Anna N. Wilk – Oblicze nudy

2018_oblicze.jpgRecenzja filmu: Oblicze mroku (Look Away), reż. A. Bernstein, USA: Vertical Entertainment, 2018.

Motyw lustra w przeciągu wieków doczekał się bogactwa znaczeń w wierzeniach całego świata. Co więcej, symbol ten charakteryzuje się ambiwalentnością; nie tylko uznawany jest za atrybut Matki Boskiej1 w ikonografii chrześcijańskiej czy znak szczęścia małżeńskiego w kulturze chińskiej, ale także występuje w twórczości ludowej, literackiej i filmowej jako zły omen, wrota do innego wymiaru czy zaświatów, a także metafora nieświadomości, fałszu bądź dwoistości natury ludzkiej. Szczególnie fantastyka grozy lubuje się w idei, że jest coś nienaturalnego w tafli lustra; trudno bowiem pogodzić się z myślą, że tak perfekcyjne odbicie rzeczywistości ma dość trywialne zastosowanie w życiu codziennym. Film Oblicze mroku odwołuje się do negatywnych aspektów symboliki owego przedmiotu, każąc widzowi dostrzegać w nim ni to narzędzie sił ciemności, ni to środek do analizy psychiki bohaterki. O ile jednak nie wnosi nic nowego do samego sposobu interpretacji tego motywu, o tyle oferuje widzowi niezapomnianą szansę na przećwiczenie sztuki przywalania dłonią o czoło w geście zażenowania.

Okres dojrzewania dla nikogo nie jest łaskawy. Problemy cichej i spokojnej Marii nie ograniczają się jednakże wyłącznie do kwestii banalnych, takich jak nieodwzajemniona miłość do chłopaka najlepszej przyjaciółki. Musi ona również zmierzyć się z szykanami ze strony rówieśników, wygórowanymi oczekiwaniami ojca oraz brakiem wsparcia ze strony słabej psychicznie matki, w pełni podporządkowanej mężowi. Marii udaje się w końcu odnaleźć sojuszniczkę, lecz dość nietypową – to Airam, jej odbicie w lustrze, które proponuje jej dość niepokojącą formę pomocy… Kim jest owa postać? Objawem zaawansowanej choroby psychicznej u bohaterki, czy może istotą magiczną? Odbiorca nie musi wstrzymywać oddechu, oczekując odpowiedzi na powyższe pytania; twórcy są bowiem tak dumni ze swojego pomysłu, że rozwiązanie tej zagadki wbijają do głowy widzowi metaforycznym młotem pneumatycznym już w pierwszej sekundzie filmu. I w obawie przed nadwątloną zdolnością zapamiętywania faktów u odbiorców, powtarzają tę informację wielokrotnie.

Oblicze mroku bardzo chciałoby być historią pełną tajemnic, erotyki i brutalności, ale jego starania kończą się wyłącznie na dobrych chęciach. Wina nie tkwi w pomyśle. Sukces powieści Carrie Stephena Kinga już dawno udowodnił, że wątek dziewczyny, która wskutek złej sytuacji rodzinnej i ekskluzji społecznej w szkole przeistacza się z ofiary w kata, ma ogromny potencjał grozotwórczy i – umiejętnie zrealizowany – pozwala na wzbudzenie u odbiorców ambiwalentnych uczuć względem poczynań bohaterki. Niestety, twórcom ekranizacji Oblicze mroku zabrakło talentu, pieniędzy oraz umiejętności tworzenia fabuły w sposób nie wywołujący skojarzeń z dziecięcą wycinanką. Sceny albo kończą się przedwcześnie, pozostawiając odbiorcę zaledwie z domysłami, jakie decyzje podjęli bohaterowie, albo trwają w nieskończoność, wywołując wrażenie, że w pewnym momencie cała ekipa filmowa zaczęła cierpliwie czekać, aż aktorzy przypomną sobie swoje kwestie.

Gwoździem do przysłowiowej trumny w przypadku Oblicza mroku jest słabe umotywowanie przyczyn złego samopoczucia Marii. Informacje na temat jej relacji z innymi postaciami są dosyć ubogie i pojawiają się tak sporadycznie, że nawet Sherlock Holmes, Herkules Poirot, porucznicy Columbo i Kojak razem wzięci mieliby problem z ich wytropieniem. W efekcie reakcje Marii – płacz, okazywanie strachu – na poszczególne wydarzenia wydają się nadmiernie przesadzone lub w ogóle niczym nieuzasadnione. Gdy pojawiają się w końcu sceny, służące wywołaniu u odbiorców litości dla losów bohaterki, to nie tyle ocierają się o granice absurdu, co je przekraczają i mkną dalej w stronę niezmierzonych pokładów ludzkiej głupoty. Dobry przykład stanowi choćby nieudana próba odwzorowania realiów życia szkolnego. Jeśli wierzyć bowiem osobom odpowiedzialnym za scenariusz i dobór aktorów, amerykańscy licealiści płci męskiej najbardziej brzydzą się atrakcyjnych, smukłych brunetek o wysokim statusie społecznym, zaprzyjaźnionych ze szkolną elitą. Największy zaś wyraz pogardy we wspomnianym środowisku stanowi podstawienie komuś nogi, chichotanie pod nosem lub… przywitanie się metodą na „żółwika”. Czy twórcy filmu kiedykolwiek mieli styczność z prawdziwymi nastolatkami? Oblicze mroku daje odpowiedź negatywną.

Ponieważ w filmie występuje sprzeczność między słowami postaci a ich czynami, widz nie będzie potrafił również uwierzyć w ciężką sytuację rodzinną Marii. Wprawdzie ciągle jest powtarzane, że ojciec bohaterki to chłodny emocjonalnie egoista, który nie interesuje się losem córki, ale samo zachowanie mężczyzny w obecności dziewczyny przeczy tej tezie; z zaprezentowanych wydarzeń wyłania się obraz rodzica, który martwi się o swoje dziecko, stara się z nim spędzać jak najwięcej czasu, ale nie umie rozpoznać źródła jego problemów, przez co nieświadomie je rani. Wskutek wspomnianego dysonansu przez większość czasu rzekomy konflikt ojca z córką wydaje się być zwykłą konsekwencją niedostatecznej komunikacji między nimi. Jeśli twórcy naprawdę chcieli wykreować mężczyznę na bezdusznego potwora, to powinni byli bardziej skoncentrować się na wyeksponowaniu jego wad.

O ile takie elementy, jak logika, związek przyczynowo-skutkowy czy realizm psychologiczny zostały w filmie skazane na dożywotnią banicję, o tyle zadbano, by zająć czas ekranowy odpowiednią liczbą zbliżeń na nagi biust bohaterki, a także scenami jej kąpieli pod prysznicem lub rozbieraniem się przed lustrem. Oblicze mroku będzie więc idealne dla osób spragnionych widoku kobiecego ciała, ale zbyt leniwych, by skorzystać z wyszukiwarki internetowej bądź przejrzeć w księgarni dział dla dorosłych. Pozostali odbiorcy powinni ekranizację omijać szerokim łukiem.

 

1 Lustro ma symbolizować nieskazitelność i czystość Najświętszej Marii Panny.

 

Anna N. Wilk

Anna N. Wilk, Oblicze nudy, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

 

Reklamy