Patronat CF: Barbara Szymczak-Maciejczyk – Witajcie w piekle

guerra_melissa_darwoodRecenzja książki: Melissa Darwood, Guerra, Białystok: Wydawnictwo Kobiece 2018, ISBN: 978-83-66134-01-0, ss. 240.

Guerra oznacza ‘walka’[1].

Zuzka jest jedyną śmiertelniczką w grupie przyjaciół, w której pozostali sprawują funkcję Guardianina, wysłannika Boga. Dziewczyna wraz ze swoim chłopakiem Patrykiem oraz pozostałymi członkami zespołu dostaje życiową szansę – może wystąpić jako support znanej grupy muzycznej. Niestety, podczas koncertu ogarnięta obsesją fanka strzela do Zuzki, jednak na drodze pomiędzy nią a śmiercionośną kulą staje Patryk, łamiąc tym samym jedno z najważniejszych praw obowiązujących Guardian. W konsekwencji chłopak zostaje zesłany do Guerry, niebezpiecznego miejsca przypominającego piekło. Ukochana postanawia udać się tam, by ocalić chłopaka, lecz po drodze dołącza do niej Iwo, drugi basista ich zespołu. Młodzi muszą zrobić wszystko, by przetrwać w groźnym świecie, do którego trafili, i nie stracić czegoś więcej, niż życia – swoich dusz.

Guerra stanowi drugi tom serii Wysłannicy. Świat, w którym istnieją Guardianie (ang. guardian – ‘obrońca’, ‘stróż’) i Tentatorzy (być może od ang. to tempt – ‘kusić’, ‘nakłaniać’), czytelnicy poznali w pierwszej części noszącej tytuł Larista. To, co zapowiadało się początkowo na romans paranormalny young adult, przeistoczyło się w powieść przygodowo-filozoficzną new adult. Samo to przekształcenie stanowi niejako logiczną kontynuację. Bohaterowie są starsi o kilka lat, mieli więc czas dojrzeć. Szkoda jednak, że główna bohaterka (bo trudno nazwać ją protagonistką) najwidoczniej zmarnowała szansę na wejście w dorosłość.

Zuzka jest dwudziestokilkuletnią wokalistką w zespole (z doskoku, ponieważ na co dzień pracuje w Starym Lesie). Dziewczyna – jak sama wielokrotnie podkreśla – nie gardzi grzybkiem, „machem” czy alkoholem. Ma ogromne problemy w kontaktach z ludźmi, jest wulgarna, obcesowa, nieznośna, apodyktyczna… Wyliczanka mogłaby trwać w nieskończoność, bowiem nie znalazłam w tej bohaterce ani jednej cechy, która sprawiłaby, że mogłabym ją polubić. Niestety, straciła na tym cała książka, ponieważ wydarzenia poznajemy właśnie z perspektywy irytującej Zuzki.

Tytułowa Guerra – a więc miejsce, do którego trafiają dusze po podpisaniu kontraktu z Kupcem Dusz – do złudzenia przypomina obóz koncentracyjny. Panują tam surowe warunki, a uwięzieni w nim ludzie codziennie walczą o przeżycie, rezygnując nawet z godności czy człowieczeństwa. Opis tego miejsca jest interesujący, brutalny, przywodzi na myśl Auschwitz (jest nim niewątpliwie inspirowany). Piekło podzielone jest na określone strefy (jak Cedrowa czy Diamentowa) – podczas gdy Patryk trafia do Strefy Cedrowej, próbujący uratować go Zuzka i Iwo znajdują się w Strefie Diamentowej, a następnie – wskutek ataku na obóz – na terytorium wolnych ludzi, Tajgan. Jeden z nich, Bjor (bardzo interesująca postać!), oferuje młodym ludziom pomoc w odnalezieniu przyjaciół, co jednak nie będzie tak łatwe, jak początkowo myśleli i będzie wymagało od nich największego poświęcenia.

Guerra nie jest lekturą łatwą, lekką i przyjemną w odbiorze. Wymusza na czytelniku refleksję nad tym, co się dzieje z duszą po śmierci człowieka, jak może wyglądać „życie po życiu” oraz zastanowienie się nad tym, ile my sami bylibyśmy w stanie poświęcić dla ukochanej osoby. Jest to niewątpliwa zaleta książki! Niestety, z powieści bije silna potrzeba przekazania czytelnikom własnych poglądów na miłość (szczególnie jej seksualną strefę), religię, homoseksualizm i feminizm. W małej dawce stanowiłoby to po prostu tło dla wydarzeń, jednak owe tematy są tak często poruszane przez bohaterów albo stanowią przedmiot rozmyślań Zuzki, że zupełnie zbędnie wybijają się one na pierwszy plan.

Styl pisarki posługującej się pseudonimem Melissa Darwood utracił na swoim wdzięku przez liczne wulgaryzmy używane przez główną bohaterkę – i mimo że są one uwarunkowane tokiem myślowym Zuzy, można odnieść wrażenie, że autorka na siłę starała się wejść w psychikę rock’and’rollowej dziewczyny. Co więcej, w książce pojawiają się błędy większe niż pojedyncze literówki, a najgorszym z nich jest rażący błąd ortograficzny („skarzę” zamiast „skażę” – od ‘skazać’). Zaletą książki jest okładka doskonale pasująca do tej z pierwszego tomu, dzięki czemu całość wygląda bardzo spójnie. Ośnieżone szczyty gór przywołują na myśl środowisko, w którym mieszkają Tajganie. Bardzo miłą niespodzianką były życzenia od pisarki oraz jej zamaszysty podpis na początku powieści!

Najnowsza powieść Darwood wywołuje skrajne emocje. Zależnie od perspektywy i oczekiwań, może okazać się albo fantastyczna, mocno osadzona we współczesnych realiach i wciągająca, albo irytująca i nużąca do tego stopnia, że będziecie chcieli jak najszybciej ją skończyć. Sprawdźcie sami!

[1] Zob. M. Darwood, Guerra, Białystok 2018, s. 236. Jednak słownik podaje, iż słowo guerra oznacza ‘wojna’.

Reklamy