Anna N. Wilk – Frajda czy nękanie

prawda czy wyzwanieRecenzja filmu: Prawda czy wyzwanie, reż. J. Wadlow, USA: Universal Pictures, 2018.

Olivia jest typem dziewczyny, którą rodzice stawiają za wzór do naśladowania swoim córkom, a zwykli śmiertelnicy podświadomie nienawidzą: altruistyczna, zawsze uśmiechnięta i łagodna, gotowa do pomagania każdej żywej istocie. O dziwo, rezygnuje ona jednak z planowanej od dłuższego czasu aktywności wolontaryjnej i razem z przyjaciółmi wyrusza do Meksyku w celu świętowania ferii wiosennych. Tam poznaje tajemniczego Cartera, który proponuje całej grupie udział w dość znanej zabawie „Prawda czy wyzwanie?”, ale w niecodziennej lokalizacji – na terenie opuszczonego kościoła. Bohaterowie nie wiedzą, że w tej wersji gry towarzyskiej uczestniczą nie tylko oni, lecz także istota o proweniencji demonicznej. Kłamstwo lub niezrealizowanie zadania grozi śmiercią… Twórcy filmu Prawda czy wyzwanie postawili sobie ambitny cel przerażenia odbiorcy poprzez prezentację tytułowej zabawy jako narzędzia sił ciemności. Czy widz ulegnie atmosferze grozy? A może zwyczajnie wybuchnie śmiechem?

Przeglądając opisy niektórych horrorów, zastanawiam się, czy ich założenia fabularne nie są czasem konsekwencją tajnego zakładu, od wielu lat rozgrywanego przez poszczególne wytwórnie filmowe. Zakładu, zaczynającego się każdorazowo od zdania: „A nasz scenarzysta napisze to na trzeźwo!”. Nie mam na myśli horrorów z elementami humorystycznymi, one świadomie obfitują w surrealistyczne motywy i postacie (warto wymienić tutaj choćby Killer Condom, film, któremu historia kina zawdzięcza scenę marszu złowrogich prezerwatyw). Za dowody na potwierdzenie powyższej tezy o zakulisowych rozgrywkach producentów uznaję utwory tworzone wprawdzie na poważnie, lecz odwołujące się do istot czy rekwizytów w zasadzie nieidentyfikowanych z uczuciem strachu bądź wstrętu[1]. Granica między śmiechem a trwogą jest bowiem niesamowicie cienka; jeśli widz uzna realia świata przedstawionego za zbyt kuriozalne, to potraktuje horror jako niezamierzoną komedię. Film Prawda czy wyzwanie przez większość czasu bezpiecznie lawiruje na linii dzielącej obie reakcje emocjonalne. Scenarzysta umiejętnie wykorzystuje motyw gry towarzyskiej jako środek do eskalacji konfliktów między bohaterami, a także stopniowania napięcia fabularnego; z każdą rundą zadania stają się coraz trudniejsze i wywołujące mocniejszy ból fizyczny bądź psychiczny. Spory atut horroru stanowi fakt, że Olivia i jej przyjaciele przez większość czasu ekranowego starają się myśleć logicznie i opracować strategię przetrwania, biorącą pod uwagę jak najwięcej okoliczności. Nawet postacie drugoplanowe – policja czy rodzina protagonistów – potrafią pozytywnie zaskoczyć swoim zachowaniem. Szczególnie spodobało mi się podejście do problemu jednego z bohaterów, który bał się wyjawić nietolerancyjnemu ojcu, że jest osobą homoseksualną. Scenarzysta oparł się pokusie zaprezentowania postaci rodzica jako potwora, w zamian przedstawiając go jako człowieka, który stara się przekładać dobro własnego dziecka nad wszystko inne. Należy również pochwalić twórców, że podjęli się trudu wytłumaczenia, czemu protagoniści nie mogą w trakcie rozgrywki po prostu za każdym razem wybierać pytania zamiast zadania, aby przetrwać. Objaśnienie nie jest jakoś szczególnie rozbudowane czy pomysłowe, ale przynajmniej znalazło się w filmie.

Horror Prawda czy wyzwanie zaczyna się niebezpiecznie chybotać w stronę komedii przy scenach demonstrujących działanie sił demonicznych. Ponieważ tytułowa gra wymaga ciągłego dociekania u kolejnych uczestników, jaki wariant wybierają, twórcy musieli wykombinować, jak nadać temu motywowi posmaku upiorności. Niestety, ze wszystkich możliwych rozwiązań, choćby standardowego niepokojącego szeptu z oddali, zdecydowali się na najgorsze. Aby demon mógł zadać swojej ofierze pytanie, musi najpierw opętać osobę z jej otoczenia, co jest demonstrowane w filmie poprzez przeobrażenie rysów twarzy danej postaci – pojawienie się u niej dużych czerwonych oczu i szerokiego uśmiechu, budzących konotacje z dziwnym filtrem na zdjęcia z telefonu komórkowego. Aż odczuwa się w trakcie seansu ochotę stuknięcia palcem w ekran w celu odnalezienia funkcji „Cofnij”. Co dziwniejsze, takie skojarzenia były prawdopodobnie zamierzone przez osoby odpowiedzialne za nakręcenie filmu Prawda czy wyzwanie, gdyż główna bohaterka sama stwierdza, że podobna manifestacja sił nadprzyrodzonych przypomina jej Snapchata – aplikację mobilną do wysyłania filmów i fotografii. Nie dość, że jakikolwiek nastrój grozy niemalże natychmiast pryska przy zbyt mocnych zbliżeniach na twarze opętanych, to jeszcze niemożliwe staje się wczucie w przerażenie protagonistów, gdy podobne kuriozum pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Tyle dobrego, że wspomniane sceny są krótkie i film stara się nimi nadmiernie nie epatować.

Prawdziwym osiągnięciem twórców jest fakt, że Prawda czy wyzwanie nie przeistacza się w niezamierzoną komedię, pomimo osobliwego sposobu wizualizacji istoty demonicznej. Czy jest zatem dobrym horrorem? Bliżej mu do przymiotnika „przeciętny” niż „wybitny”, ale przynajmniej nie obraża inteligencji widza. Bohaterowie są sympatyczni i nawet Olivia, która jest szlachetna aż do przesady, nie irytuje. Prawda czy wyzwanie zręcznie unika problemów natury fabularnej, ale do pewnego momentu. W końcowych fragmentach filmu rozwój wydarzeń zaczyna opierać się bowiem na tak dużych dziurach logicznych, że aż niemożliwych do zignorowania. Horror dobry dla osób, którym nie przeszkadza nierówny poziom fabuły.

[1] Doskonały przykład stanowi horror Noc lepusa z 1972 roku, poświęcony wątkowi ataku kilkumetrowych królików na małe miasteczko. Znamienne jest, że literacki pierwowzór – powieść The Year of the Angry Rabbit (1964) autorstwa Russella Brandona – to komedia science-fiction. Z niewytłumaczalnych przyczyn twórcy adaptacji filmowej postanowili jednak zrezygnować z motywów humorystycznych na rzecz wyeksponowania rzekomej krwiożerczości tytułowych zajęczaków.

Anna N. Wilk

Anna N. Wilk, Frajda czy nękanie, „CreatioFantastica” 2018, nr 2 (59).

 

Reklamy