Alicja Podkalicka – Idziemy expić

WM_DSz_cover_front-686x1024Recenzja książki: Wasilij Machanienko, Droga Szamana. Etap 1: Początek [Путь Шамана. Шаг 1: Начало], przekł. Joanna Darda-Gramatyka, Gabriela Sitkiewicz, Kraków: Insignis 2018, ISBN: 9788366071018, ss. 336.

Gatunek LitRPG (z ang. literary Role playing game) nie jest wcale taką nowością, jak może się polskiemu czytelnikowi wydawać. Pierwsza próba połączenia powieści fantastycznej z grą MMORPG przydarzyła się w Japonii w ramach słynnej light novel Sword Art Online, jednak swoją nazwę i właściwy kształt LitRPG zyskał w roku 2013 w rozpoczętym rok wcześniej cyklu powieści rosyjskiego autora, Wasilija Machanienko (choć już wtedy nie był on jedynym w swoim rodzaju twórcą). Może nietrudno odgadnąć – zwłaszcza graczom – czym właściwie owo LitRPG miałoby w praktyce być; w swoich wyobrażeniach stawiałam jednak ten gatunek bardziej gdzieś obok gier paragrafowych niż tego, czym właściwie się okazał (i, przyznaję to bez bicia ja, osoba przekładająca uroki growego uniwersum World of Warcraft nad świat rzeczywisty). Chwile spędzone z pierwszym tomem Drogi Szamana wspomnianego wyżej autora pozwoliły mi jednak na poznanie właściwej istoty rzeczy.

Spora ilość mniejszych i większych wpadek zaczęła się od słów „Ja nie dam rady?!” – tak dzieje się też w przypadku Dmitrija Machana, który, podburzony nieco przez ładną i dumną Marinę, zakłada się, że złamie ustanowione przez nią zabezpieczenia systemowe postawionego przez nią symulatora miejskiej sieci kanalizacyjnej. Tak też robi, a idzie mu zadziwiająco łatwo… dopóki nie uświadamia sobie, że zamiast symulacji, wyłączył właśnie właściwy system, doprowadzając miasto do śmierdzącej katastrofy. Na nic zdają się tłumaczenia, że działał właściwie na zlecenie… Zostaje skazany na osiem lat ciężkich robót. Jako postać w grze Barliona, rasy Człowiek, klasy Szaman, specjalizacji Jubiler. Nie wiadomo, co jest w tym wszystkim najgorsze – perspektywa lat spędzonych na wydobywaniu rudy miedzi, skasowanie pieczołowicie levelowanej wcześniejszej postaci Łowcy na rzecz początkującego i (pozornie) nieprzydatnego Szamana, czy może… urażona duma z powodu dziewczyny, która ani razu nie pokazała się po podpisaniu felernej umowy.

Zawiązanie akcji może wywołać uśmiech na twarzy czytelnika, jednak nie stanowi próbki tego, czym właściwie LitRPG miałoby być. Właściwe cechy tego gatunku (czy też podgatunku raczej) staną się widoczne dopiero po tym, jak więzień Dmitrij stanie się Machanem, czyli Szamanem poziomu pierwszego, uwiązanym przy pracach wydobywczych w wirtualnej kopalni „Pryka”. Główny bohater zostaje bowiem całkowicie podporządkowany realiom gry, jego poczynania są dyktowane możliwościami wirtualu, a jestestwo – opisane szeregiem statystyk, które może (a nawet powinien) rozwijać, a które przełożą się na jego dalsze działania i kontakty z otoczeniem. Niewielki wycinek gry (obłożonej ograniczeniami dostosowanymi do kary zasądzonej więźniowi, m.in. brakiem możliwości korzystania z niektórych ulepszeń czy wyjścia poza teren kopalni) daje sposobność nakreślenia nowego sposobu przedstawienia bohatera – całego rozwoju postaci, który znają gracze, zdobywania punktów doświadczenia, przypisywania ich do statystyk, przeliczania ich na punkty życia i manę, rozwijania profesji, zbieractwa, craftingu… i podporządkowywania tego wszystkiego normom więziennym.

O ile jednak przy czytaniu Drogi Szamana bawiłam się przednio (nawet pomimo to, że akcja w większości obraca się wokół tematyki wydobycia, które w grach MMORPG jest ważne, ale przecież nie najciekawsze), o tyle całkowicie zdaję sobie sprawę, że od tego typu książek odbiją się osoby, które graczami w cRPG nie są i nie czują ku temu żadnego zainteresowania. Powieść operuje bowiem tym specyficznym żargonem opartym za zapożyczeniach z języka angielskiego (totalnie nieprzetłumaczalnych, nie dlatego, że by się nie dało, ale przez to, że tak bardzo wsiąkły w język graczy), skrótach czy wyrażeniach dotyczących tylko świata gry, że nawet zrozumienie tego z pozycji osoby „niewtajemniczonej” może przypominać czytanie traktatu z fizyki jądrowej bądź wiersza w języku któregoś z dalekich i egzotycznych krajów.

Trudno jednak nie zauważyć wielu wad takiej kompozycji. Autor tworzy w powieści mimo wszystko świat przyszłości, w którym granie jest tak powszechne, że do gry przeniesiono wiele z życia codziennego, a sami gracze wyposażeni są w aparaturę podtrzymującą i zachowującą człowieka w dobrym stanie fizycznym na czas długich sesji (mowa przecież o ośmiu latach kary Machana!). Przypomina to nieco rozwiązania z Gamedeca Marcina Przybyłka, choć mocno uproszczone i potraktowane cokolwiek pobieżnie. W podobny sposób Dmitrij (narracja pierwszoosobowa) przybliża czytelnikowi sytuację własną i część aktualnych wydarzeń ze świata – albo orientacja Dmitrija w sprawy poza Barliony jest taka sobie, albo autor potraktował te kwestie jako mało istotne, bo owa część nie przynosi satysfakcjonującej ilości informacji. Drugą sprawą jest zaś przeciąganie wydarzeń, które ma miejsce pod koniec książki i dokładanie dodatkowych kierunków rozwoju akcji, które zupełnie nie „kleją” się z właściwym wątkiem fabularnym, prowadząc do urwanego i irytującego przez to zakończenia. Mam wrażenie, że tom pierwszy spokojnie można było skończyć dobrych parę stron wcześniej, utrzymując uwagę czytelnika bez wprowadzania chaosu informacyjnego.

Istotne dla osób, które cenią sobie dobrej jakości literaturę fantastyczną będzie zapewne ostrzeżenie, iż w książce stanowczo nadużywane jest zjawisko deus ex machina. Zastanowiła mnie z początku zbieżność nazwiska autora i głównego bohatera (Machanienko – Machan), czy jednak było to celowe, czy nie – tytułowy Szaman ma wręcz niemożliwe szczęście, gdy przychodzi do sytuacji krytycznych. Nie wiem, czy ktoś tam, po drugiej stronie ekranu, gra używając kodów, czy autor zapędził się kawałek za daleko w kreowaniu postaci aż tak wybijającej się na tle innych, ale to szczęście wychodzi daleko poza możliwości „realizmu” gry MMORPG. Drogę Szamana trzeba czytać jako coś niezobowiązującego, lekkiego, może jako ciekawostkę – ale do dobrze napisanej książki jest jej jeszcze daleko.

Moja przygoda z LitRPG okazała się jednak dość przyjemna, choć niepozbawiona zgrzytów. Drugi tom ma zaś przed sobą ukończenie ważnego questa: wyjaśnienie tego, co w pierwszym było niejasne i podjęcie na nowo przerwanych wcześniej wątków. Drogę Szamana polecam przede wszystkim grającym i tym, którzy graniem się interesują – reszta może uznać powieść Machanienki za ciekawostkę, jeśli nie zniechęci się mocno hermetycznym żargonem i humorem w niej występującym.

 

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Idziemy expić, „Creatio Fantastica” 2018, nr 1 (58).

Reklamy