Oliwia Olczyk – Sprayem malowane

Graffiti_Moon_01-400x589Recenzja książki: Cath Crowley, Graffiti Moon, tłum. Zuzanna Byczek, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar 2018, ISBN: 978-83-7686-645-1, ss. 294.

Graffiti Moon to dwadzieścia cztery godziny z życia nastolatki o duszy artystki, poszukującej tajemniczego autora graffiti. Shadow staje się dla Lucy niedoścignionym i odrealnionym ideałem. W swojej głowie dziewczyna wymyśla jego tożsamość, mimo że zna tylko jego pseudonim. Nigdy nie przypuszczałaby jednak, że to, czego szuka od kilku lat, ukrywa się bliżej, niż mogłaby przypuszczać.

Akcja książki Cath Crowley obejmuje dzień zakończenia dwunastej klasy i noc spędzoną na świętowaniu. Bohaterowie powieści tworzą osobliwy przekrój młodzieżowego środowiska: oprócz wspomnianego wcześniej graficiarza, mamy domorosłego poetę, dziewczynę tworzącą w szkle i młodą jasnowidzącą. Pojawia się również antagonista organizujący napad na budynek szkoły. Poczucie dorosłości i wolności wzmaga w nastolatkach pragnienie przeżycia niezapomnianej przygody – jak mówi jedna z dziewcząt, dziś nie zamierza napisać kolejnej nudnej kartki w pamiętniku. Nie ma co ukrywać, największą motywacją płci żeńskiej jest w tej książce znalezienie drugiej połówki. Grupa koleżanek decyduje się więc na poszukiwania tajemniczego Shadowa – wymarzonego partnera Lucy. Wyprawie przewodniczy trójka chłopców, dość dziwnie reagujących na pomysł wędrówki śladami artysty…

Elementami, które najbardziej oddziałują na wyobraźnię czytelnika, są opisy graffiti tworzonych przez Shadowa. Serce z wymierzonym w nie pistoletem, dziewczyna z nożyczkami tuż przy słowie „miłość”, „dziewczyna o skórze pociętej drogami, rzekami, pustyniami. Autostrady na szyi, przez cały kraj” (s. 50). Obrazy malowane na ścianach stają się odskocznią od rzeczywistości. Nie są przypadkowe – stanowią alegorię wewnętrznego życia Eda, pokazującego swoją wrażliwość przy pomocy farb. Dla niego sztuka staje się narzędziem walki (kiedy niszczy ścianę domu byłej dziewczyny swojego przyjaciela), sposobem na okazywanie miłości (kiedy przedstawia wygląd swoich sympatii na grafikach) czy pomocą w walce z tęsknotą i bezradnością (gdy stara się odreagować emocje po śmierci przyjaciela). Nawet myśli chłopca formułują się wizualnie: „jej słowa są obrazami, a ja maluję je na murze w swojej głowie” (s. 197).

Historia opowiadana jest z trzech perspektyw: Lucy, Eda i Poety. Zastanawiające jest, dlaczego Ed w tytułach rozdziałów nie jest nazwany Shadowem, skoro części Poety od początku książki są podpisywane pseudonimem. Narracja jest pierwszoosobowa, a kolejne części płynnie się przenikają – szczególnie, gdy dany rozdział kończy się tą samą kwestią, jaką rozpoczyna następny. Dzielenie historii w ten sposób niekiedy wprowadza swego rodzaju komizm – czytelnik może śledzić lawinę myśli w nastoletniej głowie, wbrew pozorom zaskakująco podobnych zarówno u dziewczyny, jak i chłopca. Ciekawym zabiegiem stylistycznym jest wprowadzenie wierszy w rozdziałach Poety – rzeczywistość komentowana jest wtedy lirykami formułującymi się w głowie bohatera. Niestety to niezbyt górnolotna twórczość – nie wiadomo, czy to celowy zabieg, ukazujący nieporadne początki kariery poetyckiej, czy słabe tłumaczenie. Fragmenty te często wywołują na twarzy czytelnika uśmiech politowania.

Atutem jest oprawa graficzna książki – wydawnictwo postarało się, aby opowieść o graficiarzach zawierała symboliczne akcenty wizualne. Każdy rozdział rozpoczyna się plamą farby i lekko roztartym imieniem bohatera. Kleksy pojawiają się także na numerach stron. Ponadto wydaje się, że okładka nawiązuje do jednego z rysunków Lucy wykonanego na plastyce: namalowanych węglem i lekko roztartych splątanych ze sobą ludzi. Obraz ten przywołuje w myślach Ed, marząc o urzeczywistnieniu takiej bliskości. Myślę, że chętniej sięgnęłabym jednak po bardziej kolorowe wydanie – czemu nie można by przemycić chociaż kilku obrazów Eda czy paru szklanych dzieł Lucy?

Niestety w Graffiti Moon rażą błędy edycyjne. Zauważyć można kilka literówek – do tej pory przed oczami mam „McDolanda”, który za kilka stron stał się już zwyczajnym McDonaldem. Znaleźć można także kilka form czasowników zmienionych z męskich na damskie.

Cath Crowley napisała typową powieść o dorastaniu – pierwsze miłości, zakończenie szkoły, wybór dalszej ścieżki edukacyjnej, pierwsza praca, martwiący się o przyszłość swoich dzieci rodzice. Niestety niektóre problemy przedstawione są aż nazbyt trywialnie – przypominanie co kilka stron sytuacji ze złamaniem nosa i złapaniem za tyłek na pierwszym spotkaniu staje się męczące i banalne, tak samo jak ciągłe grupowe wychodzenie na narady w damskiej toalecie. Spośród innych opowieści dla młodzieży Graffiti Moon wyróżniają na szczęście rozmowy o wrażliwości na sztukę i opisy dzieł Eda. Obawiam się jednak, że czytelnicy, którzy sięgnęli po książkę ze względu na te elementy mogą nie przebrnąć przez fragmenty, gdzie roztrząsane są ciągle te same sytuacje z pierwszej randki.

Oliwia Olczyk

Oliwia Olczyk, Sprayem malowane, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy