Jakub Alejski – Garstka przeciw miliardom

DPG3SYJUIAEx7qqRecenzja gry: They Are Billions, Numantian Games: 2017 (wczesny dostęp).

Ludzkość spotkała zagłada. Całą? Nie! Oto mała kolonia opiera się nieustającemu naporowi oszalałych zarażonych. Walka może i jest beznadziejna, ale obrońcy nie zamierzają się poddawać. Szczególnie, że w ich posiadaniu są potężne maszyny parowe, pokryte smarem kroczące bestie i niezawodna strzelba w dłoni. Walka o ostatni bastion ludzkości odbędzie się w węglowym dymie kotłów i wśród trzasku wyładowań elektrycznych na cewkach Tesli… Nowa produkcja studia Numantian Games w osobliwy sposób łączy ze sobą dwa popularne motywy – mroczną odsłonę steampunku (chociaż w tym przypadku należałoby raczej mówić o teslapunku) oraz postapokaliptyczny krajobraz z hordami zombie w tle. Jaka gra powstała z tego mariażu?

Na pierwszy rzut oka They Are Billions wygląda jak klasyczny RTS wzorujący się na Starcrafcie czy serii Command & Conquer. Celem gracza jest nie dopuścić do zniszczenia centrum dowodzenia przez kilkadziesiąt dni. Tylko tyle. Jest jednak w tym zadaniu pewien haczyk – kolonia jest regularnie atakowana przez coraz silniejsze fale zarażonych, aż do ostatniego dnia, kiedy zarażeni rzucają się do szaleńczego ataku ze wszystkich stron. By przetrwać, gracz musi jak najszybciej rozwinąć potencjał ekonomiczny kolonii, znaleźć źródła pożywienia i surowców, wreszcie rozbudować umocnienia i siły zbrojne. Dzięki temu będzie miał możliwość przeciwstawić się niezliczonym przeciwnikom – według deweloperów, silnik gry jest zdolny do jednoczesnego przetwarzania na mapie przeszło dwudziestu tysięcy postaci.

Wszystko przedstawione jest w ciepłej palecie barw. Odcienie brązów, żółcieni, miedzi i złota budują niezwykły klimat teslapunku. Grafiki i sprite’y narysowane są bardzo schludnie, w rozdzielczości 4K. Budowana kolonia i jej okolice przepełnione są dźwiękami: komentarzami kolonistów, pracujących maszyn i niepokojącymi pomrukami wałęsających się wokół zainfekowanych. Całości dopełnia dynamiczna muzyka, uderzająca nagle w trakcie ataku hordy i równie gwałtownie urywająca się, gdy tylko atak zostanie odparty. Trzeba przyznać, że ten prosty zabieg czyni cuda z dramatyzmem w trakcie gry.

Do rozgrywki siadałem podekscytowany, ale raczej pewny siebie. Szybka eksploracja, szybka ekspansja, wszystko szło zgodnie z planem. Wtedy w słuchawkach usłyszałem krzyk kolonisty. I koniec. Mogłem tylko z narastającą bezsilnością patrzeć, jak jeden zainfekowany, który prześlizgnął się między moimi strażnikami, zaraża kolejnych kolonistów. W kilka sekund w sercu mojego miasteczka pojawiła się cała armia zarażonych, rozniosła w strzępy (dosłownie!) nielicznych obrońców, a po chwili budynek, którego miałem bronić. Ekran podsumowujący przypieczętował moją klęskę. Potrzebowałem chwili, żeby dotarło do mnie, co właściwie się wydarzyło. Popełniłem błąd, poniosłem konsekwencje. To jedno zdanie najlepiej wyraża, o czym jest ta gra.   

They Are Billions ma w sobie nieco ekonomicznego ducha serii Anno, szczyptę taktycznego myślenia typowego dla gatunku tower defence, jednocześnie będąc świeżym powiewem w nieco przykurzonym gatunku strategii czasu rzeczywistego. Zamiast rewolucji mamy do czynienia z bardzo udaną, pomysłową realizacją opierającą się na sprawdzonych mechanizmach. Rozgrywka to w dużej mierze strategiczne planowanie, zarządzanie zasobami i odrobina nadziei. Nadziei, że tym razem o niczym się nie zapomniało, że mury są dostatecznie grube, obrońcy wystarczająco liczni, a kolejna fala zainfekowanych nadejdzie od północy, a nie od zachodu. Czasem się udaje. Częściej nie.

Każdy, kto zdecyduje się zmierzyć z They Are Billions, musi liczyć się z tym, że będzie ponosił porażki. Czasem po kilku minutach gry, czasem po kilku godzinach. Gra nie wybacza błędów – nie ma możliwości zapisania stanu gry, więc każda decyzja może doprowadzić do tragedii. Jest jednak w tych kolejnych klęskach coś, co sprawia, że od gry naprawdę trudno się oderwać. Nieustające poczucie, że było się o krok od zwycięstwa. Ja każdą rozgrywkę rozpoczynałem od długiej litanii błędów, których obiecywałem sobie nie popełnić tym razem. Dzięki tak starannie wyważonej krzywej uczenia się pierwsze zwycięstwo, którego doświadczyłem, było niemal euforycznym przeżyciem.

Pomimo tego, że gra wciąż znajduje się w fazie wczesnego dostępu, już teraz oferuje swoim graczom wiele godzin emocjonującej rozgrywki. W przyszłości, oprócz trybu survival, planowana jest też wielogodzinna fabularna kampania, jednak moim zdaniem They Are Billions świetnie broni się w takiej formie, z jaką mamy do czynienia już dzisiaj. Jeżeli więc wciąż masz odwagę, sprawdź, jakie to uczucie, kiedy was jest garstka, a ich… Ich są miliardy.

Jakub Alejski 

Jakub Alejski, Garstka przeciw miliardom, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy