Wojciech Lewandowski – Lżejsza strona MCU

ant-man i osaRecenzja filmu: Ant-Man i Osa [Ant-Man and the Wasp], reż. Peyton Reed, Stany Zjednoczone: Marvel Studios, Walt Disney Pictures 2018.

Do kinowego uniwersum Marvela (MCU) Ant-Man dołączył w 2015 roku, a jego wejście do filmowego świata Domu Pomysłów było całkiem przekonywające. Film Ant-Man nie miał może tego rozmachu co niektóre pozycje z oferty Marvel Studios, jednak rekompensowały to inne walory opowieści. Zamiast walki z kosmicznym zagrożeniem fabuła filmu skupiała się na losach Scotta Langa, złodzieja, który stara się wyjść na prostą, ułożyć relację z byłą żoną, być dobrym ojcem, ale na jego drodze nieustannie pojawiają się liczne przeciwności. Drugim czynnikiem wyróżniającym pierwszą odsłonę przygód Ant-Man był komediowy charakter filmu, sprawnie włączającego do superbohaterskiej historii także elementy heist movie. Gatunkowy eklektyzm wraz z dobrze napisanymi postaciami dał pozytywny efekt. Czy to samo można powiedzieć o drugiej części przygód Ant-Man?

Akcja rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach przedstawionych w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów. Opowiedzenie się po stronie najsłynniejszego komiksowego narodowego superbohatera kosztowało Scotta Langa wiele. Na mocy ugody z władzami musiał spędzić dwa lata w areszcie domowym z przypiętą do nogi obrożą, umożliwiającą służbom kontrolę jego poczynań. Nie mógł także kontaktować się Hankiem Pymem (pierwszym Ant-Manem) oraz jego córką Hope van Dyne, którzy byli poszukiwani za posiadanie i stosowanie technologii niezgodnej z Protokołem z Sokovii. Jednak tajemniczy sen, dotyczący matki Hope, będący prawdopodobnie efektem jego krótkotrwałego pobytu w Wymiarze Kwantowym (Quantum Realm), gdzie uwięziona jest Janet van Dyne, komplikuje sytuację Scotta. Bohater, choć targany wątpliwościami, decyduje się pomóc oryginalnemu Ant-Manowi i jego córce, która przejęła rolę matki i działa jako Osa (Wasp). Na drodze do uwolnienia żony Hanka stanie bohaterom tajemnicza Ghost, bezwzględni handlarze nowoczesnymi technologiami oraz agenci federalni.

Podobnie jak w przypadku Ant-Mana, film Ant-Man i Osa prezentuje lżejsze oblicze MCU. Najnowszy filmowy produkt Marvel Studios to gatunkowa hybryda, w której dominują elementy komediowe zmieszane z kinem gangsterskim, science fiction, superbohaterskim i odrobiną kina familijnego. Wbrew ewentualnym obawom, takie połącznie sprawdza się całkiem nieźle, choć momentami film popada w patetyzm charakterystyczny dla opowieści o bohaterach w trykotach. Niestety, nie zawsze to współgra z dominującym w filmie elementem komicznym.

Komediowy aspekt filmu okazuje się jego najmocniejszą stroną. Twórcy filmu znakomicie rozgrywają potencjał komiczny, wynikający z nagłych zmian rozmiarów głównych bohaterów opowieści. Sceny tego rodzaju bawią, nawet jeśli zaprzeczają regułom świata przedstawionego, jak w przypadku scen w szkole, do której uczęszcza córka Scotta. Niby Ant-Man powinien zachować swoją sprawność w każdym rozmiarze, a tu jednak logika ustępuje prostemu skeczowi.

Komiczną perełką okazują się fragmenty filmu, w których pojawiają się wspólnicy Scotta: Luis, Dave i Kurt. Ich obecność na ekranie gwarantuje doskonałą zabawę. Najlepszym tego przykładem jest przewijający się w kilku miejscach filmu wątek dotyczący „serum prawdy”, który prawdopodobnie potrafi rozbawić największych malkontentów.

Od strony fabularnej dzieło Peytona Reeda nie wyróżnia się niczym specjalnym. Opowiedziana historia jest stosunkowo prosta i zmierza, dość utartymi krokami, do finału. Po drodze jesteśmy świadkami kilku spektakularnych walk, paru dynamicznych scen pościgów i spektakularnej wyprawy w Wymiar Kwantowy. Możemy także podziwiać zmagania Scotta o zachowanie szans na odzyskanie wolności, co pozwoli mu spędzać więcej czasu z córką.

Mocną stroną Ant-Mana i Osy jest obsada. Do swoich ról powrócili Phil Rudd (Scott Lang), Evangeline Lilly (Hope van Dyne) oraz Michael Douglas (Hank Pym), a także Michael Peñajako Luis. Obok aktorów znanych z poprzedniej części zobaczyć możemy Laurence’a Fishburne’a w roli dawnego przyjaciela Pyma oraz Michelle Pfeiffer, która wcieliła się w rolę Janet van Dyne. Hannah John-Kamen zagrała głównego przeciwnika Ant-Mana i jego przyjaciół. Aktorzy dobrze poradzili sobie ze swoimi rolami, czasem balansując na granicy przerysowania postaci, jednak mimo to tworząc całkiem udane kreacje.

Słabością filmu Ant-Man i Osa jest niepełne wykorzystanie potencjału niesionego przez czarne charaktery. Sonny Burch wypada bardziej komicznie niż groźnie jako handlarz, próbujący spieniężyć naukowe dokonania Hanka Pyma. Z kolei mrocznego potencjału Ducha, który mógłby bardziej pokrzyżować szyki głównych bohaterów, twórcy nie rozwinęli, ograniczając się do dość stereotypowych rozwiązań fabularnych.

Film Ant-Man i Osa to miła odmiana po bardziej naładowanych typowym superbohaterskim patosem opowieściach, wchodzących w skład kinowego uniwersum Marvela. Przyjemnie jest obejrzeć losy bohatera, który pomimo posiadanych możliwości pozostaje zwykłym facetem, z bardzo przyziemnymi problemami dnia codziennego. Nie jestem do końca przekonany, że drugi film o Ant-Mana jest równie udany jak pierwszy, jednak ogląda się go z przyjemnością i z nieschodzącym z twarzy uśmiechem.

Wojciech Lewandowski

Wojciech Lewandowski, Lżejsza strona MCU, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy