Maciej Tomczak – Jak to się wszystko zaczęło

Ewa-Białołęcka_Naznaczeni-błękitem-72-dpi-Rgb1Recenzja książki: Ewa Białołęcka, Kroniki Drugiego Kręgu, księga I – Naznaczeni błękitem, Warszawa: Wydawnictwo Jaguar, ISBN: 978-83-7686-653-6, ss. 385.

Niemal ćwierć wieku temu czytelnicy Nowej Fantastyki poznali historię głuchoniemego, lecz obdarzonego wyjątkowym magicznym talentem Kamyka. W ówczesnej rzeczywistości, zdominowanej przez brutalny świat Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego oraz jego raczej marnych naśladowców, historia Ewy Białołęckiej stanowiła wyjątkowy powiew świeżości i, przede wszystkim, oryginalności. W krótkim czasie przygody młodego Tkacza Iluzji rozrosły się najpierw do zbioru, a następnie przeobraziły w pełnoprawny cykl Kronik Drugiego Kręgu. Wznowienie serii przyczyni się zarówno do nadrobienia ewentualnych zaległości w lekturze u starszych, jak i odkrycia fascynującego świata przez młodszych odbiorców literatury fantastycznej.

Pierwszy tom, zatytułowany Naznaczeni Błękitem, składa się z pięciu opowiadań. W momencie pierwszej publikacji, ponad dekadę temu, część czytelników mogła poczuć się nieco rozczarowana, gdyż większość utworów stanowiła rozbudowane wersje tekstów wcześniej opublikowanych przez autorkę na łamach wymienionego czasopisma bądź antologii. Wprowadzająca w krainę Lengorchii Twierdza na Kozim Rogu przedstawia losy jednego z jej największych magów, Białego Roga. Gwiazda i Róża to z kolei trudne dzieciństwo innego chłopca, Nocnego Śpiewaka, posiadającego umiejętność władania materią. Natomiast pozostałe trzy – Tkanie iluzji, Błękitna szarfa oraz Na smoczej ziemi – to barwne perypetie wspomnianego Kamyka.

Kilku lub kilkunastoletni bohaterowie wyróżniają się swoimi nieprzeciętnymi zdolnościami i mniejszymi lub większymi ułomnościami fizycznymi, stanowiącymi znamiona władania niezwykłą mocą. Cena, jaką przychodzi im za nią zapłacić – nierzadkie odrzucenie przez najbliższych lub rówieśników, wykluczenie ze społeczności czy po prostu fizyczne cierpienie –zdecydowanie jest wysoka, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę ich wiek. Jednak wytrwałość, wiara we własne możliwości oraz napotkane przyjazne jednostki – jakkolwiek trywialnie może to zabrzmieć – pozwalają im przezwyciężyć największe przeciwności losu.

Czas nie odcisnął szczególnego piętna na prozie Ewy Białołęckiej. Chociaż trup nie ściele się tu gęsto, a generalny wydźwięk przygód protagonistów jest pozytywny – rzecz dość nietypowa dla współczesnej fantastyki – to powieść czyta się z wielką przyjemnością, bez poczucia zażenowania płynącego z niej zbyt nieprawdopodobnego optymizmu. Język jest pozbawiony niepotrzebnych wulgaryzmów, za to oferuje bogactwo barwnych opisów i charakterystyk postaci; z ich imionami na czele. Przyglądając się stylowi autorki, niemal bezwiednie nasuwa się skojarzenie ze zmarłą niedawno Ursulą K. Le Guin. Nieprzypadkowo zresztą Ewa Białołęcka zaliczana jest do grona najważniejszych polskich pisarzy fantastyki, a nawet bywa niekiedy nazywana Królową Polskiej Fantastyki.

Naznaczeni Błękitem nie są pozbawieni wad. Razi zwłaszcza prostota przedstawionego świata. Właściwie nic nie wiadomo o jego historii, kulturze czy społeczeństwie. Niejasne są podziały klasowe i wynikające z nich konsekwencje. Teoretycznie mamy do czynienia z quasi-średniowieczem, lecz brak tu typowej szlachty, mieszczaństwa czy włościan. Swoboda z jaką przemieszczają się bohaterowie – wywodzący się z gminu – jest zastanawiająca. Podobnie jest z względnie powszechnie występującą umiejętnością czytania i pisania. Nie wiadomo też czy i jakie następstwa ma istnienie dwóch księżyców krążących wokół planety, na której istnieje Lengorchia.

Pewne wątpliwości wzbudza kwestia funkcjonowania czarodziei. Formalna strona ich istnienia, egzaminy kwalifikujące do zaliczenia w poczet bractwa czy ich następstwa, jest dwuznaczna. Z jednej strony, posiadanie magicznego daru wydaje się czymś rzadkim. Mistrzowie z wielką nadzieją odnajdują kolejne dzieci symbolicznej szarfy, można odnieść wrażenie, że nowy mag ma radzić sobie sam, wykonując dalej normalne, codzienne czynności.

Inną sprawą jest oddziaływanie mocy na człowieka. Na każdego z pierwszoplanowych bohaterów magia miała pod pewnymi względami destrukcyjny wpływ, dotkliwie naznaczając ich fizyczność. Zatem racjonalną implikacją winny być porównywalne kalectwa występujące u najważniejszych, a zatem domniemanych najpotężniejszych spośród władców magicznego środowiska. Nic takiego nie ma jednak miejsca, co w pewnym stopniu kłóci się z logiką opowieści.

Zastanawiający jest również fakt – i jest to uwaga ogólna, odnosząca się nie tylko do koncepcji Ewy Białołęckiej – zupełnego braku wiary w rozwój i postęp fantastycznej rzeczywistości. Patrząc na historię ludzkości, nasz świat zmieniał się nie tylko na przełomie setek lat, lecz także kilku dziesięcioleci. Nie zawsze były to tak gwałtowne przeobrażenia, jakie miały miejsce w przeciągu ostatnich dwóch wieków, niemniej jednak w jakimś stopniu modyfikowano, jeśli nie reguły codziennego życia, to przynajmniej metody walki. W tym kontekście sto lat, jakie mija między fabułą Twierdzy na Kozim Rogu a Gwiazdą i Różą, wydaje się czasem straconym. Uzasadnienie, że magia stanowi rozwiązanie niemal każdego problemu i przez to ogranicza ewentualną technikę, jest mało wiarygodne.

Wskazane, niebagatelne przecież, mankamenty w żadnym wypadku nie przeszkadzają w odczuwaniu satysfakcji z lektury Naznaczonych Błękitem. Jest to dopiero początek czterotomowej serii, będący – jak to już zostało powiedziane – powtórzeniem i rozbudowaniem wcześniejszych treści. Nie wiadomo, jakie wyzwania postawi przed Kamykiem i Nocnym Śpiewakiem Ewa Białołęcka; poza tym, że para protagonistów musi się w ogóle spotkać. Być może dołączą do nich jeszcze inni bohaterowie, a kraina Lengorchii zostanie naznaczona jakimś mrocznym rysem. Te tajemnice skrywają kolejne woluminy.

Kroniki Drugiego Kręgu można śmiało zaliczyć – obok Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego, Opowieści z meekhańskiego pogranicza Roberta M. Wegnera czy Teatru węży Agnieszki Hałas – w poczet klasycznych pozycji rodzimej fantastyki. Kto dotychczas nie miał okazji zaznajomić się z cyklem Ewy Białołęckiej, ten jak najszybciej powinien to uczynić.

Cytowanie: Maciej Tomczak, Jak to się wszystko zaczęło, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1.

 

Reklamy