Renata Iwicka – Dziewczyna szamana, czyli nuklearny trójkącik

Świat w pudełku RupiewiczRecenzja książki: Katarzyna Rupiewicz, Świat w pudełku, Bydgoszcz: Wydawnictwo Genius Creations 2018, ISBN: 978-83-7995-134-5, ss. 287.

Postapokaliptyczna groza świata, który wyłonił się, kiedy osiadł już pył zagłady, jest bardzo wdzięcznym tematem dla pokoleń twórców wszelkiego rodzaju. Nic dziwnego, że w ostatnich czasach jest jednym z częściej wykorzystywanych szkieletów konstrukcyjnych zarówno literatury, jak i filmu, telewizji, gier czy sztuk plastycznych. Pozwala poddać charakter bohaterów próbom, które nie istnieją w świecie przed apokalipsą, ukazać artystyczną, indywidualną wizję końca cywilizacji, a efekty specjalne na ekranach tworzą wiarygodne przedstawienie zrujnowanego świata. Wydaje się, że przy niemal nieskończonym zalewie pomysłów, jakie się pojawiają, kreacja świata postapo nie jest niczym wymagającym – ot, odpalmy nad Nowym Jorkiem Cara[1] i opiszmy biednych ludzi z maskami na twarzy i licznikami Geigera w roli zegarków. Jest to jednak gatunek bardzo podchwytliwy w swojej prostocie. Świat przedstawiony w postapokaliptycznej wizji jest cywilizacją idiosynkratyczną, której reguł należy przestrzegać.

Świat w pudełku tworzy obraz takiej rzeczywistości, choć niewiele jego mechanizmów wyjaśnia. Wiemy, że zagłada nadeszła, kiedy źli dowódcy wojskowi eksperymentowali z energią, z którą nie powinni eksperymentować. Doszło w efekcie do zaburzenia i powstania nowych indywiduów – kukiełek, pudełek, szamanów, z których każde rozporządza siłą zdolną zmieść z powierzchni ziemi miasteczko. Koncept dość intrygujący, tylko niewykorzystany w pełni. Konstrukcyjnie powieść przypomina pofragmentowaną układankę, w jakiej żyją bohaterowie, których imiona zdradzają tygiel kulturowy, choć znów bez najmniejszego wyjaśnienia, jak do niego doszło: Tymoteusz, Marie, Mika, Li (które jest raczej nazwiskiem, ale co tam, niech będzie, że to imię), Samuel, Kim. Chronologia skacze wstecz i do czasów obecnych w próbie przybliżenia przeszłości bohaterów. Ale nawet przy takim zabiegu postaci są płaskie i pozbawione jakiejkolwiek głębi, a obserwacje tytułowej bohaterki-pudełka o imieniu A, która skrywa w sobie pokłady olbrzymiej energii, nie wykraczają poza zwykłe banały (jak np. „przedstawiciele rasy azjatyckiej zwykle wydawali się młodsi”[2]), niekiedy niebezpiecznie stereotypizujące („oczywiście dzisiejszy świat pełen był morderców, samobójców, gwałcicieli i innych złych ludzi”[3]). Artefakty minionego świata są znajdowane i wykorzystywane, ale nikt nie umie ani ich naprawiać (jak ruchomych foteli, choć ich konstrukcję obecnie rozpracowałoby nawet średnio rozgarnięte dziecko), ani wytwarzać (jak nabojów do broni, w co akurat bardzo trudno uwierzyć). Ale za to w postapokaliptycznej rzeczywistości rośnie bawełna i len, bohaterowie noszą czystą, białą bieliznę, mają aromatyczne „coś” do kąpieli, kupują karmelki (skąd cukier?) i marnują opał, ogrzewając się przy koszach, a gotując na gorących płytach.

Pomysł z kukiełkami, które powstają z emanacji „Mocy” (czymkolwiek by była) jest zdecydowanie najlepszym motywem całej powieści. Szkoda, że akcja zamiast chociażby w przybliżony sposób opisać wykreowane warunki i mechanizmy nimi rządzące, podporządkowana jest miłosnemu trójkątowi: Tymoteusz – A – Samuel. Zamiast tego na wszystkie pytania zaczynające się od „jak” i „dlaczego”, dotyczące funkcjonowania społeczeństwa, organizacji rządzących, kultury, która się wytworzyła po upadku ludzkości, topografii, wierzeń, zasad obejmujących „Moc” można odpowiedzieć: bo tak. Powieść wydaje się zbyt pospieszna i można mieć nadzieję, że jest to zapowiedź kontynuacji, w której dokładniej zostaną przedstawione zasady rządzące tym, w sumie dość ciekawym, światem.

Renata Iwicka

Renata Iwicka, Dziewczyna szamana, czyli nuklearny trójkącik, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

[1] Trójstopniowa bomba termonuklearna zdetonowana przez ZSRR w 1961 o mocy ok. 50 Mt (lub 58, wg źródeł innych niż radzieckie). Była zbyt ciężka, by traktować ją jako oręż w jakiejkolwiek walce, posiadała tylko i wyłącznie znaczenie naukowe i polityczne. Za: Big Ivan, The Tsar Bomba (“King of Bombs”), http://www.nuclearweaponarchive.org/Russia/TsarBomba.html, [dostęp: 23.07.2018]. Jest to zatem raczej skrót myślowy niż faktyczny scenariusz z wykorzystaniem podobnej broni.

[2] Katarzyna Rupiewicz, Świat w pudełku, Bydgoszcz: Wydawnictwo Genius Creations 2018, ss. 64-64. O rasistowskich konotacjach nie warto już wspominać.

[3] Tamże, s. 86. Kryteria pozwalające zaliczyć samobójców do tej samej grupy „złych ludzi” co morderców i gwałcicieli wymykają się mojemu poznaniu logicznemu.

 

Reklamy