Krzysztof M. Maj – Pin my medals upon my chest, tell my mum I’ve done my best

Recenzja książki: Marko Kloos, Łańcuch dowodzenia [Chains of Command], przekł. Piotr Kucharski, Lublin: Fabryka Słów 2018, ISBN: 978-83-7964-329-5, ss. 470.

KLOSS_LancuchDowodzenia-OKLADKA_m„Wojna z Dryblasami osiągnęła punkt krytyczny” – prawda, jak to zdanie głupio brzmi wyrwane z kontekstu powieści Marko Kloosa? Podobnie jest z okładką Łańcucha dowodzenia, przywodzącą na myśl wszystko to, czego fantastyka przywodzić na myśl nie powinna, w szczególności w Polsce. A tymczasem nowa powieść Kloosa, czwarta już z serii „Frontlines”, nie ma nic wspólnego z żadnymi brunatnymi ideologiami, do których ewidentnie nawiązuje orzeł i czarno-czerwona estetyka munduru Andrew Graysona (w wersji zachodniej książkę zdobi po prostu kokpit myśliwca). Choć zatem jak raz Dark Crayon zwodzi okładką, nie należy się zrażać – Łańcuch dowodzenia trzyma solidny poziom wojennej narracji wyznaczony przez pierwsze tomy cyklu.

Powieść Kloosa podejmuje gładko fabułę Natarcia. Udekorowany sierżant Grayson liże rany wraz z wojskami Wspólnoty Północnoamerykańskiej po wieńczącej poprzedni tom inwazji Dryblasów (wciąż oswajam się z myślą, że tak należy mówić o obcych w tym cyklu), czego nie ułatwia intryga, związana z kulisami dezercji oficjeli Wspólnoty w krytycznym momencie natarcia obcych. I… nieoczekiwanie wątek ten jest mocną, krytyczną stroną powieści, włączając do niezobowiązującej dotąd narracji action science fiction wątek polityczny, trochę w stylu trylogii Czerwień Lindy Nagaty, niepozbawiony przy tym charakterystycznego dla Kloosa wizjonerstwa światotwórczego. Powieść w efekcie czyta się z większym, rzekłbym, zaangażowaniem aniżeli tom poprzedni, nazbyt powolny w początkowej partii i zyskujący kolory dopiero pod sam koniec. Tutaj tempo narracji jest znacznie lepiej wyważone, a końcowe starcie – satysfakcjonujące. Tym jednak, którzy spodziewali się kolejnych zmagań z Dryblasami, należy się ostrzeżenie: tych w Łańcuchu dowodzenia nie uświadczymy, głównie dzięki obronie orbitalnej, w jaką wyposażyła się od czasu ostatniego defensywnego fiaska Ziemia.

Trudno mówić o jakichkolwiek defektach czy usterkach serii „Frontlines” na etapie czwartej już jej odsłony – jeżeli bowiem kogoś nie zniechęciła grubo ciosana fabuła, generyczni bohaterowie, pod których można podstawić absolutnie kogokolwiek przystrojonego stopniem wojskowym (zapomnijmy o osobowościach pokroju konsekwentnie cytowanego w tytułach moich recenzji Kloosa sierżanta Hartmana z Full metal jacket Kubricka – no może wyjąwszy chorążą Falkon) oraz obcy o stopniu agresji uzasadniającej każdy ksenocyd, to nic już go do serii nie będzie w stanie zrazić. Tym bardziej, że Łańcuch dowodzenia wybija zdecydowanie ponad poziom poprzedzającej części, być może nawet zbliżając się do wysokiego C, od którego Kloos zaczął całą swą historię. Pozostaje mieć nadzieję, że w następnym tomie przejdziemy co najmniej oktawę wyżej.

Rekomenduję wszystkim fanom cyklu.

Krzysztof M. Maj

Krzysztof M. Maj, Pin my medals upon my chest, tell my mum I’ve done my best, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy