Alicja Podkalicka – Parą i niedźwiedziem

Magia i StalRecenzja książki: Nik Pierumow, Blackwater. Magia i stal [Prikluczenija Molly Blackwater. Za kraiem mira], przekł. Ewa Skórska, Warszawa: Wydawnictwo Akurat 2018, ISBN: 978-83-287-1016-0, ss. 448.

Jednym z najbardziej intrygujących – bo pozostawiających największe pole do popisu dla wyobraźni – nurtów literatury fantastycznej jest steampunk. Świat zatrzymany gdzieś w okolicach epoki wiktoriańskiej, maszyny parowe – często bardzo wymyślne i zaskakujące – a także magia, pożądana bądź nie, przyjazna albo wroga, ale nadal współistniejąca z technologią. Powieści osadzone w steampunkowych światach miewają różny wydźwięk, od mrocznego, dystopijnego do narkotycznych niemal wizji z pogranicza poezji – i to również jest w nich piękne. Nowa powieść Nika Pierumowa nie należy do żadnej z tych skrajności, leżąc gdzieś w okolicach młodzieżowej przygodówki. Nie zmienia to jednak faktu, że jest pozycją wyjątkowo godną uwagi czytelnika lubującego się w steampunku… i nie tylko.

Mollynaird Evergreen Blackwater jest szanowaną córką szanowanego doktora. No, czasem tylko, kiedy mama nie patrzy, pozwala sobie na nieco swobodniejsze zachowanie. W Nord Jorku, przesyconym doniesieniami z frontu wojennego i plotkami na temat rodzin, u których wykryto zakazane skłonności magiczne, nie żyje się lekko. Dwunastolatka doskonale odnajduje się tam jednak, ponad wszystko pasjonując się wielkimi maszynami bojowymi, pancernymi pociągami i wszelkimi nowinkami technologicznymi, jakie się z nimi wiążą. Jednocześnie wyjątkowo intryguje ją magia, a może raczej: pogłoski o tym, że przeciwnicy w wojnie o ziemie i zasoby, Rooskies, władają nią doskonale i potrafią za jej sprawą budować i niszczyć. Pewnego dnia, po kontroli Departamentu Specjalnego znika jej przyjaciel, Sammy, wraz z całą rodziną. Jedno z jego rodzeństwa miało mieć wyjątkowe zdolności… Molly zaczyna zaś podejrzewać, że jej szczególne szczęście w zwykłych, codziennych sytuacjach może nie być do końca naturalne, ale po tym, jak siłą woli sprawia, że zagubiony biały kot unika śmierci pod kołami lokomobili, jest już tego pewna. Podobnej pewności nabierają jednak także obserwujący wszystko funkcjonariusze.

Nik Pierumow jest pisarzem obdarzonym wyjątkową umiejętnością budowania warstwy opisowej swoich tekstów. Jest ona tak malownicza i pełna, że zachwyca samą sobą, nie tłumiąc jednocześnie akcji. O ile jednak choćby w Śmierci bogów część opisowa była pełna barwnych i dramatycznych szczegółów starć i czarów, o tyle w Magii i stali mamy do czynienia z bardzo rozbudowanym słownictwem technicznym. Jest to podyktowane zainteresowaniami głównej bohaterki, która w każdej chwili potrafi wymienić szczegóły budowy pociągu pancernego, jego tonaż, rodzaj amunicji, zastosowane rozwiązania dotyczące obrony i wiele innych. Uwielbia także je rysować. Czytelnik zostaje więc zarzucony tymi detalami, nie jest to jednak w żadnym razie żmudna ekspozycja – Molly ma za przyjaciela podobnego sobie zapaleńca, a jej ojciec, dość pobłażliwie, ale chętnie, podsuwa jej kolejne nowinki i wieści. W ten sposób Pierumow kreśli przed czytelnikiem wizję świata po Kataklizmie (o nim samym póki co dowiadujemy się niewiele), w którym kompletnym zmianom uległ nie tylko układ kontynentów i państw, ale także uwolniona została magia – a to, czy to dobrze, czy źle, nie jest wcale takie oczywiste.

Molly jest, jak na bohaterkę powieści młodzieżowej, postacią wyjątkowo interesującą. Pomijając nawet jej „męskie” zainteresowania (co do których, dzięki wszystkim bogom, nie ma nikt szczególnych zastrzeżeń, no, może poza przesadnie przywiązaną do zasad etykiety matką…), jest osóbką bystrą, zaradną, a przy tym – uczciwą, choć może odrobinę naiwną. Jej talent magiczny rozwija się powoli, niemal podstępnie – Molly, podobnie jak Vin z sandersonowego Z Mgły Zrodzonego, bierze go początkowo za szczęście. A to butelka z mlekiem przewróci się, ale nie rozleje zawartości, a to zepsuta rzecz cudownie „zaskoczy” i się naprawi… To wszystko jednak do czasu. Podobnie też jak u Sandersona, to moment załamania, silnych emocji, spowoduje właściwe ukazanie się magicznych zdolności. Molly nie ma jednak szczęścia żyć w świecie, w którym coś takiego może być akceptowane. Musi uciekać w nieznane albo oddać się w ręce Departamentu Specjalnego, który zupełnie nie jest przyjazny jej podobnym.

Ciekawostką w książce jest także specyficzne nakreślenie podziału świata przedstawionego na „ucywilizowany” Nord Jork i „zacofany” Karn Dred. Mamy tu więc tylko dwie nacje, z czego obie są ucieleśnieniem stereotypów na temat współczesnych nam Wielkiej Brytanii i Rosji, a raczej tego, jak wiele nieporozumień i wypaczeń obie te strony świata na swój temat potrafią wytworzyć. U Pierumowa Rooskies (albo, wedle nich samych, Ruskje) to naród mocno przywiązany do tradycji. Określani mianem barbarzyńców okazują się być ludem ściśle związanym z ziemią i naturą, gościnnym, ale też odważnym aż do desperacji. Nord Jork to, co prawda, postęp technologiczny, ale i pogarda dla tych, którzy nie idą za nim, bezduszność; wykształcenie, ale i zamknięty umysł. Takie przedstawienie technologii i magii zyskuje więc bardzo intrygującą wieloznaczność. A Molly… cóż, będzie musiała nie tylko zrozumieć obie strony, ale i wybrać wśród nich miejsce dla siebie.

Magia i stal jest książką, której na pewno nie poleciłabym tylko młodszym czytelnikom. To świeże spojrzenie na steampunk, nacechowane technologią i udekorowane żargonem wojskowym w sposób, który czyta się wyjątkowo przyjemnie, a przy tym na tyle przystępne, by nie odstraszyć czytelnika nieszczególnie zaznajomionego z tematyką militarną. Nie sposób nie zaangażować się w przygody małej Molly – bystrej, uczciwej, ale postawionej przed wyborami daleko przewyższającymi trudnością przeciętną dwunastolatkę – nie śledzić ich i nie rozważać, jak samemu postąpiłoby się będąc na jej miejscu. Na kolejny tom będę czekać z niecierpliwością.

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Parą i niedźwiedziem, „CreatioFantastica” 2018, nr 2 (59).