Renata Iwicka – Pocałuj żabkę w łapkę, czyli relacje wodno-ziemne

i-ksztalt-wodyRecenzja książki: Daniel Krauss, Guillermo del Toro, Kształt wody [Shape of Water], przekł. Tomasz Bieroń, Poznań: Zysk i S-ka 2018, ISBN: 9788381162630, ss. 430.

W roku 2017 Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki dostał Kip S. Thorne, znany szerokiej publiczności dzięki współpracy przy filmie Interstellar, a Ig Nobla – badanie udowadniające, że koty są płynem, ponieważ (podobnie jak ciecz) przyjmują kształt naczynia, w którym się znajdują[1]. Z Kształtem wody jest podobnie, tyle że ów wysoce neurotyczny kot podrapał nas przy okazji przybierania dość dziwnej formy.

Fabuła opiera się na motywach zarówno quasi-baśniowych, jak i bazujących na realiach historycznych, gdyż akcja rozgrywa się w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku. Jest to surrealistyczna parabola, w której odnaleźć się może tak wiele osób i mniejszości, że w zasadzie gubi się gdzieś centralna oś fabularna – o ile kiedykolwiek była wyraźnie zaplanowana. Narracja podporządkowana jest polityce i atakom (o subtelności buldożera) wymierzonym w cały świat.

Związek Elisy Esposito z Deus Brânquia, określanym jako „stwór” lub „skrzelowe bóstwo”, wodną istotą z amazońskiej dżungli, stanowi główną oś narracyjną. Seksualna transgresja bohaterki zaplanowana została jako wyzwanie rzucone wszelkim normatywnym wzorcom zachowań seksualnych, zgodnie ze słowami Lin-Manuela Miranda: „love is love is love”[2]. Problem w tym, że jakakolwiek miłość jest bardzo mało widoczna. Elisa czuje się wyobcowana – jest niemową, co wyklucza ją z pełnego uczestnictwa w życiu społecznym. Jest woźną w laboratoriach Occam w Baltimore, a odebranie jej głosu stanowi mało subtelną aluzję do sytuacji pracownic – są one ubezwłasnowolnione, pozbawione głosu, a Elisa stanowi uosobienie ich wszystkich.

Historia spotkania i fascynacji Elisy wodną odmiennością męskokształtnego bóstwa jest napisana z wdziękiem fanfika rodem z podstawówki. Deus Brânquia, choć posiada skrzela i podwójną szczękę (ukłon w stronę Obcego?), pokryty jest łuskami i emanuje różnokolorowym blaskiem w zależności od stanów emocjonalnych, w zasadzie niczym się nie różni od typowego mężczyzny. Seks, jaki uprawiają w wodnym środowisku łazienki, nie jest w najmniejszym stopniu szokujący. Już w 1983 roku Rachel Ingalls wydała książkę Mrs. Caliban, historię pani domu, której życie zmienia nieodwołalnie obecność dwumetrowego pana żaby nieodmienionego nawet przez pocałunek. W filmach również odnajdziemy motyw wzajemnej fascynacji Obcego i człowieka. Co interesujące, kobieta jest zazwyczaj piękna, a bestia… cóż, jak to bestia. W przypadku sytuacji odwrotnej, kiedy to mężczyzna interesuje się przedstawicielką istot nieludzkich, zwykle wygląda ona jak seksowna Daryl Hannah. Związek międzygatunkowy jest fascynującym tematem literackim, niestety w Kształcie wody zbanalizowanym i strywializowanym, pozbawionym jakiejkolwiek emocjonalnej głębi (sic!).

Kreacja postaci w powieści jest w najlepszym razie szkicowa, a w najbardziej ekstremalnej wersji groteskowa, jak w przypadku Richarda Stricklanda – brutala, rasisty, ksenofoba, egoisty, prawdziwego „potwora” całej historii, który próbuje za wszystkie swoje okrucieństwa obwinić Generała Hoyta nakazującego mu morderstwo niewinnych Koreańczyków podczas wojny. Jest absurdalną karykaturą weteranów wojennych, wszystkich uprzywilejowanych białych mężczyzn tamtych czasów w Stanach, z rasistowską pogardą myślących o i zwracających się do wszystkich spoza własnej sfery. A że w umyśle Stricklanda wszyscy są spoza jego sfery, to każdego traktuje jak na półzwierzęta („Ci ludzie wydzielają ostry stalowy zapach, jak świeżo zarżnięte bydło”[3]). Obserwacje Stricklanda i jego podróż w głąb amazońskiej dżungli nasuwają skojarzenia z Jądrem ciemności Josepha Conrada, choć jest to nadzwyczajna nobilitacja dla Kształtu wody. Strickland jest swoistym Kurtzem „w produkcji”, osobą, której dżungla pokazuje prawdziwego siebie, obnaża jego wszystkie skrywane pragnienia i okrucieństwo.

Deus Brânquia łączy tę dwójkę – kobietę pozbawioną własnej woli i żyjącą w świecie fantazji filmowych oraz mężczyznę w pewien sposób również pozbawionego tej woli, żyjącego w swoim własnym wyimaginowanym świecie perpetualnej traumy, z którą nie chce się rozliczyć. Łączy też Zeldę D. Fuller, Afroamerykankę, i Gilesa Gundersona, malarza-geja, a w pośredni sposób dotyka także losu Lainie – żony Stricklanda. Ta trójka bohaterów stanowi malownicze tło dramatu dopełniającego się yin-yang[4] Elisy i Stricklanda. Każda z postaci stanowi świat sam w sobie, perfekcyjnie skonstruowane stereotypy, których jedynym celem istnienia jest atak na rasizm (początek lat sześćdziesiątych w Baltimore to początek ruchów Afroamerykanów), homofobię oraz słynny American Dream.

Na sam koniec warto wspomnieć o języku i stylu powieści. Cała narracja utrzymana jest w czasie teraźniejszym i pisana z perspektyw różnych bohaterów. Pierwsze skojarzenie to narracja filmu niemego – wydarzenia mają miejsce zawsze „tu i teraz”, co w oczywisty sposób nawiązuje do niemej Elisy. Ale nie tylko ona jest dotknięta tą niemożnością, niemal każdy z bohaterów nie jest w stanie lub nie chce wyartykułować swoich myśli i pragnień. Do tego zabiegu można się jednak przyzwyczaić. Tym, co najbardziej przeszkadza, jest sam język i nadmierne użycie dziwacznych metafor i porównań, skojarzeń niewnoszących niczego do fabuły. Daniel Kraus operuje językiem bardzo wizualnym, nie zostawiając miejsca na wyobraźnię czytelnika.

Zarówno język, jak i zmieniająca się perspektywa tworzą dziwną mieszankę narracyjną, która wstrzymuje lub przyśpiesza akcję. W efekcie dostajemy powieść, która sama nie wie, czym chce być – romansem paranormalnym, powieścią sensacyjną, obyczajową, postkolonialną, psychologiczną, thrillerem? Mieszając gatunki i polewając je baśniowym sosem tworzy się w efekcie nijaka mikstura, gdzie każdy smak znosi się nawzajem.

Kształt wody jest właśnie taki – bezkształtny.

[1] Ig Nobel jest nagrodą przyznawaną corocznie przez członków Annals of Improbable Research za badania, które „najpierw pobudzają do śmiechu, a potem do myślenia”. Nazwa jest grą słów nawiązującą do Nagrody Nobla, choć słowo „ignoble” oznacza ‘nędzny’, ‘nikczemny’, ‘marny’. Polski „Antynobel” nie oddaje tej gry słownej.

[2] Acceptance Speech – Best Score: Lin-Manuel Miranda (2016), [online:] https://www.youtube.com/watch?v=6jehrbUGdlE [dostęp: 06.04.2018]

[3] Daniel Krauss, Guillermo del Toro, Kształt wody [Shape of Water], przekł. Tomasz Bieroń, Poznań: Zysk i S-ka 2018, s. 11.

[4] Yin-yang jest koncepcją z filozofii chińskiej: dwa elementy uzupełniają się nawzajem i tworzą pełnię. Yin jest elementem kobiecym, biernym związanym z wodą i ciemnością; yang jest związany z męskością, aktywnością, ogniem i światłem.

Renata Iwicka

Renata Iwicka, Pocałuj żabkę w łapkę, czyli relacje wodno-ziemne, „Creatio Fantastica”, nr 1 (58).

Reklamy