Alicja Podkalicka – Mała czarodziejka i świstek papieru

Proroctwo_cieni_front_72dpi (1)dRecenzja książki: Michelle Madow, Elementals. Proroctwo cieni [Elementals: The Prophecy of Shadows], przekł. Daria Kuczyńska-Szymala, Białystok: Wydawnictwo Kobiece 2018, ISBN: 9788365740380, ss. 288.

Literatura gatunku young adult, choć ma szerokie grono fanów nie tylko w swojej grupie docelowej, operuje dość ograniczoną pulą tematyczną. Jej bohaterowie – nastolatki – wkraczają w etap burzliwych przemian, napotykają kompletny zestaw problemów, które mogą dotyczyć osób w ich wieku, a do tego dokłada im się… No właśnie, jeśli nie konieczność uratowania świata, to chociaż małego jego fragmentu. Wiąże się z tym odkrywanie w sobie tajemniczych, nadludzkich mocy, przeżywanie pierwszych miłości, zdrad, poświęcanie się dla dobra innych… Dalej już wiadomo. Co nowego można w tym zakresie przedstawić? A może lepiej nie silić się na oryginalność, po prostu powielając istniejące już schematy w co najmniej znośny sposób? Autorka Elementals. Proroctwa cieni obrała, zdaje się, drugą z tych ścieżek.

Nicole Cassidy rozpoczyna rok szkolny w nowej szkole. Już pierwszy dzień zajęć nie idzie tak, jak powinien: plan lekcji wyraźnie zawiera błędy, kierując ją na zajęcia rozszerzone zamiast zwykłych, a panie w sekretariacie, choć bardzo miłe, nie potrafią jej pomóc. Prawdziwe zaskoczenie czeka ją jednak dopiero po dotarciu do klasy, gdzie okazuje się, że uczyć ma się nie standardowych przedmiotów, lecz… magii. Nie pojmując tej sytuacji, uważa ją za żart bądź wielką pomyłkę. Postawiona przed twardymi faktami będzie jednak musiała uwierzyć nie tylko w zjawiska nadprzyrodzone, ale także we własne siły – a tych, jak się okazuje, ma więcej, niż mogłaby podejrzewać.

Pierwszy kontakt z Elementals nie przebiegł u mnie pomyślnie. Madow, wprowadzając czytelnika w bieg wydarzeń, nie zadaje sobie trudu budowania napięcia czy uzasadniania obranych rozwiązań fabularnych – po prostu w dość suchy, skrótowy niemalże sposób opisuje poszczególne sceny. Narracja pierwszoosobowa, z punktu widzenia głównej bohaterki, wcale tutaj nie pomaga – chociaż patrzymy na wszystko oczami Nicole, nie został nam dany głębszy wgląd w jej uczucia i wrażenia. Autorka od początku nawiązuje też do innych powieści na podobnych motywach, głównie do cyklu o Harrym Potterze, jednak robi to w tak toporny sposób, że momentami wygląda to wręcz niesmacznie – zwłaszcza że nijak nie można porównać Proroctwa cieni do dzieł Rowling. Choć powieść rozwija się według podobnego schematu, jest o wiele uboższa zarówno w warstwie fabularnej, jak i językowej. Książka zyskałaby wiele, gdyby odpuszczono sobie te „mrugnięcia oczkiem”, zamiast tego skupiając się na dokładniejszym budowaniu ciekawszego świata przedstawionego.

Nicole nie wydaje się wyjątkowa – dopiero z czasem taka się staje. To proces ukazany dość interesująco, jako że opiera się w znacznej mierze na stopniowym porzucaniu przez nią kolejnych wątpliwości, dotyczących zarówno niej samej, jak i otaczającego ją świata. Poza nią mamy oczywiście grupę rówieśników (bardziej lub mniej przyjaznych): obowiązkowego Złego Chłopca, związanego z Rudą Zołzą, ale skrycie uwielbiającego Piękną Główną Bohaterkę, Klasowego Kujona i Najlepszą Przyjaciółkę (będącą typową przedstawicielką przeciętnych nastolatek). Właśnie ta piątka będzie stanowiła centrum nadchodzących wydarzeń, to w nich obudzi się moc. Bohaterowie będą też musieli nauczyć się współpracy w miejsce dotychczasowej rywalizacji. Powiązania pomiędzy nimi nieco skomplikują sytuację – ale na rozwinięcie tego wątku przyjdzie nam poczekać do kolejnego tomu.

Magia w Elementals opiera się na bardzo prostych fundamentach: jest połączeniem wizualizacji kolorów i mętnie określonej siły wewnętrznej „czarownika”. Ludzie dzielą się, podobnie jak we wspomnianym już Harrym Potterze, na czarodziejów (ci są potomkami greckich bogów) i mug… nie–czarodziejów, przy czym jedni ukrywają się przed drugimi. Kolejny raz mamy więc powtórzenie mocno ogranego już motywu, na dodatek przedstawionego tu w sposób bardzo okrojony i nie do końca uzasadniony względem fabuły powieści. Króluje tu prostota i kompletny brak głębi, które mogą odstraszyć czytelnika już zaznajomionego z literaturą operującą podobnymi wątkami.

Proroctwo cieni to powieść prosta, lekka, momentami nawet przyjemna w odbiorze, ale zdecydowanie dla niewymagającego czytelnika. Znalazłam w niej elementy, bez których historia zyskałaby na przystępności (jak nawiązania do powieści J. K. Rowling), a które czynią ją niestety mniej strawną. Nastolatkom, zwłaszcza tym ceniącym sobie relaks przy książce bez konieczności angażowania w lekturę większej uwagi, przypadnie ona do gustu, bardziej obytemu literacko czytelnikowi już niekoniecznie.

 

Alicja Podkalicka, Mała czarodziejka i świstek papieru, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

 

Reklamy