Marcin Chudoba – Lubi, gdy widzą, że się zbliża


Recenzja komiksu: Warren Ellis, Declan Shalvey, Moon Knight: Z martwych [Moon Knight: From the Dead], tłum. Kamil Śmiałkowski, Warszawa: Egmont Polska 2018, ISBN: 978-83-281-2791-3, ss. 132.

Marc Spector (Moon Knight) – cierpiący na dysocjacyjne zaburzenie tożsamości najemnik, znany również jako avatar egipskiego boga księżyca Khonshu, zadebiutował w 1975 roku na łamach trzydziestego drugiego zeszytu serii Werewolf by Night Vol. 1. Niestety, jego przygody nigdy nie ukazały się na polskim rynku. Moon Knight był jednym z bohaterów pojawiających się w komiksach Secret Avengers: Misja na Marsa czy Grzech Pierworodny, jednak nie odgrywał w nich żadnej wiodącej roli. Czy decyzja rodzimego oddziału Egmontu o wydaniu komiksu poświęconego postaci zupełnie obcej przeciętnemu fanowi historyjek obrazkowych z Polski okazała się słuszna?

Moon Knight: Z martwych to zbiór jednozeszytowych opowieści, w których tytułowy bohater bawi się w detektywa i samozwańczego obrońcę Nowego Jorku. Nie ma tu skomplikowanych wielowątkowych fabuł, historie są bardzo proste. W trakcie śledztw Moon Knight wykorzystuje najnowsze zdobycze technologii, na które może pozwolić sobie dzięki pieniądzom zarobionym w czasach, gdy był najemnikiem. Na swą korzyść wykorzystuje również strach wzbudzany w oponentach. Marc Spector celowo nosi białe ubranie, doskonale rzucające się w oczy nocą, bowiem lubi, gdy przestępcy widzą, że się zbliża i panikują. Ponieważ przygody Moon Knighta czerpią z gatunku occult detective, na jego drodze stają nie tylko zwykli ludzie, ale też duchy, a nawet senne koszmary. Protagonista bez żadnych rozterek moralnych potrafi brutalnie pobić wrogów, jak również osoby, którym chce przemówić do rozumu. Ewentualne wątpliwości konsultuje z jedną ze swych kilku osobowości lub samym bogiem księżyca. W porównaniu do standardowych marvelowskich herosów jest to postać bardzo nietypowa, a co za tym idzie – warta poświęcenia jej uwagi.

Proste, lecz szczegółowe i wprawnie pokolorowane ilustracje autorstwa Declana Shalveya świetnie oddają klimat zaprezentowanych opowieści. Trudno im cokolwiek zarzucić, idealnie spełniają swą rolę.

Jakość polskiej edycji nie uległa pogorszeniu i trzyma się egmontowskich standardów. Komiks ma miękką oprawę i został wydrukowany na kredowym papierze. Na ostatnich stronach znajduje się galeria okładek z amerykańskiej wersji zeszytowej. Żałuję, że polski oddział Egmontu nie pokusił się o przygotowanie wstępu lub posłowia przybliżającego postać Moon Knighta osobom, które nie sięgają po amerykańskie wydania komiksów. Skoro w rodzimej edycji Grzech Pierworodny: Hulk kontra Iron Man udało się zamieścić krótkie streszczenie losów tytułowych bohaterów, nie powinno stanowić to problemu również w tym przypadku.

Jeśli lubicie przygody nietypowych, nieszablonowych superbohaterów, to Moon Knight: Z martwych jest historią stworzoną dla was. Na jej korzyść przemawia fakt, że Warren Ellis nie nawiązuje do poprzednich komiksów z Markiem Spectorem, dlatego osoby nieznające wcześniejszych tytułów, w których odgrywał on główną rolę, nie będą czuć się zagubione w trakcie lektury. Postać Moon Knighta ma duży potencjał. Pozostaje mieć nadzieję, że autorzy wykorzystali go należycie podczas tworzenia kontynuacji, zatytułowanej Z martwych powstaną.

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Lubi, gdy widzą, że się zbliża, „Creatio Fantastica”, nr 2 (57).

Reklamy