Maciej Tomczak – W pewnym domu żyła rodzina…

oczy uroczne_marta kisielRecenzja książki: Marta Kisiel, Oczy uroczne, Warszawa: Uroboros 2019, ISBN: 978-83-280-5163-8, ss. 320.

Rozpisane na kilka tomów historie są niepowtarzalną okazją do przeżycia wielu barwnych przygód razem z ulubionymi literackimi postaciami. Ale serie, co jest niemniej ważne, pozwalają też na bezpośrednią obserwację postępów, jakie czyni w swym warsztacie autorka. W końcu, nawet jeśli czas w powieściach nie płynie tym samym tempem, co w rzeczywistości, to i tak pisarka dorasta razem ze swoimi bohaterami.

Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia. Pierwsze, jakie w miejscu, które wreszcie może nazwać swoim domem, ma spędzić Oda Kręciszewska. Ale ten czas jest istotny nie tylko ze względu na religię chrześcijańską, lecz również – a może przede wszystkim – przez fakt przesilenia zimowego. Najkrótszy na półkuli północnej dzień w roku. Dzień, kiedy ciemność dominuje nad jasnością. I bez wątpienia nie będzie to spokojny okres. Najpierw przyjaciele Ody zaczynają się dziwnie zachowywać. Później w nieodległym miasteczku dochodzi do serii niewyjaśnionych zdarzeń. A to dopiero początek niemal dwóch tygodni, które już na zawsze odmienią życie bohaterki, pokazując jej, kim naprawdę jest.

Oczy uroczne to już czwarta powieść Marty Kisiel-Małeckiej z cyklu Dożywocie. Tym razem kluczową postacią nie jest jednak pisarz Konrad Romańczuk, ale znana z opowiadania wyróżnionego Nagrodą Fandomu Polskiego imienia Janusza A. Zajdla Szaławiła Oda. Ponadczterdziestoletnia kobieta z wykształcenia jest lekarzem medycyny, z zamiłowania globtroterką i wolontariuszką gotową nieść pomoc wszystkim i wszędzie, a z natury – wiłą. Nie dość, że zdecydowała się kupić działkę, na której kiedyś stała Lichotka, to jeszcze za pomocnika ma syna Szymona Kusego płanetnika Rocha, trójnożną kundelkę Kuleczkę oraz czorta Bazylego.

Mimo tak oryginalnego składu pierwszoplanowych bohaterów, obok których pojawiają się także niemniej fascynujący lekarz rodzinny Krzysztof Lewczyński czy chwytający się każdego dorywczego zajęcia Michałko Rudnicki, w porównaniu do wcześniejszych części, problematyka Oczu urocznych jest zdecydowanie poważniejsza, a przez to historia staje się dużo bardziej mroczna. Przeszłość, rodzinne sekrety, tożsamość i śmierć to główne motywy nowej powieści Marty Kisiel-Małeckiej. Oda musi zmierzyć się ze swoim niejasnym pochodzeniem, rzutującym nie tylko na jej życie osobiste i zawodowe, lecz oddziałującym również na jej relacje z najbliższymi i ich zachowanie. Mrok stara się powoli opanowywać kolejne fragmenty życia protagonistki, odbierając stopniowo, lecz konsekwentnie, nadzieję na lepsze jutro.

Nie oznacza to bynajmniej, że w książce brakuje humoru czy różnego rodzaju zabaw językiem, typowych dla dotychczasowych utworów pisarki. Centralne miejsce zajmuje w tym przypadku stanowiący w pewnym stopniu odpowiednik Anioła Stróża Licha Bazyl. Już jego szeleszczący sposób wymowy – czort ma wadę zgryzu – jest źródłem dla wielu nieporozumień i zarazem komicznych sytuacji. W połączeniu z nieco nieudolnym Michałką tworzą zgrany i wywołujący kolejne niepowstrzymane ataki śmiechu duet. Podobnie jak postępowanie doktora Lewczyńskiego, stającego wobec konieczności poradzenia sobie z najmłodszymi pacjentami.

Z drugiej strony, o ile postacie są intrygujące, o tyle jednocześnie można odnieść wrażenie, że nie wszystkim autorka poświęciła równie wiele uwagi, a co za tym idzie, nie każda rozwinęła się w takim samym stopniu. Dotyczy to zwłaszcza Rocha, zepchniętego w fabule zdecydowanie nawet nie na drugi, co trzeci albo i dalszy plan. W kilkukrotnie wspominanym już Bazylu wydaje się drzemać zdecydowanie większy potencjał niż wyłącznie satyryczny.

Należy stwierdzić, iż w ogóle podział ról w książce jest wyjątkowo jasny. Bez większych problemów można domyśleć się, komu zostały przyporządkowane do odtworzenia pozytywne, a komu negatywne zadania. Nie jest to może zarzut o wyjątkowej mocy, ale jednak różne zabiegi zastosowane przez Martę Kisiel-Małecką, mające zmylić odbiorcę, po prostu się nie sprawdzają. Chociaż nie ma to większego znaczenia dla czerpania przyjemności z lektury, łatwo może wywnioskować, kto jest głównym antagonistą.

Natomiast bez wątpienia autorce należą się pochwały za bezpardonową postawę wobec kultu antyszczepionkowego. Nie ma w niej przy tym szczególnej złośliwości czy prostego prześmiewania, ale dość rzeczowe wytłumaczenie, dlaczego nie ma sensu opieranie się oczywistemu postępowi medycyny. Marta Kisiel-Małecka czyni to w czasie wyjątkowo niesprzyjającym, kiedy istnieje społeczne, a nawet polityczne przyzwolenie na postawy wyrażające otwarty sceptycyzm wobec stosowania szczepionek. Zapewne może przełożyć się to na stratę części czytelników. Jakkolwiek patetycznie to zabrzmi, są jednak rzeczy warte poświęcenia własnego dobra, a za takie należy uznać czyjeś życie.

Dożywocie jest jedną z najbardziej fascynujących rodzimych serii, łączących inteligentny humor z wywołującą lekki dreszczyk niepewności grozą. W tej ostatniej nie ma obcych naleciałości, tak często wywodzących się na przykład z mitologii germańskiej czy celtyckiej. Wszystkie koszmary, te mniejsze i większe, straszniejsze i wcale niekoniecznie, mają oparcie w wierzeniach słowiańskich. Nie pierwszy raz okazuje się zatem, że w naszej kulturze i tradycji drzemie potencjał, który tylko czeka na właściwie wykorzystanie. A gdy sięgnie po nie twórca pokroju Marty Kisiel-Małeckiej, efekty są, nomen omen, porywająco piorunujące.

Maciej Tomczyk, W pewnym domu żyła rodzina…, Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).