Anna N. Wilk – Film do kremacji

diabel_inkarnacjaRecenzja filmu: Diabeł. Inkarnacja, reż. D. Van Rooijen, USA: Sony Pictures Releasing 2018.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje z ciałem, gdy opętana osoba umiera po nieudanych egzorcyzmach? Można by założyć, że skoro dusza – cel demona – przenosi się do pozaświatowej sfery egzystencji, to siły infernalne powinny stracić powód do dalszego przebywania w podobnym lokum. Twórcy filmu Diabeł. Inkarnacja postanowili jednak zaprezentować wizję nawiedzenia, które nie kończy się wraz ze śmiercią ofiary. Miejsce akcji stanowi kostnica w bostońskim szpitalu, gdzie zostają przywiezione zwłoki niejakiej Hanny. Ich stan jest mocno niepokojący, gdyż dobitnie świadczy o tym, że dziewczyna była za życia torturowana, prawdopodobnie przez alfonsa lub inne postacie z półświatka. Pracownicy z nocnego dyżuru nawet nie potrafią sobie wyobrazić w jak wielkim zagrożeniu się znaleźli, albowiem tak naprawdę Hanna umarła w efekcie porażki duchownych w walce z diabłem, władającym jej ciałem. Kiedy w szpitalu zaczynają ginąć kolejni ludzie, tylko główna bohaterka, Megan – była policjantka, która zmaga się nie tylko ze stresem pourazowym, lecz także uzależnieniem od leków – jest w stanie powstrzymać demona.

Metafizyczna przyczyna zgonu młodej dziewczyny, kostnica jako miejsce zdarzeń… Opis fabuły brzmi podejrzanie znajomo. Zwłaszcza, gdy widz przypomni sobie, że w 2017 roku polską premierę kinową miał rewelacyjny horror Autopsja Jane Doe[1], poświęcony podobnemu wątkowi starań głównych bohaterów, aby rozwikłać zagadkę śmierci młodej kobiety. O ile jednak tamten film zasłynął wśród miłośników horrorów jako utwór nastrojowy, umiejętnie grający na emocjach widza, obdarzony protagonistami wzbudzającymi sympatię i zainteresowanie, o tyle ekranizacja Diabeł. Inkarnacja przejdzie raczej do historii gatunku jako wizualny ekwiwalent mocnych leków na bezsenność.

Co może być gorszego w filmie z zakresu fantastyki grozy od nieudolnej próby kreowania aury tajemnicy? Otóż prezentacja rozwiązania zagadki natury metafizycznej już na początku utworu, aby widz odczuwał psychiczne katusze przy oglądaniu poczynań bohaterów, przypominających ponowne odkrywanie koła. Wydarzenia w ekranizacji Diabeł. Inkarnacja zostają przedstawione w taki sposób, jakby twórcy po cichu trzymali kciuki za nagły atak zaburzeń pamięci krótkotrwałej u odbiorców. Obejrzenie horroru i nie uśnięcie staje się niemalże wyzwaniem na miarę dwunastu prac Heraklesa, kiedy fakty kluczowe dla fabuły, np. proweniencja nadprzyrodzonego mordercy czy przyczyny niepokojącego zachowania jednej z postaci drugoplanowych, zostają ujawnione w pierwszych minutach filmu. Podobny zabieg konstrukcyjny dodatkowo budzi irytację względem głównej bohaterki, która tej wiedzy jest oczywiście pozbawiona i długo nie potrafi samodzielnie odkryć sekretu Hanny. Co więcej, zapewne w trosce o rzekomo niedomagającą pamięć widza, w momencie kulminacyjnym filmu po raz kolejny przywołane zostają te same sceny walki duchownych z demonem. Układ wydarzeń w horrorze Diabeł. Inkarnacja to odpowiednik dziecięcej zabawy z nożyczkami i dziesięcioma nagłówkami identycznego numeru gazety.

Film nie tylko nuży, ale również charakteryzuje się nieumiejętnym montażem i nietrafionymi decyzjami artystycznymi, utrudniającymi recepcję treści. Brak płynności w przechodzeniu od wydarzeń współczesnych do retrospekcji, a także niezdolność do zatrzymania się z kamerą przy bohaterach dłużej niż na czas wypowiadanej kwestii lub realizacji określonego gestu sprawiają, że praktycznie wystarczy mrugnąć w trakcie seansu, aby utracić moment, w którym twórcy zdecydowali się skupić na następnym wątku. Dodatkowo, jeśli widz miał pecha oglądać w 2016 roku dość banalny horror Baba Jaga[2], to dobór kolorystyki w ekranizacji Diabeł. Inkarnacja wywoła u niego irytujące uczucie deja vu; większość scen natury nadprzyrodzonej zostało bowiem nakręconych sposobem, który nazywam złośliwie tzw. ciemnocieniem. Osoby odpowiedzialne za sferę wizualną połączyły czarny i czerwony filtr w kamerze z tak mocno przygaszonym światłem, że niemożliwe staje się odróżnienie aktorów od dekoracji. Bohaterowie niby reagują przerażeniem, krzyczą i uciekają przed czymś, ale odbiorca nie potrafi wczuć się w ich lęk, ponieważ na ekranie widzi głównie ciemność i niewyraźne plamy.

Kreacja istoty demonicznej w horrorze Diabeł. Inkarnacja to z kolei doskonały przykład grupy środków grozotwórczych, które utraciły siłę przekazu wskutek nadmiernej eksploatacji. Można bowiem odnieść wrażenie, że twórcy silnie inspirowali się listą pt.: „Obowiązkowe cechy charakterystyczne kobiet-potworów” i w trakcie kręcenia filmu sukcesywnie odhaczali kolejne podpunkty. Zasłonięta włosami twarz? Jest. Wyginanie ciała na wszystkie strony? Jest. Wydawanie dziwnych, w zamierzeniu upiornych, dźwięków podczas przemieszczania się? Oczywiście, jest. Postać nawiedzonej Hanny nie charakteryzuje się niczym, czego widz nie miałby szansy ujrzeć w innych, lepszych horrorach. W pewnym momencie u odbiorcy może jednak obudzić się nadzieja na ciekawy rozwój wydarzeń przy obserwacji dziwnej reakcji opętanej dziewczyny na Megan. Niestety tam, gdzie umiejętni reżyser i scenarzysta byliby w stanie zaprezentować opętanie jako metaforę depresji, tam osoby odpowiedzialne za film Diabeł. Inkarnacja zostawiły luki fabularne i błędy logiczne.

Recenzowany horror idealnie nadaje się do oglądania w trakcie wypełniania zaległych formularzy, robienia listy zakupów czy próby wykąpania kota – można jednym uchem słuchać, czasami zerknąć okiem na ekran i nie straci się nic ważnego. Bohaterowie są tak wyraziści jak pusta kartka papieru, fabuła przypomina o dużo lepiej nakręconym filmie Autopsja Jane Doe, a efekty specjalne wywołują u widza podejrzenie, że pora umówić się na wizytę u okulisty. Zdecydowanie odradzam.

[1] Reż. A. Øvredal, USA, Wielka Brytania: IFC Midnight 2016.

[2]Recenzja filmu jest dostępna na stronie Creatio Fantastica: https://creatiofantastica.com/2017/09/26/anna-n-wilk-nie-ogladaj-dwa-razy/

Anna N. Wilk, Film do kremacji, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy