Maciej Tomczak – Dziewczyna, która igrała z czerwienią

CzerwonaSiostra 1do1Recenzja książki: Mark Lawrence, Czerwona siostra [Red Sister], przekł. Michał Jakuszewski, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2017, ISBN: 978-83-7480-882-8, ss. 608.

Od przeszło dwóch dekad punktem odniesienia dla fantastycznej literatury młodzieżowej jest J. K. Rowling – która tak naprawdę nie jest wyjątkowo uzdolnioną ani tym bardziej oryginalną pisarką. W swoim cyklu o nastoletnim czarodzieju Brytyjka wykorzystała znane motywy, zarówno w warstwie fabularnej, jak i przy kreacji poszczególnych postaci. Niemniej jednak onieśmielający sukces autorki przyczynił się do renesansu gatunku young adult i skłonił wielu twórców do naśladownictwa. W swojej najnowszej trylogii zatytułowanej Księgi przodka (The Book of the Ancestor) Mark Lawrence mierzy się – świadomie lub nie – ze swoistym kultem Harry’ego Pottera.

Główną bohaterką Czerwonej siostry (Red Sister), pierwszego tomu wspomnianego cyklu, jest niespełna dziesięcioletnia dziewczynka o imieniu Nona. Handlarz dzieci, do którego trafia półsierota, sprzedaje ją właścicielowi niewolników walczących na arenie, a ostatecznie od zawiśnięcia na stryczku ratuje ją jedna z sióstr Klasztoru Świętej Łaski. I to właśnie tam Nona będzie przebywać jako nowicjuszka – co w żadnym wypadku nie jest końcem, lecz dopiero początkiem jej przygód.

Wprowadzenie do historii Nony przypomina losy Harry’ego Pottera. Może nie dosłownie, ale kilka powtarzających się elementów sprawia, że skojarzenia nasuwają się bezwiednie. Bowiem oboje okazują się pozbawionymi najbliższych i niezrozumiałymi przez otoczenie dziećmi, kryją w sobie tajemniczy dar, a wreszcie trafiają do szkół, gdzie przez kolejne lata będą się kształcić, poznając nie tylko swoich rówieśników, lecz również intrygujących wykładowców. Fakt, że w tym momencie w fabule Czerwonej siostry pojawia się wywodząca się z klasy wyższej bohaterka, Arabella, potencjalna antagonistka, wzmacnia tylko wrażenie podobieństwa do cyklu Rowling. Wszystko to okazuje się, przynajmniej w jakimś stopniu, złym początkiem dobrego.

Lawrence burzy schemat opowieści, stawiając Nonę w sytuacji ekstremalnej. Wyzwanie, jakiemu musi sprostać protagonistka, powoduje przewartościowanie hierarchii pozostałych postaci. Wrogowie stają się przyjaciółmi, a przyjaciele wrogami. Poczyniony zabieg powoduje, że historia nabiera indywidualnego rysu. Co jednak sprawdza się raz, niekonieczne warte jest powtórzenia. Próby i pojedynki stojące przed Noną są coraz bardziej absurdalne. Usprawiedliwienia nie stanowią nawet umiejętności protagonistki, wynikające z jej pochodzenia. Co więcej, zachowanie Nony jest niemal identyczne – bohaterka wbrew swoim opiekunkom odpowiada na zaczepkę, doprowadza się na skraj wyczerpania, by w ostatnim momencie odwrócić swój los.

W tej niekonsekwencji ukazują się inne negatywne aspekty powieści. Autor wprowadza do akcji zbyt liczne grono drugoplanowych, bezbarwnych i pozbawionych tożsamości postaci. Siostry Klasztoru Świętej Łaski różnią się właściwie tylko przyjętymi imionami oraz referowanymi przedmiotami. Podobnie ma się sprawa z większością koleżanek Nony. Natomiast w trakcie rozwoju fabuły, pod wpływem negatywnych czy pozytywnych przeżyć, bohaterowie nie zmieniają swojego postępowania i podejścia do otoczenia. Dotyczy to zwłaszcza głównej protagonistki, nieustannie upartej, skrytej i nieco bezsensownie gotowej do walki o przetrwanie. O ile w jakimś stopniu znajduje to uzasadnienie w jej wcześniejszych doświadczeniach, o tyle po kilku latach nauki (a akcja obejmuje okres około czterech lat) należałoby oczekiwać ewolucji jej zachowania. Jedynie Arabella przestaje być wyniosła i nie trzyma na dystans innych nowicjuszek – co wcale nie jest zrozumiałe.

W Czerwonej siostrze odczuwalny jest także brak odpowiedniego wprowadzenia w podstawy funkcjonowania przedstawionej rzeczywistości. Pojawiają się nazwy miejscowości, zagadkowe opisy odnoszące się do ras czy narodowości albo szczątkowe zarysy porządku politycznego i religijnego, co w żadnym wypadku nie tworzy spójnej całości. W tym kontekście trudno zrozumieć przeznaczenie Klasztoru Świętej Łaski, kształcącego uczennice na wojowniczki i czarownice. Nie bardzo wiadomo, co dokładnie robią wszystkie siostry po pomyślnym ukończeniu nauki, jakie przyświecają im wartości czy co jest ich wspólnym celem.

Nie chodzi bynajmniej o przekazanie wymienionych informacji w postaci nieco łopatologicznego kalendarium czy indeksu, którego namiastka pojawia się zresztą przed rozpoczęciem właściwiej fabuły, a zawiera szczątkowy (a zarazem wyczerpujący – jeśli ma się w pamięci wcześniejszą opinię o wykreowanych osobach) spis występujących bohaterów. Tego typu wiedza o świecie, zgodnie z zasadami sztuki literackiej, powinna być wpleciona płynnie w toczącą się fabułę.

W tym miejscu należy zwrócić jeszcze uwagę na dość irytujący styl Lawrence’a. Pisarz ma skłonność do wyjątkowo rozbudowanych i nazbyt kwiecistych przenośni. Patetyczne opisy, pojawiające się szczególnie w pierwszej części książki, są męczące i raczej zniechęcają do dalszej lektury. Charakterystyki osób, miejsc czy wydarzeń byłyby mniej drażniące, gdyby kryła się za nimi jakaś idea – na przykład odwołanie do historii czy legend – co jednak się nie zdarza. Pozostają zatem pustymi, mniej lub bardziej erudycyjnymi popisami autora.

Otwarcie trylogii Księgi przodka nie wydaje się zbyt udane. O ile niemal sześćset stron poświęconych Nonie nie jest może zupełnie zmarnowane, podobnie jak czas przeznaczony na ich lekturę, o tyle Czerwona siostra nie ma podstaw do bycia odnotowaną w kanonie współczesnych powieści młodzieżowych. Trudno zatem ocenić, czy wielu czytelników zdecyduje się na sięgnięcie po kolejny tom najnowszej serii Lawrence’a.

Maciej Tomczak

Maciej Tomczak, Dziewczyna, która igrała z czerwienią, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy