Magdalena Łachacz – Niepokojący głos czarownicy

Brzezinska_Woda na sicie_mRecenzja książki: Anna Brzezińska, Woda na sicie. Apokryf czarownicy, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2018, ISBN: 978-83-08-06549-5, ss. 364.

Spośród wielu postaci z imaginarium horroru czarownice zdają się ostatnimi czasy doganiać w rankingu popularności wilkołaki oraz grające, zdawałoby się, we własnej lidze wampiry. Rosnące zainteresowanie nimi zdradza, że współczesna kultura znalazła w czarownicy potwora, który jest w stanie unieść obecne niepokoje społeczne i polityczne, jej postać znaczy bowiem więcej, niż zdradza haczykowaty nos starowinki czyhającej na młode dziewczęta i dzieci lub demoniczny seksapil wiedźm. Zamieszkująca obrzeża wioski czarownica jest o wiele silniej związana z tym, co lokalne. Choć nie ma więc w sobie światowego sznytu Rice’owskiego Lestata czy wilkołaczej dzikości, czarownica uosabia filozofię hygge w wersji diabolicznej: uprawia zioła i żyje w zgodzie z naturą, zajmuje się także zwierzętami, a w swojej pracy, która jest również jej życiową pasją, skupia się na więziach łączących ludzi. Pomijając więc łatwą do strawestowania otoczkę, opowieść o czarownicy jest przede wszystkim opowieścią o współczesnych pragnieniach i lękach, o napięciach wpisanych w religijność, o kobiecej niezależności i sile, a także o przemocy aparatu władzy, który czarownicę ściga i skazuje na stos. Potencjał tego rodzaju historii dostrzegła Anna Brzezińska, przygotowując ze stereotypów oraz popkulturowych klisz magiczny dekokt, który wszystkich fanów czarostwa zniewoli swym przerażającym urokiem.

Niepokój napędzający powieść wpisany jest już w jej konstrukcję, ponieważ imituje ona zapis zeznań włączonych w akta inkwizycyjnego śledztwa prowadzonego przeciwko kobiecie zwanej La Vecchia, którą mieszkańcy wioski Cynober oskarżają o czary i zabójstwo inkwizytora Richelmo. Taki wybór nie tylko uruchamia całą machinę skojarzeń związanych z wydobywaniem za pośrednictwem tortur – zmyślnie oddanych w tekście za pomocą wymownej elipsy – zeznań, których szczerość jest wątpliwa, ale też z opowiadaniem w cieniu śmierci. W efekcie w słowach La Vecchii często pobrzmiewa złowieszczy lub melancholijny ton, a ona sama bardziej skupia się na obrazowym przedstawieniu swej niedoli, niż na odpowiadaniu na inkwizytorskie pytania. Tym samym oskarżonej równie daleko do uwodzicielskiej Szeherezady, co Wodzie na sicie do Księgi tysiąca i jednej nocy. Pomimo szkatułkowej budowy i wielu erudycyjnych aluzji, chociażby do Dekameronu, powieść nie tyle jest błyskotliwą grą z konwencją, co pełną gniewu historią walki o prawo do posiadania i wyrażania własnej tożsamości. Z wielopoziomowej narracji La Vecchia wyłania się przede wszystkim jako silna postać, która nie boi się przed obliczem trybunału opowiadać o traumie odrzucenia, które spotkało ją, kobietę, córkę wieśniaczki z nieprawego łoża, brutalnie zgwałconą dziewczynkę, wyrosłą na prostytutkę i złamaną chorobą staruszkę.

W efekcie powieść o czarach przeradza się w opowieść o przemocy oraz niepewnym statusie prawdy, która zawiera się w czymś tak ułomnym jak słowa. Niejednokrotnie La Vecchia przywołuje złamane obietnice, którymi próbowano ją oczarować zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. Poznawszy jednak gorycz utraconych nadziei, to ze słów właśnie czarownica, ofiara – o ile nie twór – pomówień i raniących obelg, uczyni swój oręż. Bez pardonu kobieta zwodzi swoich słuchaczy, wykorzystując luki w zeznaniach świadków do siania zamętu: „przyznaję, panie – bo i cóż innego mam powiedzieć? – że to piękna historia, jedna z tych, jakie chętnie opowiada się w zimowe wieczory, bo jest pełna smutku i budzi lęk”[1]. Tym samym protagonistka zdradza sposób, w jaki należy podchodzić do jej zeznań: jak do zatrutego jabłka, którego zgubną moc poznaje się za późno. Kiedy więc La Vecchia przestrzega prowadzącego śledztwo ojca Abbandonato, by nie łudził się, że ma nad nią władzę, ciarki biegną po plecach nie tylko mnichowi, ale też czytelnikowi. Mimo to obraz wyłaniający się ze słów bohaterki nie jest zbytkowną błyskotką – za pośrednictwem figury czarownicy czytelnik ma okazję poznać sposób funkcjonowania hermetycznych społeczności i logiki strachu, które popychają zwyczajnych ludzi do wszczynania nagonki na tych, którzy z powodu niskiego ekonomicznego oraz społecznego statusu uznawani są za gorszych.

Nie oznacza to jednak, że główna postać jest postmodernistyczną tubą dla głosów wykluczonych, a same ramy inkwizytorskiego polowania na czarownice – rodzajem łatwej w odczytaniu politycznej lub literackiej alegorii przemocy. Brzezińska nie zapomina, że przede wszystkim pisze powieść fantastyczną, od pierwszych stron zaludniając stworzony przez siebie świat smokami, czarownikami oraz tajemniczym vermiglio. Akcja powieści dzieje się w bliżej nieokreślonym czasie, na przełomie średniowiecza i renesansu, gdzieś na krańcach zachodniego świata, gdzie wśród spalonych słońcem wzgórz kryją się kasztele z ciosanego kamienia. W ich cieniu bujnie rozwijają się religie starsze od chrześcijaństwa – jedną z nich jest wiara oświeconych, do których należy La Vecchia. Choć system religijny oświeconych zostaje w powieści sprowadzony do dygresyjnych, ogólnikowych wtrąceń, przez co trudno go zrekonstruować, to pobrzmiewają w nim echa katarskiej herezji, wprowadzając do powieści kolejną figurę buntu oraz gniewu. Oświeceni żyją w czterech wioskach Intestini, na zlecenie feudalnego władcy zajmując się wydobywaniem spod ziemi substancji zwanej vermiglio, która jest zastygłą formą smoczej krwi o wielu magicznych właściwościach. Tworząc taki świat, autorka sprawnie wygrywa motyw średniowiecznej cudowności, wprzęgając go w wielopoziomową opowieść o negocjowaniu prawdy i fałszu. Przecież w wiekach średnich w istocie wierzono w cudowne istoty – odwołując się do tego, Brzezińska przypomina, jak stare i szacowne są korzenie fantastyki, a także jak ciasny jest jej splot z rzeczywistością.

Doświadczenie imersji wyłącznie pogłębia lekturę, a umiejętnie budowana atmosfera podejrzliwości wobec wypowiadanych słów sprawia, że kiedy dochodzi do rozwiązania akcji oraz pozyskania wyznania, czytelnik nie wie, w co wierzyć. Paradoksalnie w świecie zdominowanym przez feudalne zależności, walkę o rząd dusz czy bogactwo związane z vermiglio, czarostwo okazuje się jedynym racjonalnym życiowym wyborem; narracją, która wydaje się najbardziej spójna. Z tej perspektywy Woda na sicie jawi się jako przewrotna opowieść z pointą przypominającą skrzekliwy śmiech czarownicy, niewyjaśniający niczego, grożący wszystkim. Być może tak skonstruowane uczucie zagubienia jest esencją czarowniczej doli. Brzezińska pokazuje jednak, że nie jest nią poczucie niemocy. Biorąca odwet za doznane krzywdy La Vecchia jest jedną z najbardziej złożonych postaci, jakich doczekał się wiedźmowy panteon, a odkrywanie jej motywacji, pragnień, lęków oraz tęsknot staje się o wiele bardziej pasjonujące niż odpowiedź na proste pytanie o to, kto zabił brata Richelmo i czy stało się to z powodu czarów. Być może, gdyby bohaterka trafiła na śledczego pokroju Wilhelma z Baskerville, stworzonego przez Umberta Eco, wówczas zdradziłaby prawdę o swoim bólu związanym z odrzuceniem i stratą, dla którego nawet metafora czarostwa nie okazuje się wystarczająco pojemna. Tak się jednak nie dzieje, w związku z czym snuta przez nią opowieść przeistacza się w poruszający zapis namiętności, którego pierwowzoru próżno szukać w historycznych annałach.

Jako taka Woda na sicie stanowi więc świadectwo niczym nieposkromionej wyobraźni, która nie boi się wprowadzać fantastyki tam, gdzie krytyka przez lata nie chciała dostrzec jej miejsca – w powieść historyczną, w rejestr literatury wyznania. Czarownica zdaje się jednocześnie zło czynić i mówić prawdę, co wytrąca opowieść z wygodnych poznawczych kolein. Nie jest to opowieść przejawiająca rozmach trylogii husyckiej Sapkowskiego, jest to książka o wiele bardziej intymna, skupiona na psychologicznych detalach. Podobnie jednak jak rzeczywistość Dolnego Śląska wyobrażona w Narrenturm, tak i świat Wody na sicie opanowany jest nie tyle przez koligacje, co przez chaos i niepewność, których są one zaledwie przejawem. Tak też zeznania La Vecchii można odczytywać na kilku poziomach: jako historię o smoku, czarownicy i zemście, jako błyskotliwą analizę mechanizmów władzy oraz przemocy w stosunku do kobiet lub jako opowieść o praktyce opowiadania. Kiedy jednak oskarżona stwierdza, że „w gruncie rzeczy nie potrzebujemy tu, panowie, żadnych wiedźm, urodzonych ani demonów”[2], okazuje się, że w figurze czarownicy, jak za sprawą magicznego zaklęcia, zbiegają się wszystkie nieuświadomione wymiary opowieści, które sięgają daleko poza nią samą, czyniąc ją niepokojącą, nośną i fascynującą.

[1] Tamże, s. 156.

[2] Tamże, s. 356.

Magdalena Łachacz

Magdalena Łachacz, Niepokojący głos czarownicy, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy