Alicja Podkalicka – Trochę gorsza Drużyna Pierścienia

341987_kc-ciezko-byc-najmlodszym_419Recenzja książki: Ksenia Basztowa, Wiktoria Iwanowa, Ciężko być najmłodszym [Тяжело быть младшим…], przekł. Ewa Białoręcka, Słupsk: Papierowy Księżyc 2017, ISBN: 978-83-65568-35-9, ss. 406.

Na temat rodzeństw, kolejności, w jakiej dzieci przychodzą na świat i tego, jak umiejscowienie w tej swoistej „kolejce” starszeństwa wpływa na charakter potomstwa, krąży wiele bardziej i mniej prawdziwych informacji. Najstarsze z dzieci ma być więc tym, które odnosi sukcesy, najmłodsze zaś – to pupilek, rozpieszczany i wiecznie traktowany jak maluch. Trudno ocenić, kto ma gorzej (zwłaszcza kiedy każdy wskazuje w takich razach na siebie, w tle słysząc kpiący chichot jedynaków), wydaje mi się jednak, że warto wysłuchać argumentów obu stron. W powieści Kseni Basztowej i Wiktorii Iwanowej autorki postanowiły przyjrzeć się temu drugiemu – w konwencji bardzo fantastycznej. W końcu i dzieci w krainach fantasy mają swoje problemy.

Nie każde z nich jednak ma aż tak kiepsko jak Diran. Nie tylko jest najmłodszym dzieckiem nadopiekuńczej matki (po dwóch synach i jednej córce), ale też jego ojcem jest nie kto inny, jak Władca Ciemnego Imperium. Podczas gdy jego bracia rozpoczęli już dorosłe życie, biorąc udział w walkach i samodzielnie oblegając twierdzę jednego z miast, on musi znosić ciągłe połajanki, by nie zapomniał włożyć swetra, bo jeszcze dostanie kataru. Okropność! Kiedy przy wspomnianym oblężeniu pojawiają się problemy, a Jego Wysokość Tata musi ruszyć lekkomyślnym potomkom na pomoc, zabierając ze sobą wszystkich poza najmłodszym, Diran ma dość. Skoro jest za młody na wojnę, to może chociaż szkoła? Przyjmują w niej przedstawicieli różnych ras. Co prawda mieści się na terenach Jasnych, ale przecież i Ciemnemu nie odmówią… prawda? Plan działania jest, ale, jak wiadomo, przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę… Cóż za zbieg okoliczności, że w lochach przebywa akurat grupa niedoszłych zamachowców, nieudolnie próbujących wykraść z kardmorskiego skarbca pewien pozornie mało znaczący artefakt!

Ciężko być najmłodszym to pisana lekkim językiem książka raczej dla młodszego odbiorcy. Główny bohater ma siedemnaście lat, głowę pełną marzeń o przygodach i jeszcze więcej entuzjazmu, hamowanego przez rodzinę i odrobinę wrodzonego zdrowego rozsądku. Jest niesforny, trochę lekkomyślny, cechuje go brawurowa odwaga, a granice własnych możliwości, jak to u nastolatków, wydają mu się wyjątkowo odległe. Oczywiście został obdarzony pewnymi szczególnymi zdolnościami (którymi znacząco przewyższa starszych braci – co ciekawe, mogąc konkurować w tej kwestii jedynie z siostrą), których nie do końca jest świadom, chociaż jego rodzina zaczyna je z niepokojem zauważać. Diran zdaje sobie jednak sprawę z własnej natury, tego, z czym wiąże się bycie synem Władcy i nadchodzący moment wejścia w dorosłość – między innymi to będzie przyczyną, dla której zdecyduje się uciec z domu. Czytelnik zaś te powody będzie odkrywał stopniowo wraz z rozwojem wydarzeń.

Fabularnie jednak książka duetu Basztowa i Iwanowa jest zbiorem znanych już motywów. Z jednej strony mamy więc szkołę magii (szczegółów rodem z Harry’ego Pottera będzie tu zresztą więcej), z drugiej – wędrówkę ku niej, która stanowi dzieje słynnej Drużyny Pierścienia przeniesione w prostsze i uboższe realia fantasy dla młodszych czytelników. Nie jest to bezpośrednie podobieństwo, zauważa się jedynie pewien znany wzorzec – ekipa złożona z przedstawicieli różnych ras (są w niej, między innymi, elfka, krasnolud i czarodziejka) przemierza takie miejsca, jak magiczne wrota, zaśnieżona przełęcz, gdzie grozi im lawina, krasnoludzka kopalnia pełna plugawego zła… Poza tym niesie ze sobą potężny artefakt (co z tego, że chwilowo trochę wyczerpany…), który ma służyć zniszczeniu Mrocznego Władcy (to w sumie bardzo ciekawy wątek, dość przewrotny, jeśli wziąć pod uwagę skład ekipy – i to się autorkom udało).

Książka zawiera dwa typy narracji. Główna, pierwszoosobowa, obejmuje dzieje Dirana, który relacjonuje wydarzenia na bieżąco, dorzucając do tego swoje obserwacje i domysły. Co jakiś czas pojawiają się także mniejsze części tekstu, opisane jako Dygresje, w których narrator wszechwiedzący opowiada o tym, co dzieje się w innych miejscach. Brzmi on przy tym nadal jak Diran – zachowuje tę samą kpiącą manierę, gdy opisuje pewne szczegóły, zwłaszcza związane z postaciami. Ten typ humoru nadaje powieści lekkości. Wracając jednak jeszcze do pierwszoosobowej narracji, niestety bardzo cierpią na tym inni bohaterowie. Lepiej poznamy jedynie niewielu z nich, reszta pozostanie papierowymi personifikacjami funkcji, jaką mają pełnić w drużynie – a i to nie do końca, jako że i tu postawiono na aspekt humorystyczny, czyniąc z towarzyszy Dirana osoby raczej nieudolne. Jedyną interesującą postacią jest epizodycznie pojawiająca się Mikosza, językoznawczyni, której książkę wozi ze sobą chłopak. Zapowiedziano, że pojawi się jeszcze, więc liczę na jej dłuższy występ – sprawia bowiem wrażenie miejscowej Meridy Walecznej, zarówno z wyglądu, jak i charakteru.

Nie dało się jednak ustrzec przed błędami. Pominąwszy kwestię korekty, w tekście zdarzają się także kwiatki w rodzaju: „W obozie rekrutów […] są jakieś dziwne niepokoje. Krasnoludy krzywo patrzą na orków, zwierzołaki zaczynają nienawidzić ludzi…” O ile początek nie brzmi szczególnie źle, o tyle końcówka zacytowanej wypowiedzi to już mistrzostwo niezręczności. Takie zdanie nie powinno pojawić się w książce, bo wygląda jak niedopatrzenie, wzięte ze szkicu założeń czy ramowego planu wydarzeń. Jest tak toporne, że aż poświęciłam mu chwilę, by z niedowierzaniem zastanowić się, dlaczego tak to ujęto. Czy ktoś tu ma czytelnika za idiotę, który nie zorientuje się w bardziej subtelnym opisie przejawów rzeczonej nienawiści?

Mimo wszystko, Ciężko być najmłodszym to bardzo przyjemna, przystępna i ciekawa powieść, która może spodobać się czytelnikowi w każdym wieku. Porusza typowe problemy młodych ludzi poszukujących własnego miejsca i drogi, jeszcze przestraszonych perspektywą dorosłego życia, ale już rwących się do próbowania własnych możliwości i granic. Chociaż łatwo można dostrzec w tej książce pewną wtórność względem słynniejszych tytułów, a także braki warsztatowe autorek, wszystko to dość dobrze tuszuje humor i kilka unikalnych pomysłów, które dopiero mają zostać rozwinięte. Liczę więc na kontynuację – niech pokaże, że cykl o Księciu Ciemności ma w sobie więcej oryginalności, niż daje to odczuć w pierwszym tomie.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Trochę gorsza Drużyna Pierścienia, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy