Maciej Tomczak – Na początku było słowo…

dym_i_lustraRecenzja książki: Neil Gaiman, Dym i lustra [Smoke and Mirrors], przekł. Paulina Braiter, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2018, ISBN: 978-83-7480-896-5, ss. 480.

Umiejętność przełożenia interesujących opowieści – czy to rzeczywistych, czy wyimaginowanych – na język literacki, zachowując ich jakość i wartość, jest sztuką. Napisanie dobrej książki, co niekoniecznie musi wiązać się z jej powszechną popularnością, to zadanie wymagające wiedzy i praktyki, a przede wszystkim niemal niepowtarzalnego daru. Wiara w skuteczność kursów szybkiego czy kreatywnego pisania jest zdecydowanie przeceniana. Jeszcze większym darem jest zdolność do zamykania intrygujących historii w kilku czy kilkunastu zdaniach. To wyżyny prozatorskiego kunsztu.

W zbiorze Neila Gaimana Dym i lustra czytelnik znajdzie trzydzieści cztery niedługie narracje – a właściwie trzydzieści pięć, jeśli wziąć pod uwagę dodatkową nowelę umieszczoną przez autora we Wstępie, w którym z kolei Anglik dzieli się swoimi inspiracjami i motywami stojącymi za powstaniem każdej z krótszych lub dłuższych fabuł. Zaprezentowane utwory to w większości opowiadania, ale można znaleźć wśród nich również poematy i wiersze. Niekiedy żartobliwe, czasami najzupełniej poważne, a nawet i dramatyczne, jednak niemal zawsze podszyte pewną dawką grozy. Pisarz z premedytacją i przewrotnością, typową dla brytyjskiego humoru, manipuluje nastrojem i emocjami odbiorców.

Tematyka powstałych na przestrzeni lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku historii jest zróżnicowana. Gaiman odwołuje się między innymi do mitu arturiańskiego (Rycerskość), twórczości H. P. Lovecrafta (Kufelek starego Shoggotha; Tylko kolejny koniec świata, nic więcej) czy bajek i legend (Trollowy most; Biała droga; Szkło, śnieg i jabłka). Najbardziej intrygujące są jednak autorskie nowele (Cena; Złote rybki i inne historie; Szukając dziewczyny; Załatwimy ich panu hurtowo; Morderstwa i tajemnice), stworzone mocą własnej wyobraźni; choć zapewne skłania to niektórych do myślenia, z lekką dozą przerażenia, o tym, co też może jeszcze kryć się w głowie pochodzącego z Anglii pisarza. Natomiast trudno przedstawić pokrótce wszystkie pozostałe elementy składające się na Dym i lustra; a przynajmniej nie sposób uczynić tego tak, aby nie zdradzić fabuły, pozbawiając tym samym odbiorcy przyjemności z lektury.

Ta bowiem jest wyjątkowa, nawet mimo wyraźnego zróżnicowania jakości poszczególnych utworów. Gaiman, zarówno w momencie ich tworzenia, jak i wspólnego wydania, był u szczytu jako scenarzysta komiksowy (czego zwieńczeniem był fenomenalny Sandman), lecz jednocześnie zaledwie u progu kariery literackiej. W konsekwencji nie każdy niewątpliwie interesujący pomysł znalazł swoje adekwatne rozwinięcie. W żadnym wypadku nie przeszkadza to wciągnąć się niemal bez pamięci w opowieści o istotach – najczęściej, choć nie wyłącznie, ludziach – przeżywających rozmaite przygody.

Autor zapowiada we wspomnianym już Wstępie, że motywem przewodnim Dymu i luster jest miłość. Nie jest to do końca prawda. Pierwszorzędną rolę rzeczywiście odgrywa uczucie – wzajemnej lub nie – sympatii – ale niemniej ważne okazują się odmienne pasje, pożądanie czy pociąg fizyczny. Podobnie jak w prawdziwym, a nie tylko literackim życiu, fundamenty leżące u podstaw działań podejmowanych przez bohaterów są nieskończenie różne. Właśnie za ich sprawą śledzenie ich jest takie fascynujące.

Szósta publikacja Dymu i luster wpisuje się w nową szatę graficzną woluminów publikowanych przez Wydawnictwo MAG. Pod względem edycyjnym nie została wprowadzona właściwie żadna zmiana. Z drugiej strony, nie ma potrzeby modyfikowania czegoś, co dotąd było dobrze odbierane. Tyczy się to zwłaszcza tłumaczenia dokonanego przez Paulinę Braiter. Warto na marginesie dodać, że kilka spośród zgromadzonych w Dymie i lustrach opowiadań zostało zaadaptowanych (przy współudziale Gaimana) na potrzeby historii obrazowych, które są dostępne także na polskim rynku. Można zatem przekonać się, jak sam autor widział swoje utwory ujęte poetyką komiksową.

Należy zauważyć, iż nawet wśród zawodowych i nierzadko utytułowanych pisarzy nie brak twórców, którzy z rozmysłem rezygnują z krótkiej formy na rzecz rozbudowanej beletrystyki. Są świadomi nie tylko czasu i wysiłku intelektualnego, jaki musieliby poświęcić dla osiągnięcia co najmniej zadowalającego i porównywalnego z wielostronicowym tomem efektu, lecz zwłaszcza swoich ograniczeń. Zebrane w Dymie i lustrach opowiadania potwierdzają talent Neila Gaimana do snucia wyjątkowo intrygujących historii. Charakteryzują się innym ciężarem gatunkowym niż jego książki, lecz wcale nie oznacza to, że są do nich gorsze; są po prostu inne. Kto nie zna jeszcze Gaimana od tej strony, bez wahania powinien sięgnąć po zbiór jego krótkich tekstów.

Maciej Tomczak

Maciej Tomczak, Na początku było słowo…, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy