Alicja Podkalicka – Azeroth umiera

Cisza przed burząRecenzja książki: Christie Golden, Cisza przed burzą [World of Warcraft: Before the Storm], przekł. Dominika Repeczko, Kraków: Insignis 2018, ISBN: 9788366071063, ss. 408.

Kolejna, po Falach ciemności, powieść z uniwersum World of Warcraft okazuje się być niekoniecznie ściśle powiązana fabularnie z poprzedniczką, za to całkowicie z nowym dodatkiem do tego popularnego MMORPG, czyli Battle for Azeroth. Miał on wprowadzić wiele zmian, również w zakresie przynależności do poszczególnych stron konfliktu, do czego dobrym wstępem ma być właśnie Cisza przed burzą autorstwa niezastąpionej na tym polu Christie Golden.

Po wygranej w nierównej walce z Płonącym Legionem, okupionej ogromnymi stratami zarówno po stronie Przymierza, jak i Hordy, obie frakcje skupiają się na odpoczynku i lizaniu ran. Albo pozornie tylko to robią, jako że niespodziewane odkrycie, dokonane przez gobliny na pustkowiach Silithusu, skutecznie przyciąga uwagę przywódców. To tam bowiem pokonany Sargeras wraził w ziemię swój ogromny miecz, tym samym raniąc Azeroth aż do trzewi i powodując wypłynięcie na jej powierzchnię tajemniczej substancji, azerytu. Tymczasem nowa władczyni Hordy, Sylwana (Sylvanas), nieszczególnie zadowolona z przymusu porzucenia podziemi Podmiasta (Undercity) i swojego ludu, pod wpływem nowego odkrycia zaczyna snuć plany ataku na siły Przymierza jeszcze w chwili, gdy są one osłabione. Zupełnie zaskoczy ją jednak postępowanie młodego króla, Anduina Wrynna, a także zaangażowanie Porzuconych (Forsaken) w próby zaprowadzenia pokoju między rasami i stronnictwami…

Cisza przed burzą jest dokładnie tym, co podpowiada tytuł – nie uświadczymy tu początku kolejnej wojny ani większych starć, jest za to stopniowe, powolne budowanie napięcia i przedstawianie kolejnych komplikacji, które do tego się przyczyniają. Z jednej strony mamy Sylvanas (pozwolę sobie zostać przy oryginalnej wersji jej imienia), próbującą swoich sił w roli wodza Hordy, ale ponad wszystko pragnącej wrócić do swoich Porzuconych, a z drugiej – Anduina, nadal niepewnego w roli władcy, wspominającego ojca jako wzór, któremu nigdy nie będzie w stanie dorównać, ale w pełni oddanego planom zaprowadzenia pokoju. Obu stronom przyjdzie zaś doświadczyć niemałego zaskoczenia – i przyjąć do świadomości trudny fakt, że Porzuceni nie tylko są teraz świadomym i wolnym narodem, ale i nie ominęła ich Światłość. Obecność nieumarłego Arcybiskupa Faola wprowadzi w relacje między stronnictwami tyleż zamieszania, co nadziei.

Fabuła skupiona jest wokół nacji Porzuconych, ich genezy i rozwoju jako społeczności zorganizowanej, oddzielania się od wizerunku Plagi powołanej do nie-życia przez Arthasa, a następnie otwieraniu się innych ras na fakt ich istnienia jako członków Hordy. Do jego samego także często nawiązuje się w Ciszy przed burzą, a to za sprawą Calii Menethil, która ma w nadchodzącym konflikcie ważną, ale nie dość jasno nakreśloną rolę do odegrania. Postać Calii wyjątkowo mnie drażniła, jako że była zwyczajnie niewiarygodna i drętwa, a jej wyidealizowany początkowo wizerunek kobiety po głębokiej traumie poległ bardzo szybko w starciu z niejasnymi motywami, jakie nią kierowały, i brakiem samookreślenia odnośnie zajmowanego miejsca. Autorka, stawiając ją w roli swoistej iskry zapalnej w, i tak mało stabilnym, pokoju (a raczej zawieszeniu broni) pomiędzy Hordą a Przymierzem, nie zadbała o jej charakter i tło – Calia jest ucieleśnionym pretekstem bez własnej woli, figurą toporną i wyróżniającą się na tle innych wyjątkowym brakiem głębi.

W tle wydarzeń przewijają się też prace nad azerytem, dochodzeniem jego natury i znaczenia, jak również możliwym wykorzystaniem. Możemy dzięki temu nieco lepiej poznać (choć niekoniecznie polubić) gobliny i gnomy, jednak sam fakt istnienia nowej bądź co bądź substancji i wiążąca się z nią problematyka umierającego świata nie został zbyt szczegółowo nakreślony – może pojawi się w kolejnym tomie?

O wiele lepiej wypadają tu Anduin i Sylvanas, będący przeciwieństwami jeśli chodzi o charaktery i sposób bycia. Oboje są nadal do bólu archetypiczni, nie wychodzą ponad zestaw cech, które muszą posiadać, a które określane są przez zajmowane przez nich miejsce – jednak posiadają pewne pozory życia. Lepiej pod tym względem wypadła Sylvanas, przejawiająca w swoim zapamiętaniu i oddaniu Porzuconym ludzkie cechy, choć nie wahająca się przed okrucieństwem w imię konieczności. Doskonałym posunięciem było poddanie do rozważenia wydarzeń z wojny z Legionem, gdzie oddział Sylvanas miał porzucić na pewną śmierć króla Variana Wrynna – i ukazanie jej zdrady jako wyniku rozkazu samego władcy. Z tym dylematem musi zmierzyć się Anduin, niemal zbyt chętny, by w nieumarłej przywódczyni dostrzec dobro, jak i jego otoczenie, z zupełnie odwrotnymi intencjami. Młodemu królowi zaś brakuje przeciwwagi dla całej tej szlachetności, która się z niego wylewa – brak mu rysy na lśniącej zbroi. Ogrom jego naiwności wystarczy jednak, by spotkanie dwojga przywódców uczynić najbardziej emocjonującym momentem w książce.

Najważniejszym zarzutem, jaki mogłabym postawić Ciszy przed burzą, jest brak rozstrzygnięcia (jest to bowiem jedynie preludium do tego, co ma przedstawiać Battle for Azeroth) i rozwleczona, niemal nudna fabuła. Książka mogłaby mieć charakter czysto informacyjny dla osoby, która chce zacząć grać w World of Warcraft z najnowszym dodatkiem, osobie niegrającej i szukającej przyjemności wyłącznie w lekturze nie wyda się ona raczej atrakcyjna. Całej serii brak ciągłości, nie jest możliwe odnalezienie w niej chronologii zdarzeń, przedstawia je ona raczej okazyjnie i w związku z pojawianiem się odpowiednich motywów w innych mediach – a szkoda. Daleko jej do starej serii wydawanej przez wydawnictwo ISA, która, choć miała wiele wad, pokazywała historię uniwersum Warcraft i World of Warcraft w sposób może mniej szczegółowy, ale zdecydowanie bardziej konsekwentny.

Zaznaczyć też należy, że Insignis zachowało zwyczaj uporczywego, acz niekonsekwentnego tłumaczenia nazw własnych i imion – Sylvanas Windrunner została Sylwaną Bieżywiatr, Varok Saurfang – Zaurzykłem, Undercity – Podmiastem i tak dalej. Dzięki wszystkim bogom, oszczędzono Jainę Proudmoore (czego nie można powiedzieć o okrutnikach tworzących spolszczenie gry Hearthstone). Zgrzytałam zębami za każdym razem, gdy w tekście pojawiało się „Sylwana”.

Ciszę przed burzą mogę polecić więc głownie graczom, którym tytuł i jego tło fabularne nie są obce. To oni odczują przyjemność z odświeżenia dziejów Porzuconych, nakreślenia ich hierarchii społecznej, budującej się tożsamości i przedstawienia aktualnych i przeszłych stosunków, panujących między nimi a pozostałymi członkami Hordy – i nie tylko. Pozostali czytelnicy mogą odczuć znaczny niedosyt w związku z licznymi, acz bardzo oszczędnymi nawiązaniami do ogólnej historii świata, nietłumaczącymi jednak wiele i niekoniecznie wiążącymi się z pozostałymi tomami serii.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Azeroth umiera, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy