko jedną z narracyjnych klisz.

Magdalena Łachacz

Magdalena Łachacz, Zagraj to jeszcze raz, Marguerite, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy