Maciej Tomczak – Na Trygława i Swaroga!

Debski_JadowityMiecz_front-768x1188Recenzja książki: Rafał Dębski, Jadowity miecz, Lublin – Warszawa: Wydawnictwo Fabryka Słów, ISBN: 978-83-7964-332-5, ss. 400.

W polskiej historiografii postać Bolesława III Krzywoustego jest przedstawiana niemal jednoznacznie pozytywnie. Książe jawi się nie tylko jako osoba odznaczająca się znaczną tężyzną fizyczną i odwagą, lecz również będąca skutecznym politykiem i wnikliwym strategiem, tak na wojnie, jak i w czasie pokoju. Do tego jeszcze Krzywousty miał być bogobojny, sprawiedliwy i szczodry co najmniej na równi ze swoim wujem imiennikiem. Prawda, nawet jeśli była inna, zatarła się w odmętach dziejów. Zawsze jednak można liczyć na nieskończoną imaginację pisarzy – na przykład Rafała Dębskiego.

Autor w swojej powieści Jadowity miecz przenosi czytelników do roku 1117, kiedy w Księstwie Polskim źle się dzieje. Palatyn Skarbimir z rodu Awdańców występuje przeciwko swojemu władcy Bolesławowi Krzywoustemu. Ten, zamiast skupić się na wojnie o podporządkowanie Pomorza, musi zmierzyć się z dawnym zarządcą dworu. Na konflikcie toczącym się między możnymi pragną skorzystać żercy i mroczne siły, wiary w które nie podważył chrześcijański porządek. Zatem to, co początkowo wydawało się kolejną zwadą rycerzy, przeradza się w element odwiecznej walki dobra i zła.

Właścicielem tytułowego jadowitego miecza jest Witko (Witosław) Jastrzębiec – jeden z rycerzy służących wiernie dawnemu palatynowi Skarbimirowi. Towarzyszy mu nastoletni syn Miłko (Mirosław), który w trakcie toczącego się buntu pierwszy raz przelewa krew, tym samym stając się w oczach swoich współtowarzyszy prawdziwym mężczyzną. Natomiast całą akcję powieści czytelnik ma okazję śledzić z wielu punktów widzenia – poczynając od popleczników Bolesława Krzywoustego i samego księcia, poprzez Skarbimira Awdańca i jego poddanych, na żercach i bestiach, a nawet dzikich zwierzętach oraz słowiańskich bóstwach kończąc. Daje to szerokie spojrzenie na wszystkie wydarzenia.

Konsekwencją tego zabiegu jest możliwość poznania motywacji większości postaci. O ile bowiem wyraźnie wskazany jest podział na protagonistów i antagonistów historii opowiadanej przez Dębskiego, o tyle za zachowaniem każdego z nich kryją się określone, mniej lub bardziej racjonalne argumenty. Dotyczy to pozytywnych bohaterów, myślących o istnieniu i funkcjonowaniu państwa, jak i negatywnych, nastawionych na odnowienie dawnego pogańskiego porządku. Świat – czy to prawdziwy czy to fikcyjny – nie jest miejscem mieniącym się prostymi, czarno-białymi barwami. Jest w nim wiele szarości i jeszcze więcej brudu, kryjącego się nierzadko nawet za pozornie najszlachetniejszymi ideami.

Bolesław Krzywousty widziany oczami Rafała Dębskiego jest zatem odważnym i chętnym do walki wodzem, mającym równocześnie nieco niezdrowe skłonności do bycia brutalnym i bezwzględnym wobec przeciwników i sprzymierzeńców. Swój przydomek nie zawdzięcza bynajmniej wrodzonej czy nabytej skazie na twarzy, lecz brakowi przywiązania do raz danego słowa. Podobnie ma się sprawa z jego najbliższymi współpracownikami, z Piotrem Włostowicem – zazdrosnym, małostkowym i żądnym władzy – na czele.

To z kolei prowadzi do kolejnej konkluzji. Autor bardzo dobrze zadbał o odtworzenie historycznych realiów, szczególną wagę przywiązując do opisów pojedynków, potyczek oraz bitew. Rycerskie walki nie są przesadnie dynamiczne czy efektowne; chyba że za takie można uznać „widowiska” pełne krwi, odrąbywanych członków lub po prostu ludzi miażdżonych pod rozpędzonymi końmi. Równie wiarygodnie przedstawiony został przebieg postojów, podział obowiązków między zbrojnymi w trakcie obozowania czy moszczenie się rycerzy w grodach lub zamkach swoich podwładnych. Wszystko to sprawia, że na Jadowity miecz Rafała Dębskiego można patrzeć jak na literacki, dziejący się w średniowiecznych realiach odpowiednik Bez przebaczenia (Unforgiven) Clinta Eastwooda.

Należy również wyraźnie podkreślić, że pisarz umiejętnie łączy fakty i rzeczywiste postacie z wydarzeniami fikcyjnymi oraz wykreowanymi przez siebie bohaterami. Rezultatu w żadnym wypadku nie umniejsza kwestia braku wiarygodnych źródeł, mówiących o przebiegu buntu palatyna Awdańca.

Dostrzegalną wadą książki jest Prolog, którego przebieg może być na początku lektury niezrozumiały. Dębski wymienia w nim bezpośrednio lub pośrednio niemal wszystkie kluczowe dla fabuły osoby, nie czyniąc przy tym żadnych szczególnych objaśnień. Dopiero wraz z kolejnymi rozdziałami wyjaśnia się sens wydarzeń, będących tak naprawdę zakończeniem a nie wprowadzeniem do Jadowitego miecza. Innym mankamentem jest konstrukcja postaci Skarbimira, przesadnie uwydatniająca jego heroizm, oddanie poddanym czy przewidywanie konsekwencji ustanowienia zasady pryncypatu-senioratu. Ale zasadniczo są to drobnostki, nie wpływające na odbiór całej lektury.

Rafał Dębski, publikując przeszło dekadę temu Kiedy Bóg zasypia, mierzył się już z zawiłościami historii Polski, wpisując w jej dzieje fantastyczne, lecz oparte na lokalnych wierzeniach wątki. Najnowsza publikacja rozwija poniekąd motyw zawarty w znanym wcześniej opowiadaniu Pasterz upiorów. Można zatem mieć nadzieję, że wena jeszcze nie raz nawiedzi pisarza, dzięki czemu zdecyduje się on wykorzystać średniowieczny sztafaż do snucia niemniej intrygującej przygody, w której losy państwa Piastów będą przenikać się z oryginalnymi pomysłami autora.

Maciej Tomczak

Maciej Tomczak, Na Trygława i Swaroga!, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy