Barbara Szymczak-Maciejczyk – Za dużo słodyczy

dziadek-do-orzechow-i-cztery-krolestwaRecenzja filmu: Dziadek do orzechów i Cztery Królestwa [The Nutcracker and the Four Realms], reż. Lasse Hallström, Joe Johnston, Stany Zjednoczone: Mark Gordon Company, The Walt Disney Pictures 2018.

Od dłuższego czasu obserwujemy niesłabnącą tendencję Disneya do tworzenia retellingów (i remake’ów) klasycznych wersji baśni. W tym roku studio, które wyprodukowało Kopciuszka, zaprezentowało nową odsłonę Dziadka do orzechów. Film dość luźno oparty na opowiadaniu E. T. A. Hoffmanna i wykorzystujący przepiękną muzykę Piotra Czajkowskiego wydawał się idealny do wprowadzenia widzów – zarówno młodszych, jak i starszych – w nastrój świąt Bożego Narodzenia oraz stania się świątecznym szlagierem. Więc co poszło nie tak?

Klara zamyka się w sobie po śmierci matki. Kiedy w Wigilię otrzymuje ostatni prezent od niej (tajemnicze jajko), wszystko inne schodzi na dalszy plan. Jednak wraz z rodzeństwem i pogrążonym w żałobie – lecz jednocześnie wyjątkowo introwertycznym (i jakże przystojnym!) – ojcem wybiera się do posiadłości swojego ojca chrzestnego. Tam okazuje się, że niepozornie wyglądające srebrne jajko skrywa w sobie… tak, tak – klucz do uratowania Czterech Królestw (Kwiatów, Słodyczy, Śnieżynek i Zabawy). Klarze pomaga nikt inny, jak żołnierz będący dziadkiem do orzechów.

Nie można zaprzeczyć, że w disneyowskim Dziadku do orzechów zakochają się małe dziewczynki uwielbiające kolorowe stroje, malowniczo opadające płatki śniegu i cukrowe wróżki. Całości baśniowej stylizacji dopełniają występy baletowe i nastrojowa muzyka (za którą odpowiada James Newton Howard). Jednak starsi widzowie dostrzegą zapewne liczne mankamenty: chorobliwe dążenie do poprawności politycznej (w scenie, gdy Klara z matką ozdabiają choinkę, figurka dziadka do orzechów przedstawia bruneta o iście kaukaskim typie urody, podczas gdy w Czterech Królestwach jest on już czarnoskóry), tendencję do przedstawiania bohaterek mających obsesję na punkcie nauk ścisłych – tak, jak to było już w koszmarnie nudnej i przewidywalnej Pułapce czasu (A Wrinkle in Time) czy widowiskowej, acz za sprawą Emmy Watson nieco feministycznej[1] (co nie jest wadą, jednak wyznaczyło pewien kierunek w najnowszych produkcjach Disneya), wersji Pięknej i Bestii (Beauty and the Beast).

Na uwagę zasługują jednakowoż zdjęcia i symbolika pewnych scen – chociażby tej, w której Klara podąża za złotą nicią, na końcu której ma odnaleźć swój gwiazdkowy prezent, a korytarz, którym idzie, jest wyłożony tapetą z motywem sowy (stanowiącej zresztą klamrę całego filmu), zmieniający się nagle w mysz – co odwołuje się bezpośrednio do Mysiego Króla, lecz nie takiego, do jakiego przyzwyczaiła nas klasyczna wersja opowieści. Także scena, w której przed Klarą tańczy grupą clownów zasługuje na uwagę, gdyż może wywołać gęsią skórkę.

Niekwestionowanym atutem filmu jest kreacja aktorska Keiry Knightley wcielającej się w postać Cukrowej Wróżki – jej irytująco mdląco-słodki głos (zmieniający się w zależności od charakteru bohaterki), ukradkowe spojrzenia i napięcie widoczne na twarzy w kluczowej scenie przedstawiającej powstanie Czterech Królestw, doskonale wpasowały się w klimat produkcji (tutaj plus dla polskiego dubbingu, w którym całkiem udanie oddano oryginalne brzmienie głosu Wróżki). Także odgrywającej rolę Klary Mackenzie Foy niewiele można zarzucić. Pojawiający się rzadziej na ekranie Helen Mirren (Matka Ginger) i Morgan Freeman (Drosselmeyer) także wzbudzili mój entuzjazm. Jeśli zaś chodzi o dziadka do orzechów… szału nie ma. Jayden Fowora-Knight zagrał Filipa (bo tak brzmi imię tytułowej postaci) tylko poprawnie. Niestety.

Trzeba również dodać, że Dziadek do orzechów i Cztery Królestwa pojawili się w kinach o miesiąc za wcześnie. Gdyby polscy dystrybutorzy poczekali z premierą do okolic grudnia, prawdopodobnie więcej osób wybrałoby się do kin, by poczuć ten magiczny, dziecięcy klimat świąt. Skoro tak się nie stało – prawdopodobnie większość widzów, która chciała obejrzeć produkcję, już to zrobiła (ja nawet dwa razy – w wersji oryginalnej i z dubbingiem).

Mimo wielu plusów, Dziadek do orzechów zawiódł moje (i zapewne nie tylko moje) nadzieje. Spodziewałam się czegoś innego – nowych rozwiązań fabularnych, pomysłu na tytułowego bohatera, jasnego przekazu. Tymczasem produkcja oferuje widzom widowiskowe sceny, piękną muzykę i w zasadzie niewiele więcej. Zupełnie jak bombka choinkowa: błyszcząca, przyciągająca uwagę, ale pusta w środku.

[1] Por. Emma Watson and Dan Stevens Talk About the Feminism in Beauty and the Beast, https://www.youtube.com/watch?v=u9zSPpDNQaw (logowanie: 29.11.2018).

 

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Za dużo słodyczy, „CreatioFantastica2018, nr 2 (59).

 

Reklamy