Monika Jasek – Granice miłości

72319920180315185520Recenzja filmu: Tomb Raider, reż. Roar Uthaug, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania: GK Films 2018.

Siedemnaście lat po premierze filmu Lara Croft: Tomb raider twórcy zapraszają nas do wzięcia udziału w nowej przygodzie (a może to po prostu kolejna odsłona tej poprzedniej?). Tym razem Lara Croft jest młodsza, drobniejsza i ma twarz Alicii Vikander. Pojawia się tylko pytanie: po co to wszystko?

Dwudziestojednolatka boryka się z problemami finansowymi, chociaż jest spadkobierczynią fortuny po ojcu. Tylko jeden szczegół dzieli ją od majątku – podpisanie dokumentów uznających ojca, lorda Richarda Crofta (Dominic West), za zmarłego. Lara nie dopuszcza do siebie myśli, że mężczyzna nie żyje, choć minęło już kilkanaście lat od chwili, gdy udał się na swoją wyprawę. Dziewczyna woli pracować jako kurierka i dorabiać podczas walk bokserskich, z trudem wiążąc koniec z końcem, co też nie zawsze się jej udaje.

Już od pierwszych minut filmu staje się jasne, że Lara jest uzależniona od adrenaliny – obraz rozpoczyna walka na ringu, którą bohaterka przegrywa z kretesem. Poobijana i nieco przygnębiona brakiem zarobku decyduje się na wyścig rowerowy: pędzi na rowerze ulicami Londynu z przypiętym lisim ogonkiem ścigana przez watahę mężczyzn. Zderzenie z policyjnym radiowozem wydaje się adekwatną ceną za niewątpliwą brawurę kobiety. Wtedy też pojawia się myśl o pogodzeniu się z przeszłością, a przede wszystkim z tym, że jest sierotą. Zamiast jednak podpisać dokument i prowadzić spokojne życie bogaczki, Lara rozwiązuje zagadkę pozostawioną przez ojca, a jej zamiłowanie do ryzyka wygrywa z rozsądkiem. Sprzedaje więc amulet od ojca i wyrusza w podróż na tajemniczą wyspę u wybrzeży Japonii.

Opowieść inicjacyjna, którą prawdopodobnie miał być nowy Tomb raider, zupełnie ginie w zwrotach akcji i popisach grafików komputerowych. Lara Croft decyduje się na wyjazd, ponieważ w końcu chce rozliczyć się z przeszłością – ale jednocześnie pragnie przeżyć przygodę, coś sobie udowodnić i dowiedzieć się w końcu, co stało się z jej ojcem. Po drodze zapomina jednak o tych zamierzeniach, w konsekwencji więc oglądamy ją głównie podczas ucieczek, walk ze złymi ludźmi i nabijania sobie kolejnych guzów. Choć zarówno Lara z ojcem, jak i inni bohaterowie poruszają tematy skłaniające do refleksji – znaczenie miłości i rodziny – niewiele z tego wynika. Ważniejsze jest to, kto uderzy pierwszy albo kto szybciej biega.

Alicia Vikander dość sprawnie odgrywa rolę dziewczyny będącej jednocześnie wrażliwą i bezwzględną, przerażoną i odważną, dzielną i bezradną. Mimo że reszta postaci nie wyróżnia się niczym szczególnym, a niektóre z nich trudno zapamiętać, ciekawą personą jest Lu Ren (Daniel Wu) – kapitan statku niestroniący od alkoholu, lecz uczciwy i lojalny towarzysz podróży.

Reżyser Roar Uthuag stworzył świetne widowisko, które ogląda się z zapartym tchem. Kluczowe sceny są dynamiczne, a otwarte zakończenie daje nadzieję na coś więcej. Szkoda tylko, że poza dobrą rozrywką jego obraz niewiele wnosi – wątek inicjacyjny ustępuje miejsca brawurze, a szczęśliwe zbiegi okoliczności są wprost nieprawdopodobne. Nowy Tomb raider stanowi miłą odskocznię od rzeczywistości, lecz osobiście liczyłam na coś więcej.

Monika Jasek

Monika Jasek, Granice miłości, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy