Alicja Podkalicka – Magia czeka w ciemności

Magia i OgieńRecenzja książki: Nik Pierumow, Blackwater. Tom 2: Magia i ogień [Prikluczenija Molly Blackwater. Stal, par i magia], przekł. Ewa Skórska, Warszawa: Wydawnictwo Akurat 2019, ISBN: 9788328711532, ss. 480.

Molly Blackwater nie mogła być kolejną typową bohaterką młodzieżowego fantasy, która dzięki magicznej mocy ratuje świat. Tak postanowiłam jeszcze zanim zaczęłam czytać nową powieść jednego z moich ulubionych autorów. Nie jest może najlepszym pomysłem nastawiać się z góry, że jakąś postać się polubi… Tym lepiej więc, że wysoko postawiona poprzeczka nie przeszkodziła młodej Mollynaird dać się zapamiętać jako ktoś, kogo dalsze przygody chętnie będzie się śledzić. Drugi tom serii „Blackwater” Nika Pierumowa pojawił się na polskim rynku dość szybko od wydania poprzedniego, do steampunkowego świata mogłam więc wrócić po stosunkowo niedługiej przerwie.

Molly udało się dotrzeć do domu, ale zamiast stęsknionej rodziny czekała tam na nią pułapka zastawiona przez Departament Specjalny. Dziewczynka, schwytana i poddana przesłuchaniu mającemu ujawnić, co robiła po niewłaściwej stronie frontu i czego mogli od niej chcieć barbarzyńcy, stara się nie powiedzieć zbyt dużo. Ku wielkiemu rozczarowaniu przesłuchujących Molly najwyraźniej nie włada już magią. Lord Spencer ma co do tego pewne podejrzenia, lecz dziewczynce udaje się zgrabnie naprowadzić go na zupełnie inny trop. Blackwater jednak musi wybrać pomiędzy bezpieczeństwem rodziny a przyjaciółmi ze wschodu. Jakąkolwiek podejmie decyzję, czyjeś życie znajdzie się w niebezpieczeństwie.

Po dramatycznych wydarzeniach na froncie wojennym i za nim, wśród „barbarzyńskich” Rooskies, przyjdzie młodej bohaterce ponieść wszelkie konsekwencje wcześniejszych przygód. Mamy tu ciekawą sytuację, która dość dobitnie pokazuje, że Pierumow nie daje swoim bohaterom taryfy ulgowej. Scena przesłuchana skonstruowana jest tak, że pozwala niemal poczuć na własnej skórze zmęczenie, jakie musi odczuwać poddana mu Molly. Powtarzanie tych samych pytań, angażowanie domowników dziewczynki, by wywrzeć na niej presję, stopniowe ujawnianie faktów, by zadać kłam dotychczasowym zeznaniom… Panna Blackwater jednak nie jest głupia, ma umiejętność szybkiego łączenia faktów i zwyczajnie zna już trochę swojego prześladowcę. Z tego wstępu wyniknie później swoista wojna charakterów i podstępów, ciągnąca się przez cały tom – co da też narratorowi możliwość ujawnienia wielu niuansów dotyczących świata przedstawionego.

W tym tomie nie wrócimy wraz z bohaterką za Karn Dred, w zamian za to dostaniemy coś co najmniej równie dobrego: podziemia Nord Yorku wraz z ich specyficzną, wrogą magią. To miejsce jest straszne, a zarazem fascynujące i diabelnie niebezpieczne, w dodatku pozornie niepasujące do reszty świata. Jednocześnie stanowi punkt wyjścia do rozważań na temat tego, czy cywilizacja, w której magia jest niedozwolona, zbudowana została na podstawach tak solidnych, jak się to wydaje – a także czy oficjalne powody tego zakazu są na pewno prawdziwe. O tym ostatnim zaś przyjdzie Molly przekonać się w bolesny sposób, choć niekoniecznie na własnej skórze. Cieszy mnie, że autor tak skutecznie bawi się domysłami czytelnika, nie czyniąc żadnej ze stron konfliktu jedyną i słuszną, kreśląc między nimi wyraźne granice i zwracając sympatię czytelnika raz ku jednej, raz ku drugiej, i na odwrót. Trudno tu ostatecznie wskazać prawdziwego złego – każdy ma swoją przeszłość i powody, jakimi się kieruje. Ale są też zdrajcy.

Mam mieszane uczucia w kwestii zaangażowania rodziny Molly w bieżące wydarzenia – nawet pomimo faktu, że jest to dla nich próba charakteru, z której wychodzą lepiej lub gorzej. Całkowicie zmieniło to dynamikę powieści na bardziej „miejską”, obyczajową, skupioną na większej grupie bohaterów, ale w mniejszej przestrzeni. Zamiast maszyn bojowych mamy salony, zamiast gór – podziemia. Czytelnik oczekujący wydarzeń o większym rozmachu może poczuć się nieswojo, choć ja, z moim sentymentem do powieści z akcją rozgrywającą się na salonach wiktoriańskiej Anglii, dostrzegam tu pewien urok, zdecydowanie przystający do steampunkowego klimatu całości.

Magia i ogień klimatem oscyluje nieco bardziej wokół steampunkowego thrillera niż powieści przygodowej, ale nadal posiada tę świeżość i przystępność, które tak podobały mi się w pierwszym tomie. Autor zręcznie dawkuje informacje, wiele wątków się wyjaśnia, pojawiają się kolejne tajemnice, a pytania, które mogły być zadane po lekturze Magii i stali, znajdują wreszcie satysfakcjonujące odpowiedzi. Pozostaje tylko czekać na dalszy ciąg!

Alicja Podkalicka

Alicja Podkalicka, Magia czeka w ciemności, „Creatio Fantastica” 2018, nr 2 (59).

Reklamy