Barbara Szymczak-Maciejczyk – Witajcie w internetach

ralphdemolkaRecenzja filmu: Ralph Demolka w internecie [Ralph Breaks the Internet], reż. Rich Moore, Phil Johnston, Stany Zjednoczone: Walt Disney Animation Studios, Walt Disney Pictures 2018.

Kiedy w 2012 roku na ekranach kin pojawił się film zatytułowany Ralph Demolka, wielu wielbicieli gier komputerowych ocierało dyskretnie łzy wzruszenia. Oto bowiem pojawiła się animacja, której bohater przemierza rozmaite gry wzdłuż i wszerz, aby stać się postacią pozytywną, jednocześnie jednak wywiera niewątpliwy wpływ na odwiedzane przez siebie rzeczywistości wirtualne, a ostatecznie nawet zaprzyjaźnia się z księżniczką Wandelopą von Cuks.

To właśnie przyjaźni łączącej Ralpha i Wandelopę poświęcono w dużej mierze uwagę w drugiej części filmu, w której bohaterowie, aby uratować grę ścigającej się cukierkowej księżniczki, muszą udać się w podróż do Internetu i jak najszybciej zarobić realne pieniądze, którymi zapłacą za zamówioną na eBayu zepsutą część do automatu. Wydaje się jednak, że wypadek, który – jak zwykle – zawdzięcza swą genezę Ralphowi, był tylko pretekstem do wrzucenia bohaterów do sieci. Dwoje przyjaciół (o jakże odmiennych gustach i życiowych priorytetach!) z zachwytem i przerażeniem odkrywa nieznany dotąd świat.

Ralph Demolka w internecie to animacja, która przypadnie do gustu przede wszystkim osobom obytym z siecią, gdyż producenci często odwołują się do popularnych witryn (na ekranie co chwila pojawia się więc logo jakiejś znanej firmy: Google’a, Twittera, eBaya, YouTube’a itd.). Film spodoba się zapewne dorosłym oraz starszym dzieciom. Dla młodszych będzie zbyt brutalny, chaotyczny, nieciekawy i nieczytelny, szczególnie ze względu na nieznajomość internetowych realiów. Na szczęście poza scenami w królestwie Yesss, miejsca związane z internetowymi gigantami stanowią raczej tło dla wydarzeń.

Moją uwagę przykuła szczególnie scena z księżniczkami Disneya – czekałam na nią długo i… nie rozczarowałam się. Oto dostaliśmy to, czego chcieliśmy: przyjemny pastisz połączony z farsą na temat owych czarujących dziewcząt, niejako wyswobodzonych przez Wandelopę ze sztywnych kanonów narzucanych przez fakt bycia księżniczką. Na tym jednak nie koniec, bowiem kiedy już okazuje się, iż cukrowa panienka istotnie jest księżniczką, obliguje ją to do stworzenia własnej piosenki. I znów doskonałe wyjście: zamiast śpiewać o zwierzątkach, miłości czy innych słodyczach, Wandelopa wyśpiewuje peany pochwalne na temat… gry o spalinach i krwi (w której występuje cudowna Shank, wzorowana na użyczającej jej głosu Gal Gadot).

Kontynuacja perypetii Ralpha nie jest jednak pozbawiona wad. Przede wszystkim należy wspomnieć o tym, iż momentami na ekranie po prostu zbyt wiele się dzieje. To, że reklamy typu pop-up pojawiają się podczas przeglądania stron internetowych, to jedna kwestia. To, jak często tego typu „zaśmiecacze” wyskakują w czasie seansu – to całkiem inna. Podobnie jest z tłem akcji, która chyba tylko dlatego została osadzona w Internecie, by móc zaprezentować bogaty świat najróżniejszych zjawisk i postaci, z którymi nierzadko się stykamy.

Ralph Demolka w internecie to interesująca animacja, która ma szanse podbić serca widzów. Zapewne wielu z nich wybaczy producentom potknięcia, dość wyświechtane zabiegi fabularne (mam tu na myśli przede wszystkim sceny mocno wzorowane na tych z dobrze znanych filmów Disneya) czy zbędne nadmiary wizualne.

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Witajcie w internetach, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy