Alicja Podkalicka – Gdzie bóg nie może, tam nastolatkę pośle

ElementalsRecenzja książki: Michelle Madow, Elementals. Księga druga: Krew Hydry [Elementals 2: The Blood of the Hydra], przekł. Daria Kuczyńska-Szymala, Białystok: Wydawnictwo Kobiece 2018, ISBN: 9788366074767, ss. 288.

Z drugimi tomami serii książkowych bywa często tak, że oceniane są niżej od poprzedzających i następujących po nich. Spowodowane jest to faktem, że właśnie w nich mieszczą się elementy łączące chwytliwy początek i dramatyczne bądź zaskakujące zakończenia – a także wszelkie dłużyzny, wyjaśnienia, rozwinięcia i tym podobne. Od tej reguły zdarzają się na szczęście chlubne wyjątki, i choć w przypadku Krwi Hydry trudno byłoby mi użyć aż tak mocnych słów, to przyznam, że porównanie jej z Proroctwem cieni wypada zdecydowanie na korzyść tej pierwszej.

Piątka młodych czarowników – Nicole, Blake, Danielle, Kate i Chris – jest już świadoma tego, jak wielką wagę ma misja, którą muszą wykonać. Otwierające się wrota do Kerberosu coraz częściej przepuszczają do świata ludzi różnego rodzaju potwory znane dotąd jedynie z mitologii greckiej. Bohaterowie ćwiczą się w walce, rozwijają swoje moce, a nade wszystko – uczą się współpracy i zaufania. Sprawę komplikuje jednak rozpad związku Blake’a i Danielle, a także to, że chłopak jest wyraźnie zainteresowany Nicole – co powoduje u dziewczyny wyrzuty sumienia i obawę przed tym, że w chwili ostatecznej próby przesądzi to o klęsce drużyny. Sama Nicole boi się też odrzucenia i kary, gdy na jaw wyjdą jej szczególne zdolności, zupełnie przeciwne do białej leczącej mocy, którą posługiwała się dotąd…

Trzeba przyznać, że Michelle Madow nie brakuje rozmachu – od razu wrzuciła „świeżych” jeszcze młodocianych czarowników (w tym co prawda jedną półboginię, ale jednak taką, która o swojej naturze dowiedziała się niedawno) na głęboką wodę, każąc zmierzyć się z potworami, które dotąd udało się pokonać jedynie mitycznym herosom. Czy nastoletni bohaterowie, władający mocami żywiołów i wykonaną własnoręcznie bronią, będą w stanie dokonać równie wielkich czynów – i to nie jednego, a całej serii? A jest co robić: w trakcie wydarzeń przyjdzie im napotkać nie tylko znanego już z poprzedniego tomu dwugłowego ogara Ortrosa, ale będą też negocjować ze strażniczką świętej trzody boga Heliosa, uciekać spod władzy czaru wyspy lotosu, a nawet przepłynąć pomiędzy Scyllą a Charybdą… co zresztą wcale nie pójdzie tak „gładko”, jak próbującemu tego dawniej Odyseuszowi.

Przyspieszenie akcji w drugim tomie i dodanie jej dramatyzmu zdecydowanie wyszło książce na plus. Nie można się przy niej nudzić, bohaterowie rozwiązują stawiane przed nimi problemy w sposób kreatywny, wykorzystując wiele ze swoich umiejętności, nie polegając jedynie na mocy. Widoczny jest pewien postęp w ich opanowaniu i pewności siebie, ale także w świadomości własnych granic, co się chwali – dzieciaki nie rzucają się na zagrożenia bezmyślnie, dokładnie wcześniej kalkulując własne szanse. Nadal widoczne jest tu, co prawda, pewne „wsparcie” fabularne, które w sytuacjach pozornie bez wyjścia podsuwa im szczęśliwe zbiegi okoliczności, jednak jest to skonstruowane na tyle zgrabnie, że nie wywołuje większych zgrzytów.

Bardzo się cieszę z tempa i kierunku, w jakim rozwija się relacja Nicole i Blake’a. Nie ma w niej bowiem tego „szaleństwa”, które parom znanym z głośniejszych pozycji z gatunku young adult każe rzucać się w wir uczuć bez baczenia na konsekwencje i okoliczności. Nicole jest ostrożna i świadoma, że rozpoczynając związek z zainteresowanym nią chłopakiem narazi drużynę na rozpad – jej członkiem nadal jest przecież Danielle, jeszcze niedawno partnerka Blake’a. Cieszy mnie też fakt, że autorka obdarzyła młodą półboginię tak dobrze rozwiniętą empatią i wrażliwością, że pozwala jej myśleć o krzywdzie, której mogłaby doznać koleżanka, widząc taki przebieg wypadków. Dzięki temu rozwijające się między dwojgiem młodych uczucie narasta własnym, naturalnym tempem, a czas, który w ten sposób uzyskuje, pozwala Nicole na nawiązanie nici porozumienia z rywalką – i poznanie jej też od lepszej strony. Jest to zdecydowana poprawa w stosunku do pierwszego tomu.

Powieść nadal jednak cierpi na typowe wady swojego gatunku. Wyzwania stawiane przed drużyną Elementals są absurdalnie wręcz ponad jej siły, a tym, co ma ich wieść przez kolejne starcia jest przepowiednia i pewna tajemnicza księga. Ostatecznym argumentem dla rzucenia się w kolejne zagrożenie jest „księga nie wybrałaby nas, gdyby wiedziała, że sobie nie poradzimy” – to jest poziom fatalizmu, od którego jeży się włos na głowie, a rozsądna część mnie płacze i zgrzyta zębami. Drugim problemem są braki logiczne w konstrukcji świata przedstawionego, wciąż dające się we znaki. Przykładowo – kim są właściwie czarownicy, poza tym, że potomkami greckich bogów? W książce wspomina się, że korzystać z mocy może tylko piątka bohaterów, co czyni ich czarownikami fizycznymi, podczas gdy reszta to… czarownicy mentalni. Co autorka miała tu właściwie na myśli, nie wiadomo, widać jednak, że w ratowaniu świata piątka młodych nie może liczyć na żadną pomoc dorosłych, poza okazyjnym podwożeniem w różne miejsca.

Drugi tom Elementals poprawił się co prawda nieco pod względem głębi emocjonalnej bohaterów, nadal pozostaje jednak nieangażującą lekturą, podczas której należy przymykać oko na wiele braków i potknięć w fabule i konstrukcji świata. Chętnie zobaczę, jakie jeszcze kłopoty ściągną na siebie młodzi czarownicy, książkę zaś polecam niezmiennie czytelnikowi ceniącemu sobie lekturę przyjemną i niewymagającą.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Gdzie bóg nie może, tam nastolatkę pośle, CreatioFantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy