Marcin Chudoba – Grzechy i grzeszki

Recenzja komiksu: Brian Michael Bendis, Ed McGuinness, Valerio Schiti, Guardians of the Galaxy (Strażnicy Galaktyki): Grzech Pierworodny [Guardians of the Galaxy: Original Sin], przekł. Paulina Braiter, Warszawa: Egmont Polska 2017, ISBN: 978-83-281-2722-7, ss. 132.

Specyfika rodzimego rynku komiksów o superbohaterach sprawia, że na polskich czytelników, chcących dokładnie zgłębić meandry fabuły kolejnej opowieści opisującej przygody ukochanych herosów, nierzadko czekają niemiłe niespodzianki. Piąty tom Strażników Galaktyki, zatytułowany Grzech Pierworodny, jest przykładem pozycji stwarzającej problemy natury poznawczej, a co za tym idzie – trudnej w odbiorze.

Wewnętrznie komiks podzielony jest na dwie części. W pierwszej z nich Gamora przesłuchuje Star-Lorda. Kobieta pragnie poznać prawdę na temat pobytu Petera i Richarda Ridera – noszącego pseudonim Nova – w wymiarze znanym jako Rakowersum, w którym zostali uwięzieni wraz z Thanosem.  Najbardziej interesuje ją los drugiego z kolegów, któremu nie udało się powrócić z innego świata.

Problem z odbiorem tej części sprowadza się do faktu, że Brian Michael Bendis postanowił nawiązać w niej do Anihilacji – eventu, w którym postaci działające głównie w obrębie marvelowskiego kosmosu łączą siły w celu pokonania Annihilusa, dążącego do unicestwienia całej galaktyki, oraz dwóch publikacji z nią związanych, tj. War of Kings i Imperatyw Thanosa. Dla osoby nieznającej tych tytułów pierwsza część Grzechu Pierworodnego będzie więc zlepkiem niezrozumiałych scen. Należy zaznaczyć, że o ile Anihilacja ukazała się w Polsce za sprawą Egmontu, o tyle War of Kings już nie. Imperatyw Thanosa trafił do nas w 2016 roku w ramach kioskowej Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela wydawanej przez Hachette, jednak ze względu na specyficzny rodzaj dystrybucji nie jest już dostępny w pierwszym obiegu.

Druga część nie jest w żaden sposób związana z pierwszą i opowiada o problemach Flasha Thompsona z symbiontem Venoma, który wymyka się mu spod kontroli, sprowadzając na Strażników Galaktyki mnóstwo problemów. W finale historii bohaterowie trafiają na planetę zamieszkaną przez symbionty i poznają prawdę na temat rasy tych niezwykłych stworzeń. Nie zabrakło tu walk, strzelanin i zmian nosicieli, jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że Bendis usilnie chciał rozszerzyć marvelowskie uniwersum o nowy świat, wyjaśnić genezę istoty obecnej na kartach komiksów od 1984 roku i zacząć ją pisać po swojemu, bez oglądania się na dokonania poprzedników.

Warstwa graficzna nie budzi większych zastrzeżeń. Prace Eda McGuinnessa i Valerio Schitiego są dość dokładne i dynamiczne, jednak w żaden sposób nie wybijają się ponad typowy, wyrobniczy poziom ilustracji tworzonych na potrzeby opowieści o superbohaterach.

W recenzji czwartej odsłony przygód Strażników Galaktyki pisałem, że Brianowi Michaelowi Bendisowi już dawno skończyły się pomysły na prowadzenie serii. Podtrzymuję to stwierdzenie, bowiem w tomie piątym na czytelników nie czeka nic godnego uwagi (chyba że koniecznie chcą zobaczyć Szopa Rocketa albo Groota połączonych z Venomem).

Marcin Chudoba

Marcin Chudoba, Grzechy i grzeszki, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy