Nie drażnij superzłoczyńczy

nikczemniJuż 24 kwietnia odbędzie się polska premiera najnowszej książki Victorii Schwab.

Vicious. Nikczemni (Vicious) będzie pierwszym tomem zapowiedzianej serii Złoczyńcy. Amerykańska pisarka w Polsce najbardziej znana jest z cyklu Odcienie magii, w skład którego do tej pory ukazały się trzy pozycje: Mroczniejszy odcień magii, Zgromadzenie cieni i Wyczarowanie światła. Vicious. Nikczemni ukaże się nakładem wydawnictwa We need YA, a za jej tłumaczenie odpowiada Maciej Studencki.

Zachęcamy do zapoznania się z opisem powieści:

Życie – takie, jakim jest naprawdę – to walka nie między złym a
dobrym, lecz między złym, a jeszcze gorszym.
Victor i Eli poznali się na studiach. Genialni, aroganccy i zdolni, od początku
zauważyli w sobie tę samą wielką ambicję. W ciągu ostatniego roku zajęć wspólnie
zainteresowali się badaniami nad adrenaliną, doświadczeniami bliskimi śmierci i
pozornie nadprzyrodzonymi zdarzeniami, które ujawniły, że w odpowiednich
warunkach można rozwinąć w sobie nadzwyczajne zdolności. Kiedy ich prosta teoria naukowa zamienia się w poważny eksperyment, sprawy zaczynają się
komplikować…
Dziesięć lat później Victor ucieka z więzienia, a jego celem jest znalezienie
byłego przyjaciela. W podróży towarzyszy mu znajomy z celi – Mitch, a na ich drodze staje Sydney – ranna dziewczyna, której powściągliwa natura skrywa niejedną tajemnicę.
Wrogowie uzbrojeni w straszliwą moc, napędzani wspomnieniem zdrady i
straty, wyznaczyli kurs zemsty. Kto przeżyje pełne nienawiści starcie? Przed wami
porywająca opowieść o ambicjach, zazdrości, pożądaniu i mrocznych,
nadprzyrodzonych mocach!

Poniżej prezentujemy także darmowy fragment powieści:

I

POPRZEDNIEJ NOCY
CMENTARZ MERIT

Victor poprawił łopaty niesione na ramieniu i ostrożnie
przekroczył stary, na wpół zapadnięty grób. Jego płaszcz lekko
falował w rytm kroków, muskając kolejne mijane nagrobki.
Przechodząc między ich rzędami, mężczyzna nucił pod nosem
melodię, która niosła się przez cmentarz Merit niczym poszum
wiatru. Sydney zadrżała na ten dźwięk, próbując nadążyć za
Victorem w zbyt dużym płaszczu, niebieskich legginsach i
zimowych butach. Przemykając ukradkiem przez cmentarz,
wyglądali oboje jak duchy. Z blond włosami i jasną cerą mogli
uchodzić za brata i siostrę, a może nawet ojca i córkę, jednak
nie łączyło ich żadne pokrewieństwo. Taka sytuacja była im na
rękę: Victor nie miał ochoty wyjaśniać każdemu, że uciekł z
więzienia, a zaraz potem zabrał z pobocza przemoczoną
deszczem dziewczynę, która niedawno zarobiła kulkę w ramię.
Zdawało się, że zetknął ich kapryśny los. W gruncie rzeczy
Victor zaczął wierzyć w przeznaczenie tylko z powodu
spotkania z Sydney.
Przestał nucić, postawił stopę na płycie nagrobnej i
sprawdził, czy coś lub ktoś nie czai się w otaczającej ciemności.
Nie posłużył się wzrokiem, lecz tym, co kryło się pod skórą, co
tętniło w jego żyłach. Mógł przestać nucić, ale uczucie nie
minęło, dając o sobie znać leciutką, elektryzującą wibracją,
którą tylko on słyszał, wyczuwał i potrafił odczytywać. Wibracją,
która mówiła mu, czy ktoś znajduje się w pobliżu.
Sydney zauważyła, że się zawahał.
– Jesteśmy sami? – zapytała.

Victor mrugnął. Chwila zawahania minęła, wrócił właściwy
mu spokój. Zdjął but z nagrobka.
– Tak, tylko my i martwi ludzie.
Poszli dalej, ku sercu cmentarza. Łopaty na ramieniu
Victora cicho stukały, obijając się o siebie. Sydney kopnęła
kamienny odłamek nagrobka. Z jednej strony miał wyryte jakieś
litery układające się w słowa. Zanim zdążyła pomyśleć, że
chciałaby wiedzieć, co na nim napisano, kamień potoczył się już
w zarośla, a tymczasem Victor oddalił się od niej, żwawo
maszerując między mogiłami. Podbiegła, by za nim nadążyć,
kilka razy prawie się potykając na zamarzniętej ziemi.
Mężczyzna zatrzymał się raptownie i popatrzył na jeden z
grobów. Pogrzeb odbył się niedawno: grunt wyglądał na świeżo
przekopany, a u szczytu wetknięto w ziemię prowizoryczną
tabliczkę na czas przygotowania trwalszego nagrobka.
Sydney cicho jęknęła; ten nerwowy dźwięk nie miał nic
wspólnego z kąsającym mrozem. Victor obejrzał się przez
ramię i uśmiechnął do niej blado.
– Weź się w garść, Syd – poradził jej. – Zaraz się
zabawimy.
Prawdę mówiąc, jemu też nie podobały się cmentarze. Nie
lubił martwych ludzi, przede wszystkim dlatego, że nie miał na
nich wpływu. Sydney wręcz przeciwnie, nie lubiła ich, ponieważ
miała na nich ogromny wpływ. Skrzyżowała ramiona ciasno na
piersi i dłonią w jednopalczastej rękawiczce potarła ramię w
miejscu, gdzie ją postrzelono. Ten gest powoli zaczynał
wchodzić jej w nawyk.
Victor odwrócił się i wbił jeden ze szpadli w ziemię, a drugi
rzucił dziewczynie, która zdążyła wyciągnąć ramiona na czas,
żeby złapać łopatę, sięgającą jej niemal do czubka głowy.
Sydney Clarke była dość drobna jak na prawie trzynaście lat;
dokładnie dwanaście lat i jedenaście miesięcy. Zawsze była
niższa od rówieśników i nie zmieniał tego fakt, że od dnia, kiedy
umarła, urosła o ponad dwa centymetry.
Teraz dźwignęła łopatę, krzywiąc się z wysiłku.
– Chyba żartujesz – powiedziała z niezadowoleniem.
– Im szybciej skończymy kopać, tym szybciej wrócimy do
domu.

Nie tyle do prawdziwego domu, co do apartamentu
hotelowego, pełnego kradzionych ubrań Sydney,
czekoladowego mleka Mitcha i teczek Victora, ale to nie było w
tej chwili najważniejsze.
Teraz dom mógł oznaczać dowolne miejsce, byle nie był to
cmentarz Merit. Sydney spojrzała na grób, zaciskając palce na
trzonku szpadla. Victor zaczął już kopać.
– A co, jeśli… – tu przełknęła głośno – co, jeśli inni ludzie
przypadkiem też się obudzą?
– Ależ nie obudzą się – uspokajał Victor kojącym tonem. –
Skup się tylko na tym jednym grobie. Poza tym – zerknął na nią
znad łopaty – od kiedy to akurat ty boisz się zmarłych?
– Wcale się nie boję – rzuciła za szybko i zbyt gwałtownie,
tak jak zwykle robi to ktoś, kto musiał współzawodniczyć ze
starszym rodzeństwem. W jej przypadku te tak było, tyle że nie
była młodszą siostrą Victora.
– Popatrz na to w ten sposób: nawet jeżeli ich obudzisz,
i tak nigdzie nie pójdą – zakpił, wysypując kolejną porcję ziemi
na trawę. – A teraz kop.
Sydney schyliła się, krótkie blond włosy opadły jej na oczy,
i zaczęła kopać. Pracowali we dwoje w ciemnościach. Victor od
czasu do czasu nucił pod nosem, a poza tym dźwiękiem było
słychać tylko łomot łopat.
Łup.
Łup.
Łup.

***

Reklamy