Barbara Szymczak-Maciejczyk – Między jawą a snem

spektrum-tom-1-leonidy-b-iext51331645Recenzja książki: Nanna Foss, Spektrum. Leonidy [SPEKTRUM #1: Leoniderne], przekł. Bogusława Sochańska, Luboń: Driada 2017, ISBN: 978-83-945-990-1-0, ss. 544.

Bycie nastolatkiem nigdy nie było proste: ciągłe zmiany zachodzące w organizmie, burza hormonów, niepewność i niezdecydowanie sieją zamęt nawet w najtęższych umysłach (i ciałach). Jednak bycie nastolatkiem z mocą, która przeraża i wyrządza komuś krzywdę… to dopiero niełatwa sprawa! Tak właśnie jest w przypadku piętnastoletniej Emilii – zamkniętej w sobie, wycofanej, mającej de facto tylko dwoje przyjaciół: niewidomego Albana i zafiksowanego na punkcie nauki Linusa. Największą pasją Emi jest rysowanie, któremu poświęca cały swój wolny (i nie tylko) czas.

Pewnego dnia do szkoły, do której uczęszczają przyjaciele, zapisują się bliźnięta, mieszkające do tej pory w Australii. I nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że główna bohaterka dzień wcześniej narysowała jedno z nich: chłopaka o krzywym uśmiechu, turkusowych oczach i czarnych włosach. Brzmi jak bajka? Nic z tego. Noa – bo tak ów obiekt westchnień ma na imię – jest typowym bad boyem, a co więcej, ma tatuaże, pomalowane na czarno paznokcie i grzywkę opadającą na oczy ciskające wrogie spojrzenia. Jego siostra, Pi, to z kolei barwny ptak posiadający pomarańczowe dredy i ubierający się w ciuchy we wszystkich kolorach tęczy.

O ile książka ma interesujący wstęp, który z miejsca mnie zaciekawił, o tyle wraz z rozwojem fabuły moje odczucia były co najmniej dwojakiego rodzaju. Z jednej strony byłam zainteresowana, co się stanie, kiedy objawi się fantastyczny aspekt powieści i jaki on w ogóle będzie, ale z drugiej – nadmiar szczegółów na temat przeżyć wewnętrznych Emi, jej zainteresowania nowym znajomym (którego, rzecz jasna, sama się wypiera), zbyt powolne i rozwlekłe momenty sprawiały, że czasem po prostu musiałam odłożyć książkę, by nie zasnąć z nudów.

Lekturę psuje tylko nadmiar literówek wskazujący na to, że wydawnictwo zbytnio spieszyło się z premierą. Gdyby korektorzy poświęcili powieści nieco więcej uwagi, z pewnością wyszłoby jej to na korzyść. Narracja prowadzona jest z perspektywy Emi, co nie tylko pozwala poznać jej myśli, ale także tłumaczy stan wiedzy bohaterów, ukazuje duńskie realia codziennego życia nastolatków i – co interesujące – daje czytelnikowi okazję do zapoznania się z proroczymi wizjami dziewczyny. Choć nie wiem, jak często spotykane jest nagminne spanie piętnastolatek z ich starszymi przyjaciółmi w jednym łóżku.

Ogromnym minusem Spektrum. Leonidy jest wulgarny język. Bohaterowie (szczególnie Noa) nagminnie przeklinają, nawet, jeśli sytuacja tego nie tłumaczy. Zupełnie zbędne są nie tylko angielskie wulgaryzmy, ale także całe strony opisujące lekcje języka angielskiego – pisane po angielsku, z tłumaczeniem w przypisach. Nie pojmuję sensu takiego zabiegu. Drugim nie do końca przemyślanym rozwiązaniem jest zaznaczanie narracji onirycznej ze snów Emilii kursywą. Czytanie kilku stron napisanych pochyłym drukiem męczy wzrok.

Wracając jeszcze do samych bohaterów, wydają się oni dość dobrze wykreowani. Mają swoje wady i zalety, charakterystyczne konstrukcje zdań, własne osobowości. Do wymienionych wcześniej nastolatków mimowolnie dołącza jeszcze Adriana – klasowa prymuska dręczona przez matkę-perfekcjonistkę. Cała szóstka – Emilia, Alban, Linus, Pi, Noa i Adriana – tworzy razem tytułowe Spektrum[1]. Każde z nich dysponuje fantastyczną, ale i niebezpieczną mocą. Nie wszyscy za sobą przepadają, ale będą musieli się zjednoczyć, by przeżyć. Oczywiście w szkole nie może zabraknąć także klasycznego chuligana (o imieniu Jonatan) i co najmniej jednego tajemniczego nauczyciela (nazywającego się Janus). Całości pierwszo- i drugoplanowych bohaterów dopełnia Karl, fizyk zafascynowany astronomią, w domu którego wszystko się zaczyna.

Książka Foss wpisuje się w kategorię young adult – dodałabym, że przydałoby się dopowiedzenie, iż jest to lektura dla bardzo młodych odbiorców, bo właśnie na to wskazuje mentalność opisywanych w niej bohaterów. Kłóci się z tym jednak brak rodziców (albo ich sporadyczna obecność) dzieci i wulgarny język. Pomimo licznych wad, Spektrum. Leonidy ma w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala jej odłożyć przed przeczytaniem ostatniej strony, a to dobry znak.

Barbara Szymczak-Maciejczyk 

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Między jawą a snem, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

[1] To nie jest spoiler, bowiem czytelnik niemal natychmiast domyśla się, że najczęściej opisywani bohaterowie będą musieli połączyć swe siły.

Reklamy