Barbara Szymczak-Maciejczyk – Etta na krańcu świata

i-pasazerka-alexandra-brackenRecenzja książki: Alexandra Bracken, Pasażerka [The Passenger], przekł. Maciej Pawlak, Kraków: SQN Imaginatio 2017, ISBN:978-83-65836-76-2, ss. 432.

Nie sposób nie zauważyć, iż motyw podróży w czasie święci obecnie tryumfy – i to zarówno w powieściach, jak i filmach czy serialach. Świadczy o tym nie tylko spora liczba tekstów kultury poświęcona temu zjawisku, ale także ich niezwykła popularność. Obecnie w modzie jest łączyć podróż w czasie (nierzadko także i przestrzeni) z romansem, czego przykładem jest choćby serial Outlander, skierowany do pełnoletnich widzów. Jego literacki odpowiednik, należący do kategorii young adult, stanowi Pasażerka Alexandry Bracken.

Etta jest uzdolnioną skrzypaczką, wciąż czekającą na swój wielki występ. Jej zdolności zdobyły przychylność krytyków, lecz matka dziewczyny wciąż trzyma nastolatkę w zamknięciu, bojąc się pokazać córkę światu. Pewnego dnia wydarza się coś, co sprawia, że Etta przenosi się w czasie do XVIII wieku i musi zrobić wszystko, by ocalić matkę oraz przywrócić życie ukochanej nauczycielce. Po drodze spotyka nieznośną Sophię i przystojnego Nicolasa, a następnie zawiera umowę z podstępnym Cyrusem Ironwoodem – panem podróżników. Nastolatka wyrusza w drogę, by odnaleźć na wpół mityczny przyrząd, którego pożąda Cyrus, jednak jeśli starzec dostanie go w swoje ręce, zmieni oś czasu i Etta być może nigdy się nie narodzi. A mimo wszystko wcale nie to jest jej największym zmartwieniem…

Czytając Pasażerkę trudno oprzeć się wrażeniu, że niektóre z użytych motywów pojawiły się już w Outlanderze. Także blurby na okładce odwołują się do postaci Claire Randall[1], nazywając Ettę jej młodszym odpowiednikiem. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Nie wydaje mi się. Etta Spencer jawi się jako rozpieszczona nastolatka ze współczesnego Nowego Jorku, „cudowne dziecko skrzypiec”[2], z jednej strony inteligentna, z drugiej – niepotrafiąca się pogodzić z naturalnym porządkiem życia (bohaterka przez połowę książki intensywnie myśli nad tym, w jaki sposób przywrócić życie swojej nauczycielce, mimo że ta – spotkana jako młoda kobieta przez Ettę podczas jednego ze skoków w czasie – nie życzy sobie tego) i niesamowicie irytująca. Śmiało mogę stwierdzić, że gdyby nie protagonistka, powieść bardziej by mi się podobała. Za to kwestia nieznanego ojcostwa, tajemnic matki i rodzinnej spuścizny jest przemyślana i intrygująca; mam nadzieję, że w kolejnej części autorka jeszcze je rozwinie, pozwalając czytelnikom lepiej poznać fascynującą Rose, zamiast monotematycznej Henrietty.

Mimo niechęci do Etty, muszę przyznać, że powieść dobrze się czyta. Przeskoki w czasie i przestrzeni – nawiązujące do obrazów malowanych przez matkę protagonistki – stanowią interesujący zabieg, a postaci Nicolasa i Sophiii są o wiele lepsze od głównej bohaterki, zaś opisy miejsc, do których przybywają podróżnicy, są barwne i pozwalają poczuć właściwy klimat. Na korzyść działa również zmiana narratora z Etty na Nicolasa, dzięki czemu odbiorca może pełniej zrozumieć prawa rządzące światem podróżników.

Wydaje się jednak, że Bracken chciała zrobić zbyt wiele w jednej książce – porusza ona tematykę niewolnictwa, równości płci, zasad moralności płynących z religii, każdorazowo posługując się Ettą jako wyzwolicielką, wojującą feministką. Jednak mimo tych zabiegów bohaterka jawi się jako zadufana i niepotrafiąca przystosować się do aktualnych warunków egocentryczka.

Wątek romansowy jest dość dobrze zarysowany. Bohaterka zakochuje się – rzecz jasna – w swoim wyzwolicielu (skrywającym jednak kilka paskudnych sekretów i mającym nieczyste intencje), ciemnoskórym bękarcie Nicolasie. O ile początkowo między nimi aż iskrzy, o tyle, gdy już skonsumowali związek, ich relacja zaczyna szwankować i nudzić. Wydaje się, że autorka zbytnio się pospieszyła lub niedokładnie przemyślała, jak ten – bardzo źle opisany –  pierwszy raz na nich wpłynie.

Na szczególną pochwałę zasługuje samo wydanie – okładka jest piękna, idealnie pasuje do fabuły książki. Jest jedną z najestetyczniejszych, jakie widziałam w 2017 roku. Także użyty na kartach powieści font jest delikatny i nie męczy wzroku.

Pomimo mojego krytycyzmu muszę przyznać, że z zainteresowaniem śledziłam losy Etty i Nicolasa, darząc jednak większą sympatią korsarza niż skrzypaczkę. Wielbiciele young adult z pewnością uznają Pasażerkę za dobry materiał na chłodne, zimowe wieczory.

[1] Są to słowa Victorii Aveyard, autorki serii Czerwona królowa.

[2] Określenie to pochodzi z okładki książki.

Barbara Szymczak-Maciejczyk 

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Etta na krańcu świata, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy