Alicja Podkalicka – Dorośli nie istnieją

oceRecenzja książki: Neil Gaiman, Ocean na końcu drogi [The Ocean at the End of the Lane], przekł. Paulina Braiter, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2018, ISBN: 9788366065024, ss. 192.

Powieści Gaimana mają to do siebie, że po dość niepozornym początku przychodzi w nich moment, w którym odsłaniają całą swoją głębię i pokłady dodatkowych znaczeń. Są jednak w różnym natężeniu przesycone metaforyką, przez co część z nich może być trudniej przyswajalna dla czytelnika, który nie gustuje w podążaniu za mglistymi ścieżkami wyobraźni autora, preferując solidną dosłowność. Książki te można jednak odczytywać na kilka sposobów – a może raczej: warstwami. Pod oczywistym opisem zdarzeń leżeć bowiem będzie to, co niedopowiedziane, łatwo uchodząc uwadze, a następnie te rzeczy, których natura zależeć będzie od interpretacji czytelnika. Przykład? Wznowiony ostatnio przez Wydawnictwo Mag Ocean na końcu drogi.

Dorastając i nabywając doświadczenia, bohater książki zdążył zapomnieć, że kiedyś był przestraszonym, siedmioletnim chłopcem, bardziej lubiącym towarzystwo książek niż rówieśników. Wspomnienia wracają do niego powoli przy okazji wizyty w rodzinnych stronach, we wsi, gdzie dom rodzinny dawno został wyburzony, ale nadal istnieje na swoim miejscu Ocean – czyli staw widziany oczami małej Lettie Hempstock. To jego wody będą odkrywać przed mężczyzną coraz dziwniejsze obrazy z dzieciństwa. A wszystko zaczęło się od samotnie spędzonych siódmych urodzin, górnika opali, który nie pobył długo lokatorem w domu rodzinnym chłopca, popełniając samobójstwo w ukradzionym samochodzie, oraz obudzonej wówczas nieznanej siły, która na swój sposób próbowała uszczęśliwić ludzi mieszkających w okolicy… mając niewielkie pojęcie zarówno o szczęściu samym w sobie oraz tym, czego właściwie przeciętnemu człowiekowi do tego stanu potrzeba.

Autor bezceremonialnie przechodzi od zwykłej codzienności do świata, w którym królują siły nadprzyrodzone. Bohater jako zwykły siedmiolatek, syn zapracowanych rodziców, samotnik i mól książkowy, zaczyna zauważać wokół siebie coraz dziwniejsze rzeczy. Lawina niewyjaśnionych zdarzeń wydaje się rozpoczynać, gdy ukradzione spod domu auto rodziców chłopca znalezione zostaje z martwym górnikiem w środku. Małego świadka odnalezienia samochodu, chłopca skupionego niemal wyłącznie na pragnieniu odzyskania pozostawionego w nim komiksu, odciągają i przejmują pod swoje skrzydła mieszkające nieopodal panie Hempstock – mała Lettie, jej matka i babcia. One też będą doskonale świadome natury następujących po tym dniu wydarzeń.

O ile jednak choćby w Koralinie przedstawienie możliwych interpretacji zdarzeń było lekkie, choć niepozbawione grozy i znacznie mniej dosłowne, o tyle Ocean na końcu drogi dość wyraźnie pokazuje czytelnikowi, że ma on wybór: podążyć za wątkiem fantastycznym i zachwycić się przygodami dwojga dzieci, ścierających się ze zmorą nawiedzającą okolicę bądź stanąć z boku i w głównym bohaterze zobaczyć chłopca, który ucieka przed traumą w świat marzeń. Nie sposób nie zauważyć jednak prawidłowości, z jaką warstwa nadprzyrodzona nakłada się na rzeczywistość tym mocniej, im większą krzywdę przeżywa dziecko. Możemy więc uwierzyć, że zmora nawiedzająca miasteczko odpowiada za wszystkie złe zdarzenia, ale czy naprawdę uda nam się zapomnieć o kocie, który zginął pod kołami taksówki, samobójstwie lokatora, rozdźwięku między rodzicami chłopca, ogromie kłamstw i problemów, które kryją się pod pozornie normalną codziennością rodziny, agresji ojca, samotności i krzywdzie dziecka, za którym nikt się nie ujmie? Czy dziwnym jest to, że w nieco starszej towarzyszce i jej rodzinie chłopiec dostrzegł magię i siłę, do których ucieka?

Gaimanowskie bajkopisarstwo nie jest w stanie w tym akurat przypadku przykryć tej masy nieprawidłowości, których nagromadzenie uczyniło z wrażliwego dziecka mężczyznę, który, nawet powracając do miejsc swojej młodości, wypiera prawdę o swoim dzieciństwie. Ocean na końcu drogi, doskonale operując realizmem magicznym, brzmi jednocześnie jak powieść psychologiczna, z początku zaskakująca absurdalnością zdarzeń i ich możliwych interpretacji, by za chwilę uderzyć czytelnika sceną, w której okrutna rzeczywistość dochodzi do głosu. Jednak walka chłopca i jego przyjaciółki z niszczycielską siłą, która panoszy się w okolicy, obserwowanie przerażonego dziecka, które, trzymając Lettie za rękę, patrzy z podziwem na jej odwagę i niezłomność, to, jak sam stawia czoła otoczeniu, wychodząc ze skorupki, którą otoczył się jako dziwak-samotnik, ma w sobie coś pięknego i ciepłego. Każdy z nas ma w końcu własne demony, jakkolwiek by ich nie nazywał, z którymi musi zmagać się na co dzień. Każdy z nas ma w sobie dziecko, które kiedyś widziało i czuło może więcej, niż powinno, i wszystko to poniesie w sobie przez resztę życia. Czy książka jest więc bajką, czy ostrzeżeniem, warto ją przeczytać.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Dorośli nie istnieją, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy