Alicja Podkalicka – O dzieciach, które jeździły koleją

amelia_kuba_wenecki_spisekRecenzja książki: Rafał Kosik, Amelia i Kuba. Wenecki spisek, Warszawa: Powergraph 2018, ISBN: 9788364384738, ss. 336.

Książki dla dzieci stanowią ten specyficzny typ literatury, z którym człowiek dorosły styka się zazwyczaj w określonych momentach życia – najczęściej po prostu zaznajamiając z nimi własne potomstwo. Czy to jednak oznacza, że kategoria wiekowa określa raz na zawsze, kto może po daną pozycję sięgnąć i dobrze się przy niej bawić? Zdecydowanie nie! Podobnie zdają się myśleć autorzy, wplatając częstokroć w konstruowaną fabułę, niejako między wierszami, wątki zgoła niedziecięce, zapewniając obu grupom rozrywkę na różnych poziomach odbioru treści. Pozycja, którą miałam przyjemność przeczytać w ostatnich dniach nie należy jednak do tej grupy – to powieść, której celem są odbiorcy w wieku od siedmiu do trzynastu lat. Nastawiałam się więc na przeżycia mocno specyficzne, zwłaszcza że owe wskazania wiekowe przekroczyłam już kilkukrotnie, a ostatnia powieść dziecięca, z którą miałam kontakt, zdążyła już ulotnić się z mojej pamięci. Czy sprawiło mi to jednak jakikolwiek problem? Ależ skąd!

W domu Mi i Kuby jest wielkie zamieszanie. Ich tata, w drodze wyjątku, urządził w salonie studio fotograficzne, organizując sesje zdjęciowe… małej tabletce i jej opakowaniu. Nowy w mieszkaniu obiekt wzbudza szczególnie zainteresowanie w cierpiącej z powodu alergii na sierść, a jednocześnie ponad wszystko kochającej puchate zwierzątka Mi. Kiedy więc dowiaduje się, że tajemnicza tabletka ma być prototypem leku przeciwalergicznego „Alestop” nie waha się ani chwili… Zapoczątkuje to lawinę wydarzeń, w których dzieci, obawiając się wykrycia, zdobędą się na wszystko, by ukryć postępek dziewczynki. Zdecydują się nawet na zagraniczną podróż, a wszystko to, oczywiście, w całkowitej konspiracji. Utrzymanie tajemnicy przed rodzicami nie będzie jednak ich jedynym problemem – okazuje się bowiem, że ich śladem podąża kobieta wyraźnie zainteresowana małą bohaterką.

Większość wydarzeń w Weneckim spisku śledziłam z zimnym dreszczem przechodzącym po plecach i mogę je podsumować jednym zdaniem: „Dzieci, nie próbujcie tego w domu”. Mamy tu więc czwórkę (bo w spisku, poza Mi i Kubą, bierze udział także rodzeństwo: Amelia i Albert) bohaterów, z których jedno bezrefleksyjnie przyjęło lek nieznanego pochodzenia, po czym stanowczo odmówiło powiadomienia o sprawie rodzica (ich matka jest lekarzem; dzieci nie mówią jej o fakcie ani o działaniach niepożądanych, które u Mi wystąpiły, bo… nie chcą budzić mamy śpiącej po dyżurze), drugie zgodziło się na plan zdobycia nowej tabletki (dla niepoznaki! Ale chodziło w sumie głównie o zniszczone pudełko…), po prostu planując podróż do Wenecji na podstawie takich przesłanek, jak adnotacja na opakowaniu (wpleciona w tajemnicze Lorem ipsum). Na eskapadę nieletni biorą ze sobą psa, przez większość czasu przewożąc go w plecaku. Czyż z punktu widzenia osoby dorosłej to nie jest przerażające?

Dzieci stanowią wyjątkowo barwną mieszankę charakterów, w prosty sposób pojmujących skomplikowane zagadnienia. Amelia to artystyczna dusza, która w wyprawie do Wenecji widzi okazję do namalowania obrazu budynków odbijających się w wodzie (gdyż w swojej twórczości ma obecnie „fazę odbić”), Albert – chłopiec z zespołem Aspergera – planuje podróż tak, by była jak najciekawsza z logistycznego punktu widzenia, ale niekoniecznie najkrótsza, jest też grupowym głosem rozsądku, Kuba to chodzący talent organizacyjny i ucieleśniona praktyczność, a Mi… no cóż, Mi jest personifikacją chaosu. Jednocześnie pozostaje też osobą najbardziej spostrzegawczą, a zaplecze logiczne, które stanowi reszta drużyny, gwarantuje wychodzenie cało z wielu sytuacji krytycznych. Z tego też powodu akcja powieści nie zwalnia nawet na chwilę, zawierając wiele karkołomnych wręcz zwrotów, które wrażliwego rodzica przyprawią zapewne o dodatkowy siwy włos na skroni.

Amelia i Kuba. Wenecki spisek, chociaż stanowi szóstą już powieść opowiadającą o przygodach młodych bohaterów, daje się bezproblemowo czytać jako zamknięta całość. Książka wydrukowana została większą niż standardowo czcionką, a treść ubarwiono rysunkami Jakuba Grocholi, dobrze oddającymi nieco absurdalny urok grupki bohaterów. Miłym dodatkiem są przypisy, w których wytłumaczono niektóre trudniejsze słowa. I chociaż opowiadana historia jest dość karkołomna, to jednak pokazuje wyraźnie istotę przyjaźni i współpracy – ostatecznie przesądzając o pozytywnym odbiorze powieści.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, O dzieciach, które jeździły koleją, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy