Maciej Tomczak – Gdzie ci herosi, prawdziwi tacy

5fb18542-c087-11e7-a0e8-180373ff894aRecenzja książki: Miroslav Žamboch, Czas żyć, czas zabijać [Čas žít, čas zabíjet], przekł. Konrad Bańkowski, Warszawa: Wydawnictwo Fabryka Słów, ISBN: 978-83-7964-295-3, ss. 616.

Współczesna kultura popularna nie pozostawia wiele miejsca dla jednowymiarowych bohaterów. Czarno-biały świat z wyraźnym podziałem na dobrych i złych odszedł już dawno do lamusa, a wraz z nim zapomniani zostali protagoniści, kierujący się jasnymi zasadami. Czasy Conana Barbarzyńcy, Rambo czy Harry’ego Callahana minęły bezpowrotnie. Honoru prostych, lecz nie prostackich, niezniszczalnych herosów bronią jeszcze James Bond i Jack Reacher. Albo wykreowany przez czeskiego pisarza, Miroslava Žambocha, najemnik Bakly.

W nowym wydaniu zbioru Czas żyć, czas zabijać, czytelnik znajdzie pięć luźno ze sobą powiązanych historii. Pierwsze dwie – Alfons, kiedy Bakly dość przypadkowo przyjmuje na siebie rolę sutenera oraz W ciemności, w której mierzy się ze skąpym i nieuczciwym zarządcą kopalni węgla – są dość krótkie i prezentują postać głównego bohatera osobom wcześniej go nieznającym. Z kolei nowele, Pogoń za Czerwoną Gwiazdą (na poły samobójcza wyprawa w bezkresną pustynię) i Do szpiku kości (krwawe rozgrywki w półświatku zajmującym się dystrybucją środków odurzających) to już kilkuset stronnicowe, właściwie w pełni autonomiczne opowiadania, przedstawiające przygody Bakly’ego, uwikłanego w różne polityczno-kryminalne rozgrywki. Natomiast ostatnia część tomu, Zabójca czarodziejów, stanowi niejako podsumowanie losów wojownika.

Žamboch stworzył wszechmocnego, nieustępliwego i pozbawionego skrupułów, na pozór bezwzględnego najemnika, który, adekwatnie wynagrodzony, gotów jest wykonać niemal każde, nawet najbardziej absurdalne zadanie – zwłaszcza polegające na czasowej lub trwałej eliminacji wskazanego celu. Jest przy tym słowny i honorowy – wypełni powierzoną mu misję nawet wtedy (a może raczej – tym bardziej), gdy jego zleceniodawca zginie i nic już go nie obliguje do pracy. Bakly nie jest przy tym pozbawiony sumienia czy współczucia dla innych. Co więcej, nieco paradoksalnie, wykazuje oznaki pewnego oczytania i specjalistycznej wiedzy, co już nie przystaje tak dobrze do założonego przez autora wizerunku niezwyciężonego wojownika.

Niespójności wraz z lekturą książki stopniowo narastają. Bohater okazuje się kierować zupełnie innymi motywacjami, niż początkowo mogło się to wydawać. Jego styl życia nie jest podyktowany żądzą pieniądza i zamiłowaniem do eksterminacji przeciwników, lecz poświęceniem wobec najbliższych. Podobnie rzecz ma się z jego, tylko pozorną, indywidualnością – wszystko, co czyni Bakly, ma jakieś uzasadnienie w większym planie, przygotowanym wspólnie z enigmatycznym Księciem i jego poplecznikami.

Co oczywiste, fakt, że autor mniej lub bardziej dokładnie przemyślał całą fabułę, nie jest czymś złym, a wręcz przeciwnie. Podobnie jak stopniowe odkrywanie wątków składających się na całość intrygi. Nie współgra to jednak z charakterem protagonisty, a przede wszystkim z przyjętym pierwszoosobowym stylem narracji. Bowiem w takiej sytuacji wygląda to, jakby Bakly sam przed sobą ukrywał pewne informacje.

Duże wątpliwości wzbudza także konstrukcja świata przedstawionego, stanowiącego quasi-średniowiecze z elementami magii. Žamboch stara się wywołać u odbiorcy złudzenie, że jest on złożony i spójny. W tle wspominane są, między innymi, cesarstwo, państwa podległe Księciu czy różne organizacje kupieckie albo przestępcze. Akcja dzieje się w odmiennych przestrzeniach oraz strefach klimatycznych. Niemniej to wyłącznie złudzenie, gdyż w tej pozornej całości brakuje szczegółów i właściwego zróżnicowania. Poszczególne miejsca i występujący w nich ludzie zachowują się niemal identycznie. Brak jest dokładnych opisów czy mniej lub bardziej bezpośrednich wyjaśnień i powiązań odnoszących się do następujących wydarzeń.

Akcja opowiadań staje się przez to nieco monotonna, a kolejne epizody są nie tylko powtarzalne, lecz do bólu przewidywalne. Bakly wykonuje coraz bardziej absurdalne czynności i podejmuje się działań niewykonalnych chyba nawet dla superbohaterów. A stosowane przez najemnika sposoby pozbawiania życia przeciwników powodują, że z lekkiej fantastyki tom przeobraża się w literacki odpowiednik filmów gore. W konsekwencji ponad sześćset stron tego rodzaju lektury w pewnym momencie zaczyna po prostu nużyć.

W książce Žambocha próżno doszukiwać się głębszych treści. Ale też czeski pisarz nigdy nie rościł sobie prawa do tworzenie ambitnej prozy. Czytelnik sięgający po Czas żyć, czas zabijać otrzymuje zmaskulinizowaną powieść przygodową, wypełnioną licznymi krwawymi pojedynkami i bitwami. Sam Bakly wydaje się być przyrodnim i zdecydowanie uboższym bratem Koniasza – postaci także powstałej mocą imaginacji Miroslava Žambocha. Koniasz, choć wykazujący się podobną tężyzną fizyczną i zachowaniem, jest zdecydowanie bardziej ludzki, a zatem i wiarygodniejszy. Bakly to ewenement natury, który nie każdemu przypadnie do gustu.

Maciej Tomczak

Maciej Tomczak, Gdzie ci herosi, prawdziwi tacy, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy