Adrian Topa – Pustynna podróż śladami Asasynów

OB_ACDO_PL_cover_front-686x1024Recenzja książki: Oliver Bowden, Assassins’s Creed Origins. Pustynna przysięga [Assassin’s Creed Origins. Desert Oath], przekł. Michał Jóźwiak, Kraków: Insignis Media 2018, ISBN 978-83-65743-76-3, ss. 357.

Niezwykle rzadko zdarza się, by powieści oparte na motywach gier wideo – czy to bezpośrednio, czy też bazując jedynie na przedstawionych w nich światach – zyskały uznanie w oczach moli książkowych. Opinia ta nie wzięła się znikąd, gdyż grono dobrej, „growej”, literatury jest raczej wąskie. Nowe dzieło Olivera Bowdena na pewno do niego nie dołączy, choć można z nim miło spędzić kilka tramwajowych podróży.

Assassin’s Creed Origins. Pustynna przysięga jest prequelem nowej części znanej serii Ubisoftu, opowiadającej o wielowiekowej rywalizacji Asasynów i Templariuszy. Jej akcja toczy się, jak można wyczytać z blurbu, „na długo przed wydarzeniami przedstawionymi w Assassin’s Creed Origins”, a dokładniej w starożytnym Egipcie w roku 70 p.n.e.. Głównym bohaterem jest pochodzący z Siwy Bayek. Wyrusza on na poszukiwania swojego ojca, który nagle wyjechał z miasta, nie podając przyczyny ani celu podróży. Na równoległym planie rozwija się historia mordercy, podróżującego po Egipcie i siejącego postrach wśród członków tradycjonalistycznej kasty starożytnych Medżajów. Nietrudno domyślić się, że ich losy w pewnym momencie się splatają.

Fabuła, choć prosta i niezbyt zaskakująca, jest dosyć logiczna i jej śledzenie może dostarczyć czytelnikowi rozrywki. O wiele gorzej przedstawia się za to sposób reprezentacji starożytnego świata. Głównym składnikiem „egipskości” jest wszechobecny piasek. Można się jednocześnie to natknąć na greckie i łacińskie wulgarne napisy na ścianach w tebańskim odpowiedniku slumsów (sic!). Chciałbym mieć nadzieję, że jest to nawiązanie do klasyki brytyjskiej komedii, a ubodzy mieszkańcy ozdabiają ściany własną wersją Romanes eunt domus. Obawiam się jednak, że byłby to z mojej strony nadmiar dobrej woli. Wiele uwag można też mieć wobec konstrukcji bohaterów. Bayek jest nijaki, jego ukochana, Aya – jest niemal podręcznikowym przykładem Mary Sue, podczas gdy dołączający na dłuższy czas do tej dwójki Tuta, pomimo bycia raptem dziesięcioletnim dzieckiem ulicy – szermuje słowem jak rasowy dyplomata. Podobne spostrzeżenia można by odnieść do większości powieściowych postaci; ich wiek poznajemy tylko dzięki słowom narratora, nie da się go wywnioskować z ich zachowania czy też wypowiedzi.

Od strony językowej książka również nie prezentuje się wybitnie. Wiele zdań sprawia wrażenie zbyt długich, a interpunkcja w wielu miejscach razi brakiem naturalności (choć tutaj wina może leżeć po stronie cudacznej składni niektórych wypowiedzeń). Do tego pozornie kwieciste opisy wielu walk czy akrobacji przy dowolnej próbie wyobrażenia ich sobie mogą doprowadzić do potwornego bólu przepony. Nie mają one w sobie ani grama sensu, a wykonywane przez bohaterów wielokrotnie powinny doprowadzić ich co najwyżej do ośmieszenia. Ból nie trwa jednak długo, bo długość opisów koresponduje z objętością rozdziałów – na niewiele ponad trzystu pięćdziesięciu stronach upchnięto ich niemal siedemdziesiąt.

Powieść Bowdena, choć nieambitna, nie jest też literaturą z absolutnie najniższej półki. Choć wiele nielogiczności mnie irytowało, to w ostatecznym rozrachunku nie skończyłem książki wściekły, a nawet z pewną satysfakcją dotarłem do ostatniej strony. Niemniej, jak to w prequelu, zakończenie nigdy nie będzie w pełni satysfakcjonujące dla kogoś, kto nie zna dalszego ciągu (bo, dajmy na to, nie grał w grę). Stąd książkę tę mogę zdecydowanie polecić jedynie fanom serii, którym po ukończeniu gry wciąż tęskno do skąpanego w słońcu starożytnego Egiptu.

Adrian Topa

Adrian Topa, Pustynna podróż śladami Asasynów, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy