Barbara Szymczak-Maciejczyk – Ma w sobie to coś

Pierwszy rokRecenzja książki: Rachel E. Carter, Czarny Mag. Pierwszy rok [First Year], przeł. Emilia Skowrońska, Warszawa: Grupa Wydawnicza Foksal 2018, ISBN:978-83-280-5394-6, ss. 361.

Mówi się, że nie powinniśmy oceniać książki po okładce. Jednak czasami okazuje się, że pierwsze wrażenie nie tylko pozostaje z nami na długo, ale także w pełni pokrywa się z wrażeniem drugim. Tak było w wypadku powieści Rachel E. Carter pod tytułem Czarny Mag. Pierwszy rok. Okładka przedstawia rudowłosą wojowniczkę z zakrwawionym sztyletem w ręce i ogniem spowijającym drugą dłoń. Ten pełen ekspresji wizerunek podkreśla ciemny zarys kamiennego miasteczka. Grafika ta nie tylko wzbudza zainteresowanie czytelnika, ale także przedstawia główne założenia fabularne.

Ryiah i jej brat, Alex, udają się do Akademii szkolącej młodych ludzi na magów, należących do frakcji Boju, Alchemii lub Uzdrowicieli. Na miejscu okazuje się, że pierwszy rok jest wręcz morderczo trudny: na pretendentów do miana adepta sztuki magicznej czeka niewiele więcej, niż pot, krew, łzy i niekończące się stosy woluminów do przeczytania. Pochodzące z plebsu bliźnięta szybko zaprzyjaźniają się z grupą pierwszorocznych – na czele z Ellą, a także znajdują sobie wrogów, przede wszystkim w osobach księcia Darrena i arystokratki Priscilli. Ryiah prędko odkrywa, że dobre chęci i pragnienie nauki nic nie znaczy bez nieustannych treningów i kucia po nocach.

Czarny Mag. Pierwszy rok czyta się szybko, z zapartym tchem i sympatią do przedstawionych w nim bohaterów. Szczególnie gdy autorka poddaje ich nieustającym próbom, sprawia, że niemal wykrwawiają się na śmierć, dochodzą do granic swoich możliwości psychicznych i fizycznych, ale także – kiedy kształtują się ich charaktery oraz wzajemne relacje. Tak jak można się tego spodziewać od pierwszej sceny z udziałem Ryiah i Darrena, ich kontakty są jednocześnie trudne, fascynujące i elektryzujące. To, co mogłoby być romansem nastolatków, staje się intrygującym pojedynkiem na riposty. Nie mogę napisać, że chociaż jeden moment w czasie lektury był nudny. Pisarka nie pozwoliła sobie na chwile monotonne czy zbędne.

Transparentny styl Carter pozwala skoncentrować się na fabule. W samym zaś tekście pojawiają się tylko bardzo nieliczne literówki. Lektura płynie więc swobodnie, ukazując czytelnikowi złożone prawa rządzące Akademią i uchylając rąbka tajemnicy, jak wygląda Jerar poza nią. Jak można się spodziewać, pojawiają się konflikty pomiędzy wysoko a nisko urodzonymi, między obdarzonymi mocą a tymi, który posiadają jej niewiele lub nie mają w ogóle itd. Szczęśliwie pisarka nie poprzestała na światotwórstwie, lecz mocno osadziła bohaterów w realiach świata przedstawionego, na pierwszym miejscu stawiając jednak ich perypetie, co jest dużą zaletą książki.

Carter zakończyła pierwszą część serii Czarny Mag – który to tytuł nieustannie kojarzy mi się z Trylogią Czarnego Maga Trudi Canavan i właściwie wykazuje wiele podobieństw względem serii australijskiej pisarki – w momencie, którego można się było spodziewać, a na który właściwie cały czas czekałam. Jednak już nie mogę doczekać się kolejnego tomu i ponownego spotkania z bohaterami, do których zdążyłam się przywiązać.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Ma w sobie to coś, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy