Piotr Michalak – Powrót postmodernistycznego antybohatera

Recenzja filmuDeadpool 2, reż. David Leitch, USA: Donners Company, Marvel Entertainment, Twentieth Century Fox 2018.

Deadpool 2Deadpool powrócił na duży ekran. Tym razem z większym budżetem, a także dużą ilością efektów specjalnych, żartów, odniesień i obsceniczności, które już na samym starcie filmu dają o sobie znać. W filmowej kontynuacji losów najemnika z nawijką postanowiono przedstawić publice inną stronę antybohatera, który teraz postanowił spróbować zostać bohaterem. W tej części protagonista bierze na swoje barki misję uratowania nastoletniego mutanta przed śmiercią z rąk żądnego zemsty Cable’a (Josh Brolin), przybyłego z przyszłości cyborga, przywodzącego na myśl terminatora. Deadpool (Ryan Reynolds) po sprzeczkach z członkami X-Men, postanawia powołać do życia własny superskład, jednak w wyniku pewnych komplikacji, wraz z Cablem, ostatecznie ratuje chłopca przed przemianą w złego zabójcę, winnego śmierci jego rodziny.

Wykorzystane w zwiastunach początkowe sceny walki w różnych lokacjach sprawiały wrażenie, że w tej części filmu zobaczymy, jak Deadpool zwiedza kawałek świata. Świetna choreografia pojedynku na katany i podobieństwo jednej ze scen do początku filmowego Ghost in the Shell (2017) zrobiły na mnie duże wrażenie. Niestety po paru minutach wątek ten został zakończony, a sam film stracił nieco dynamiki i zmienił wydźwięk.

Zauważyłem, że zwiastuny prezentowały zupełnie inny obraz, niż wyświetlany w kinach produkt końcowy. Ostatnimi czasy twórcy superprodukcji notorycznie umieszczają w trailerach sceny, które ostatecznie nie trafiają do filmów (jak np. Hulk podczas bitwy w Wakandzie w Avengers: Infinity War). Takie działanie miało miejsce i tym razem. W Deadpoolu 2 próżno szukać zapowiedzianych pokrótce scen walki Bedlama (Terry Crews) czy Shatterstara (Lewis Tan). Sądzę, że taki wybór producentów to duża strata, ponieważ postaci drugoplanowe o dużym potencjale zostały pozbawione czasu na rozwinięcie ich wątków. Być może podjęto taką decyzję, aby dać im więcej czasu ekranowego w ewentualnym pełnowartościowym filmie o X-Force. Jednak muszę przyznać, że to, w jaki sposób postanowiono się ich pozbyć (mam na myśli scenę lądowania ze spadochronami), było niespodziewanym, czarno-komediowym asem z rękawa, który bardzo mnie zaskoczył i rozbawił.

Wśród członków grupy pojawiła się też kultowa Domino, pomimo tego, że zupełnie w odmiennej aparycji, niż trupio blada bohaterka komiksów i z całkiem innym charakterem. Wnosząca dużo energii i humoru kreacja Zazie Beetz wzbudziła we mnie pozytywne odczucia i okazała się być dużym plusem dla filmu.

W porównaniu z pierwszą częścią, w Deadpool 2 dużo wyraźniej nakreślony został związek tytułowego bohatera zresztą uniwersum X-Menów, nie tylko poprzez wprowadzenie wątku X-Force, ale również przy pomocy innych zabiegów fabularnych i wizualnych. Dało się odczuć większą przynależność protagonisty do tego samego świata, w którym egzystują bardziej popularni wśród szerszej publiczności mutanci. Bardzo udanym i przekomicznym gagiem było pojawienie się na ekranie na krótką chwilę członków X-Men, cichaczem chowających się przed bohaterem. Pozytywnym zaskoczeniem okazało się też wprowadzenie postaci Juggernauta (w tej roli również Ryan Reynolds), czy Wolverine’a w scenie po napisach.

Deadpool jako bohater, jak i seria komiksowa o nim traktująca, to w sposób jawny dzieło postmodernistyczne, tą samą kategorią można też określić ekranizację jego losów. Kwintesencją postmodernistycznego sposobu opowiadania historii jest zabawa formą i treścią oraz intertekstualność, które obok pastiszu stają się panaceum na odreagowanie patetycznej i schematycznej struktury fabularnej większości klasycznych dzieł. Każdy z tych elementów łatwo odnaleźć można w przygodach najemnika z nawijką. Niestety schematyczność i normalizacja od paru lat wkradają się nawet do adaptacji komiksów, które z założenia są przecież historiami mniej lub bardziej postmodernistycznymi. W przypadku komedii postmodernistycznej wspomniane elementy powinny być jeszcze bardziej uwydatnione. Ma to miejsce w filmie, który obraca wszystko w żart i posiada dystans do siebie samego, tego ostatnimi laty brakuje w ekranizacjach komiksów. Niestety momentami i sam Deadpool 2 sprawiał wrażenie, jakby podążał w stronę niepotrzebnej górnolotności zapominając o tym, żeby, jak w przypadku materiału źródłowego, skupić się na czystej rozrywce. W końcu i takie produkcje są potrzebne jako odskocznia od niepotrzebnego dramatyzowania rozrywki.

Twórcy obiecali epickie widowisko o X-Force, a dali, pod pewnymi względami, klona pierwszej części filmu, ale na sterydach (przynajmniej w kwestii efektów i humoru). Sama fabuła była bowiem miejscami zbyt ckliwa i w zupełnie innej tonacji, niż z założenia być powinna. Należy pamiętać, że komiksy o Deadpoolu w większym stopniu od jakichkolwiek innych serii Marvela, opierają się na postmodernistycznym typie narracji i struktury, w której łamanie konwenansów i zabawa konwencją, treścią i wartościami to chleb powszedni. Twórcy filmu, próbując – nie wiedzieć czemu – stonować taką formę, momentami nieumiejętnie i niepotrzebnie, aspirowali do nadania historii zbyt dramatycznego wydźwięku, zapominając o tym, żeby przede wszystkim przekraczać konwencje i bawić się nimi, a nie się do nich dopasowywać.

Od pierwszej sceny dało się zauważyć, że druga część Deadpoola miała być z założenia bliższa poetyce historii z komiksowego oryginału. Po części twórcom udało się osiągnąć zamierzony efekt i stworzyć postmodernistyczną mieszankę groteski, pastiszu i parodii, ale działanie to zostało zachwiane z powodu przerywników w postaci niepasujących do reszty, ckliwych scen, które – w moim odczuciu – po prostu gryzły się z resztą obrazu. Zamiast sparodiować wątki romantyczne, nieudolnie je skopiowano, próbując zrównoważyć niepoważną stronę filmu. Pod tym względem odczułem brak spójności w samym scenariuszu, tak jakby pracowało nad nim za dużo osób, o zbyt odmiennych wizjach artystycznych. Jednak pomimo kiepskiego zobrazowania tego wątku, muszę wspomnieć, że scenarzyści zbliżyli się w pewnym stopniu do materiału źródłowego. W końcu w komiksach Deadpool umierał bardzo często, a kiedy tak się działo, mógł spotkać się na chwilę ze swoją ukochaną – Death, personifikacją śmierci (o jej względy na kartach komiksów ubiegali się zarówno Deadpool, jak i… Thanos, który, chcąc odsunąć od spotkania ze śmiercią swojego oponenta, uczynił go nieśmiertelnym).

Większy budżet pozwolił twórcom filmu na zastosowanie liczniejszych względem pierwszej części efektów specjalnych. Od sekwencji samobójstwa za pomocą wybuchu, przez efektowne sceny walki, po postać Juggernauta i zabawny wątek odrastających nóżek głównego bohatera, który wczuł się w postać graną przez Sharon Stone w Nagim Instynkcie.

Muzyką i wyborem piosenek do filmu zajął się Tyler Bates, znany z pracy przy takich hitach kinowych, jak Guardians of the Galaxy, John Wick czy Atomic Blonde. W kwestii ścieżki dźwiękowej wielkim niedopracowaniem technicznym był montaż w scenach z utworem Skrillexa, który, odpowiednio opracowany, mógł nadać bójce herosów emocjonującą dynamikę rodem z teledysków. Poza tym na oprawę muzyczną wybrano ciekawe zestawienie utworów, które stworzyły złożony z popu, rocka i hip-hopu swoisty miszmasz na pograniczu pastiszu i parodii. Efekt ten został mocno wyeksponowany, zwłaszcza w przypadku początkowych napisów, w których skomponowana specjalnie do filmu piosenka w wykonaniu Celine Dion towarzyszyła drwinie z openingów do filmów o Agencie 007.

Standardowo już dla adaptacji komiksów, co chwilę na ekranie pojawiały się mniej lub bardziej widoczne odniesienia i smaczki. Moją uwagę mocno przykuł zabrudzony w pewnym momencie na biało kostium Deadpoola, nawiązujący do monochromatycznego stroju z komiksu Uncanny X-Force (2010), serii, w której samotny najemnik stał się członkiem X-Force – grupy, która pierwotnie składała się zupełnie z innych, wrogich mu bohaterów.

Deadpool 2 jest dowodem na to, że komiksowe adaptacje dla pełnoletnich widzów nie muszą być dramatami jak Logan (2017), ale mogą stanowić dobrą rozrywkę. Jak przekornie zapewnia nas sam główny bohater już na początku seansu, jest to film familijny dla dorosłych, bo w końcu tytułowy zuchwalec stara się zbudować relacje z ludźmi i niejako stworzyć sobie rodzinę. Rodzi się pytanie: czy twórcy scenariusza postanowili dodać głębi jego działaniom i w ten sposób rozwinąć postać? Mogłoby się tak wydawać, aczkolwiek poza faktem bohaterskiego uratowania chłopca, odniosłem wrażenie, że Deadpool nie przeszedł żadnej przemiany wewnętrznej. Jednak kwestię takiego stanu rzeczy można nieco uszlachetnić poprzez nieco postmodernistyczne wytłumaczenie: w wiecznym tu i teraz, próby moralizatorstwa i zaprowadzania stałych, gruntownych zmian tracą na znaczeniu. W moim odczuciu momentami film niepotrzebnie aspirował do czegoś więcej niż komedia, chwilami był wtórny względem pierwszej części, ale ostatecznie był równie dobrym, jeśli nie lepszym, przeniesieniem losów Deadpoola na srebrny ekran i zapewnił mi, jako widzowi, masę śmiechu i rozrywki.

Piotr Michalak

Piotr Michalak, Powrót postmodernistycznego antybohatera, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy