Barbara Szymczak-Maciejczyk – Witaj, ojcze

Magia niszczyRecenzja książki: Ilona Andrews, Magia Niszczy [Magic Breaks], przekł. Kaja Wiszniewska-Kazgiel, Lublin – Warszawa: Fabryka Słów 2019, ISBN: 9788379644056, ss. 460.

Podobnie jak czeka się na finałowe bitwy, tak samo z niecierpliwością oczekiwałam nieuniknionego spotkania Kate Daniels z jej biologicznym ojcem, wszechmocnym Rolandem. Spodziewałam się… sama nie wiem, walki na śmierć i życie? Ucieczki z Atlanty? Właściwie wszystkiego poza tym, co się wydarzyło.

Magia niszczy rozpoczyna się od epilogu w postaci dziennika Barabasza, pomocnika Kate. Jest to dobrze napisanych kilka stron, jednak można odnieść wrażenie, że w ten sposób autorzy chcieli przypomnieć czytelnikom kilka najistotniejszych faktów. Następnie już narracja prowadzona jest z perspektywy Kate. Martwi się, że Curran musi opuścić Atlantę, a ją czeka konklawe – spotkanie przedstawicieli zmiennokształtnych z Gromady oraz Panów Umarłych, nawigatorów wampirów należących do Rodu. Niestety, nic nie jest takie proste, jak mogło się wydawać, a prawdziwa katastrofa zaczyna się, gdy do akcji wkracza… zmartwychwstały Hugh d’Ambray.

Siódmy tom poświęcony perypetiom Daniels obfituje w zwroty akcji, efektowne opisy walk oraz, co istotne, wgląd w sposób myślenia Rolanda i genezę kilku kluczowych dla fabuły postaci. Dodatkowo w żadnej z poprzednich części uczucie łączące Kate i Currana nie wydaje się tak dojrzałe – chociaż z drugiej strony, również w żadnej z nich nie ma tak szczegółowego opisu ich stosunku.

Powieść Magia niszczy czyta się z zapartym tchem, delektując się każdym szczegółem i całkowicie zapominając o realnym świecie. Niestety, jeśli jest coś, co niszczy owo odczucie imersji, jest to kwestia tłumaczenia i korekty tekstu. Nie wskazując, które translacje są lepsze, a które gorsze, wystarczy stwierdzić, że styl poszczególnych tomów różni się od siebie. Także korekta wydaje się zrobiona niedbale, co niezmiernie mnie irytowało. Mam również wątpliwości dotyczące słowa mocy, jednak mogą one być wyłącznie moim niedoinformowaniem, gdyż nie czytałam serii w oryginale. Wydaje mi się jednak, że słowo występujące w pierwszym tomie ‘hesaad’, tłumaczone tam jako „do mnie”, pokrywa się z użytym teraz ‘hessad’ („moje”). Zaznaczam, że to tylko jawi się jako nieścisłość, gdyż równie dobrze może wynikać z inwencji autorów.

Wracając do pozytywów – jak zawsze zachwyca mnie okładka przedstawiająca Kate i zwierzęcą postać Currana (w tle). Seria pięknie wygląda na półce, z zaprezentowaną na okładkach feerią barw, rozmaitymi przedstawieniami egzotycznej urody Kate, śladami łap (charakterystycznymi dla urban fantasy wydawanych przez Fabrykę Słów) i dość dynamicznym fontem.

Jakiekolwiek byłyby słabe strony któregokolwiek tomu z serii poświęconej Kate Daniels, muszę wyznać, że i tak pozostawałabym na nie niewrażliwa. Uwielbiam bowiem to połączenie ciętych ripost, brutalnych walk i romansu paranormalnego. Mam nadzieję, że każdy kolejny tom będzie przysparzał Kate coraz więcej równie zaangażowanych wielbicieli!

Barbara Szymczak-Maciejczyk

Barbara Szymczak-Maciejczyk, Witaj, ojcze, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy