Mateusz Hupert – To nie jest książka o Scythe

inne-swiatyRecenzja książki: Jacek Dukaj, Sylwia Chutnik, Łukasz Orbitowski i in., Inne Światy, Kraków: SQN 2018, ISBN: 978-83-65836-19-9, ss. 608.

 

Fenomen twórczości Jakuba Różalskiego, jednego z najbardziej interesujących malarzy i grafików ostatnich kilku lat, opiera się przede wszystkim na umiejętnym łączeniu starego z nowym. To jak ucieleśnienie tych wszystkich fantazji, które przeżywaliśmy na dłużących się lekcjach w podstawówce, kiedy wzbogacało się ilustracje w nudnych szkolnych podręcznikach o własne wytwory – drwali pracowicie rąbiących pnie w cieniu ogromnych mechów napędzanych Dieslem, ogromne powietrzne łajby przecinające niebo nad złocistymi polami w środku lata, wilkołaki spoglądające spośród drzew na kobiecinę piorącą pościel nad rzeką… Za sprawą tych niezwykłych zestawień w pracach Różalskiego iskra wyobraźni, jaką obdarzone są chyba tylko umysły młode, odżywa na nowo, sprawiając, że widz raz za razem zadaje sobie pytanie: o co tu chodzi? Jaka historia kryje się za namalowaną tu sceną? Inne Światy, zbiór opowiadań wydany w tym roku za sprawą Wydawnictwa SQN, to właśnie zestawienie tekstów, których autorzy, podobnie jak my, próbowali znaleźć odpowiedzi. Efekty są zróżnicowane, trzeba to przyznać już na początku, pod względem stylu, klimatu i – nade wszystko chyba – sposobu interpretacji.

Układ zbioru jest prosty i czytelny – każde z opowiadań rozpoczęte jest obrazem, do którego ma nawiązywać tekst. I chociaż interpretacje niejednokrotnie są dość swobodne, trzeba przyznać, że robi olbrzymie wrażenie rozmach, z jakim plejada polskich fantastów kreśli wciągające historie na podstawie jednej tylko ilustracji. Na szczególną uwagę zasłużyły tu, w moim odczuciu, dwa nazwiska. Pierwszym jest Łukasz Orbitowski: jego tekst, Sfora, stanowi jedną z najciekawszych prezentacji likantropii, jakie zdarzyło mi się ostatnio poznać, a zarazem znakomity, angażujący kawałek fabuły, bardzo zmyślnie osadzony w historii Polski na przestrzeni ostatniego wieku, gdzie rola protagonisty, wraz z niezwykłym artefaktem – wilczą skórą, zapewniającą noszącemu wielką siłę, męstwo i głód życia – wędruje z rąk do rąk kolejnych postaci. Opowiadanie jest świetne warsztatowo, przemyślane i zdecydowanie mieści się w czołówce tekstów, dla których warto po Inne Światy sięgnąć.

Drugi istotny powód to minipowieść (zajmująca jedną trzecią objętości zbioru, a więc dość dużo miejsca) Jacka Dukaja, Imperium Chmur. Tę oparto na pomyśle ciekawym, acz nietuzinkowym: oto Japonia u początków dwudziestego wieku staje się potęgą militarno-gospodarczą dzięki technologii budowania latających okrętów. Skąd ją ma? To niespodzianka, której nie chcę zdradzić… Podpowiem tylko, że odpowiada za to jedna z ikonicznych postaci ze szkolnych lektur. Jak już przystało na twórczość Dukaja, również i ten tekst jest przepiękny językowo, a bogactwo drobnych szczegółów sprawia, że czytelnik czuje się, jakby tam był – w samym środku wydarzeń, które na zawsze odmienią oblicze egzotycznego kraju.

Pozostałe teksty są nieco krótsze, ale nie tracą przez to nic ze swojego czaru, zaś tym, co szczególnie zdumiewa, jest ich ogromna różnorodność. Idzie niebo Jakuba Małeckiego stanowi udaną próbę stworzenia czegoś, co połączyłoby dieselpunkowe wizje Różalskiego z klimatami z pogranicza horroru i weird fiction. Z zupełnie drugiego bieguna pochodzi Tyle lat trudu Jakuba Żulczyka, humorystyczna powiastka o trudach niedoli krasnoludka żyjącego w świecie dużych ludzi (pamiętacie Kingsajz?). Znajdą się dwa teksty dla fanów podróży w czasie (Korytarz Pełnomorski Remigiusza Mroza oraz Człowiek, który kochał Anny Kańtoch), nieco tatarskiej egzotyki (Boży dłużnik Anety Jadowskiej), a nawet coś z dystopijnej postapokalipsy (Nazwałem go Erzet Aleksandry Zielińskiej). I chociaż muszę przyznać, że nie każde z nich zapadło mi w pamięć tak samo dobrze, myślę, że pośród tej mnogości interpretacji każdy odkryje coś, co w jakiś sposób będzie rezonować z jego własnym sposobem na odczuwanie prac Różalskiego.

Zarzuty? Dwa, choć oba natury czysto estetycznej. Chociaż z zewnątrz Inne Światy prezentują się wprost przepięknie, układ ilustracji wewnątrz nieco psuje to dobre wrażenie – ktokolwiek odpowiadał tu za skład, dość swobodnie podszedł do kwestii marginesów i wymiarowania, zaś ułożenie reprodukcji w taki sposób, że przechodzą one przez środek tomu i zachodzą na sąsiednią stronę, wydało mi się niezbyt estetycznym wyjściem. Drugim zarzutem jest przedmowa autorstwa Michała Cetnarowskiego, autora Podwójnej Tożsamości Bogów – być może to jedynie kwestia tego, że w ogóle nie trafia do mnie styl wspomnianego publicysty (przeplatanie suchych faktów rozbudowanymi, w moim odczuciu nieco zbyt napuszonymi i przeintelektualizowanymi wstawkami), ale wstęp w jego wykonaniu bardziej zniecierpliwił mnie niż zachęcił do lektury.

Komu polecić lekturę Innych Światów? Na pewno każdemu, kto lubi ćwiczyć fantazję w sposób podobny jak czynią to autorzy, których teksty znalazły się w zbiorze – przyjemnym jest, po zakończeniu lektury, oglądanie ilustracji i doszukiwanie się szczegółów, które mogły wzbudzić w nich takie, a nie inne skojarzenia. Z pewnością mogę je polecić również tym, którzy obrazy Różalskiego lubią i cenią za ten „masaż wyobraźni”, który potrafią zafundować. Nie polecam jednak, jeśli przypadkiem ktoś z czytających te słowa ma alergię na motywy narodowe w fantastyce – polskość, walka o niepodległość i patriotyczny heroizm to wątki, które pojawiają się w Innych Światach dość często. Kategorycznie nie należy również popełnić błędu, który popełniłem ja, sięgając po ów zbiór – drobne rozczarowanie czeka każdego, kto, widząc znajomą ilustrację na okładce, założy, że zawarte w zbiorze teksty mają cokolwiek wspólnego z uniwersum Scythe, gry planszowej, za sprawą której sztuka Różalskiego zyskała w fandomie szerszy rozgłos. I dobrze – przekleństwem każdego artysty byłoby przecież skojarzenie na stałe z jednym tylko dziełem, w którego cieniu stałby cały jego dorobek. Inne Światy skutecznie ten stan przełamują, przywracając pracom Różalskiego to, na czego kanwie wyrosły – świeżość spojrzenia.

Mateusz Hupert

 

Mateusz Hupert, To nie jest książka o Scythe, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy