Maciej Tomczak – Bunt na kosmicznym Bounty

poklatkowa rewolucjaRecenzja książki: Peter Watts, Poklatkowa rewolucja [The Freeze-Frame Revolution], przekł. Wojciech M. Próchniewicz, Warszawa: Wydawnictwo MAG 2018, ISBN: 978-83-66065-16-1, ss. 160.

Ludzie marzą o osiągnięciu boskiej umiejętności kreacji, a zwłaszcza o możliwości tworzenia innych mniej lub bardziej rozumnych istot. Takie są podwaliny średniowiecznej legendy o golemie rabina Jehudy Löwben Bezalela czy romantyczno-gotyckiego Frankensteina Mary Shelley. Pragnienie miesza się jednak z lękiem, a gwałtowny rozwój technologii podsyca ten strach. Znaczna część naukowców oraz podążających za ich głosem autorów kultury popularnej skutecznie przekonuje, że sztuczna inteligencja, zamiast pomagać i wspierać człowieka, zwróci się przeciwko niemu i będzie konsekwentnie dążyć do jego unicestwienia. I nie ma tu znaczenia czy mowa jest o współistnieniu na Ziemi, czy o wyprawie w kosmiczną przestrzeń.

A właśnie w nią zostają wysłani bohaterowie Poklatkowej rewolucji Petera Wattsa. Celem statku-planetoidy Eriophora jest budowa kolejnych bram tuneli czasoprzestrzennych w Galaktyce, mających zapewnić komunikację z Trzecią Planetą od Słońca. Pieczę nad prawidłowym przebiegiem misji sprawuje SI zwany Szymp, a w razie nieprzewidzianych bądź nietypowych sytuacji wsparcie dla niego stanowi niewielka wyselekcjonowana grupa ludzi, dobierana każdorazowo spośród trzydziestu tysięcy zahibernowanych specjalistów. Po ponad sześćdziesięciu milionach lat od startu nikt nie tylko nie przerwał zadania, lecz nawet nie skontaktował się z konstruktorami. Część załogi zaczyna kwestionować dalszy sens podróży, lecz zaprogramowany komputer nie pozwala na porzucenie pracy. Jedynym wyjściem okazuje się obalenie autorytarnych rządów maszyny, co w perspektywie świadomego funkcjonowania tylko przez kilka lub kilkanaście tygodni jest działaniem dość kuriozalnym. Ale nie niemożliwym.

Bez wątpienia Poklatkową rewolucję należy zaliczyć do twardej fantastyki naukowej. Zawiązanie fabuły, konstrukcja statku Eriophora i zasady jego przetrwania przez miliony lat czy sposób przygotowania furtek tuneli czasoprzestrzennych, mają swoje źródła nie tylko w imaginacji autora, lecz przede wszystkim w różnych koncepcjach naukowych. Watts – będący kiedyś pracownikiem akademickim – znany jest zresztą z zamiłowania do tego rodzaju szczegółów. Przy czym pisarz nie obciąża czytelnika nadmiarem skomplikowanych czy specjalistycznych opisów zjawisk z zakresu mechaniki, fizyki czy biologii. Osoba średnio lub słabo orientująca się zarówno w żargonie naukowym, jak i wiedzy w wyżej wymienionych dziedzinach, nie powinna poczuć się znużona czy zniechęcona lekturą.

Skupienie na kwestiach teoretycznych wpływa negatywnie na charakterystykę bohaterów. O ile w powieści – czy raczej, jak woli sam Watts, noweli – pojawia się znaczna grupa postaci, o tyle wyłącznie trójka zostaje lepiej przedstawiona. Jedna z nich, Sunday, jest narratorką Poklatkowej rewolucji, druga to sztuczna inteligencja Szymp, a trzecia, Lian Wei, występuje przede wszystkim w komentarzach tej pierwszej. Ograniczona liczba protagonistów (antagonistów) sama w sobie nie jest czymś złym. Jest to zresztą nierzadka przypadłość fantastyki naukowej. Natomiast szkoda, że Watts nie pokusił się o nieco większe zróżnicowanie drugoplanowych osób, które mogłoby przejawiać się, na przykład w sposobie wypowiedzi; o rasie czy zawodzie nie wspominając. Tym bardziej, że w fabule kilkakrotnie mowa jest o „szczepach” – tysiącach ludzi reprezentujących względnie homogeniczną grupę.

Nie jest to jedyna wada Poklatkowej rewolucji. O ile Watts w pełni wyjaśnił zasadę funkcjonowania Eriophory i Szympa, o tyle nadal wiele zastrzeżeń wzbudza czas, jaki minął od momentu ich powstania. Wielokrotnie nasz rodzaj potwierdzał, że trwałość nie jest jego mocną stroną. A sześćdziesiąt sześć milinów lat to okres, w którym wiele rzeczy może pójść nie tak. W tym kontekście podobne obiekcje wywołuje stabilność częstokrotnie wybudzanych i usypianych ludzi. Pomijając już problemy emocjonalne, nie wiadomo w jakim stanie pozostawałby ich intelekt. Należy zaznaczyć, że proces hibernacji jest jedynym niejasnym elementem toczącej się historii. Wydaje się też, że w trakcie tak długiej podróży powinien następować jakiś progres (lub regres) technologiczny, mający znaczenie dla pasażerów i ich pracy. I wreszcie, największym problemem jest myśl przewodnia Poklatkowej rewolucji – a zatem możliwość i skuteczność spisku tworzonego niejako w czasie i przestrzeni, do tego pod dość czujnym i wszechobecnym okiem statku.

Losy Eriophory rozpoczęły się niemal dekadę temu, wraz z publikacją przez Petera Wattsa opowiadania Wyspa. Razem z dwoma innymi tekstami, w których pojawia się zarówno Sunday, jak i Szymp, oraz rozbudowaną Poklatkową rewolucją, tworzą cykl nazwany Sunflower. Wykreowane przez kanadyjskiego pisarza uniwersum, chociaż nadal niewielkie, staje się coraz bardziej intrygujące. Autor nie ustaje w swych rozważaniach na temat relacji między człowiekiem i sztuczną inteligencją. Odbiega jednak od prostego i czarno-białego ujęcia zagadnienia, wskazując na jego wiele odcieni, a nawet szarości. W końcu nie pierwszy raz okazuje się, że to ludzie są źródłem większości problemów, które ich dotyczą.

Maciej Tomczak

Maciej Tomczak, Bunt na kosmicznym Bounty, „CreatioFantastica” 2018, nr 2 (59).