Trzydziestolecie „Azylu Arkham: Poważnego domu na poważnej ziemi”. Z Gregiem Carpenterem rozmawia Michał Chudoliński

CarpenterW roku 1989 został opublikowany bestseller komiksowy, a zarazem jeden z najmroczniejszych komiksów o Batmanie – Azyl Arkham: Poważny dom na poważnej ziemi Granta Morrisona i Dave’a McKeana. W trzy dekady później redaktor naczelny Gotham w deszczu – występujący gościnnie na łamach „Creatio Fantastica” – postanowił porozmawiać na temat tego niezwykłego, niepokojącego dzieła z Gregiem Carpenterem[1], specjalistą od „brytyjskiej inwazji”, której pod koniec ubiegłego wieku dokonano na polu amerykańskiego komiksu.

Michał Chudoliński: Czy na początek możesz powiedzieć nam coś na temat wybitnej serii „Vertigo”? Czy to właśnie historia opowiedziana przez płynącego pod prąd scenarzystę Granta Morrisona i nieprzepadającego za superbohaterską konwencją rysownika Dave’a McKeana stanowiła podwaliny serii?

Greg Carpenter: Hmm, jako przełomowy produkt DC lat osiemdziesiątych skierowany do dorosłych, który ponadto redagowała Karen Berger, Azyl Arkham z pewnością należy do dzieł, które które były bodźcem do powstania imprintu takiego jak Vertigo. Jednak, ponieważ ta powieść graficzna jest jednocześnie niekonwencjonalną opowieścią o Batmanie, nie jestem przekonany, by właśnie ta historia miała stanowić wzór tego, co później Vertigo robiło najlepiej. Nie w takim samym stopniu, co Saga o potworze z bagien (Alana Moore’a)[2], Sandman (Neila Gaimana) czy Hellblazer (Petera Milligana) – długie serie komiksowe skierowane do starszego czytelnika, których fabuły nawiązywały do sytuacji z naszego świata. I chociaż wszystkie wymienione przed chwilą serie wywodziły się z uniwersum DC, w dużej mierze były od niego odrębne – szczególnie Sandman i Hellblazer – i z czasem wszystkie trzy trafiły do imprintu Vertigo. Moim zdaniem to właśnie one dały podwaliny pod Vertigo i jego flagowe serie, takie jak The Invisibles (Granta Morrisona), Transmetropolitan (Warrena Ellisa i Daricka Robertsona), Kaznodzieja (Gartha Ennisa i Steve’a Dillona) i Y: Ostatni z mężczyzn (Briana K. Vaughana i Pii Guerry).

M. Ch.: Rozumiem. Czyli można powiedzieć, że w jakimś stopniu Azyl Arkham wpłynął na imprint Vertigo, ale nie był bezpośrednią przyczyną jego powstania? A idąc o krok dalej, czy mógłbyś nam powiedzieć, co według Ciebie komiks ten osiągnął wtedy? I jak, po trzech dekadach, odbierany jest dzisiaj?

G. C.: Dawniej media głównego nurtu sprowadzały temat komiksu do banalnego nagłówka, mówiącego, że „Obecne komiksy nie są już tylko dla dzieci”. My zaś, słysząc takie deklaracje, przewracaliśmy oczami, ponieważ ignorowały one tradycję komiksu undergroundowego oraz fakt, że nawet historie głównego nurtu stopniowo wprowadzały bardziej wyrafinowane obrazy i głębszą treść.

Jednak to Azyl Arkam (1989) wraz z Powrotem Mrocznego Rycerza (1986) i Zabójczym żartem (1988) stanowiły dla wielu potwierdzenie trendu – szczególnie, że dotyczyły tak znanej i chodliwej rynkowo postaci, jaką jest Batman. Prawie niemożliwe jest wyobrażenie sobie, że przez wydarzenia przedstawione w Azylu Arkham przechodzi Batman rysowany w latach pięćdziesiątych przez Dicka Spranga lub ten, w którego w latach sześdziesiątych wcielił się Adam West, lub pod którego w latach siedemdziesiątych podkładał głos Olan Soule. Azyl Arkham był jedną z nielicznych publikacji z epoki, która pokazała, co można osiągnąć w komiksach głównego nurtu – i to w wypadku ikonicznych postaci.

Ponadto w przeciwieństwie do pozostałych dwóch powieści graficznych o Batmanie Azyl Arkham był długim albumem – drogim, wydanym w twardej oprawie i pozbawionym typowego loga wydawnictwa i liternictwa na okładce. Innymi słowy, nie przypominał typowej historii obrazkowej, a już tym bardziej typowej opowieści Batmanie. Mało tego, pod względem formatu wykraczał poza to, co do tamtej pory oferowały kluczowe dzieła ze świata komiksu.

Jednak i Azyl od samego początku miał swoich krytyków. Niektóre skargi były dość powierzchowne – że liternictwo w wypowiedziach Jokera było nieczytelne, że rozklejająca się oprawa sprawiała, że pierwsze wydanie się rozpadało – ale jednocześnie pojawiły się opinie, że opowieść jest zbyt makabryczna, pretensjonalna, trudna do zrozumienia, a trzeci akt jest rozczarowujący. Nawet Dave McKean w dużej mierze wypowiadał się o komiksie lekceważąco.

W efekcie Azyl zajmuje dziwną pozycję w dziejach komiksu głównego nurtu – jest arcydziełem, ale z gwiazdką. Trafia na liczne zestawienia top 10 i zazwyczaj wymieniany jest pośród najważniejszych opowieści DC, ale jednocześnie niekiedy trudno znaleźć kogoś, kto wypowiadałby się o nim z dużym entuzjazmem. Najwyraźniej jednak nie zamierza zniknąć w odmętach dziejów.

M. Ch.: Tak, na szczęście dla kolejnych pokoleń czytelników, jak mniemam. Wspomniałeś już o negatywnej recepcji i wyjątkowości komiksu. Ale powiedz jeszcze coś na temat tego, jak Ty, Greg Carpenter, interpretujesz ten komiks? O czym on według Ciebie jest?

41bkryJDQwL._SX305_BO1,204,203,200_G. C.: Przypomina mi epokę baroku w sztuce, literaturze i muzyce. Ówczesna sztuka była nieco dzika – rozbudowana, bogato zdobiona, przesadzona, wzbudzająca zachwyt i wyolbrzymiona. W baroku osiągnięto złoty środek między przeciwstawnymi ciągotami renesansu a neoklasycyzmu; artyści baroku rozwinęli energię i kreatywność renesansu, jednocześnie pozostając nieskrępowani zasadami i strukturami, które ograniczały neoklasycystów.

Na podobnej zasadzie Azyl Arkham odnalazł złoty środek w dziejach komiksu. Można go odczytać jako ekstremalną wersję licznych rewizjonistycznych dzieł, które zdefiniowały Erę Współczesną (Modern Age) w dziejach komiksu, a jednocześnie uniknęły ograniczeń i tradycjonalizmu charakterystycznych dla tak zwanej Ery Cudów (Age of Wonder), która nastąpiła później.

Innymi słowy, Azyl Arkham funkcjonuje we własnym bąblu czasowym. Podobnie jak sztuka baroku, jest ekstrawagancki i przesadzony. Słowo „barroco” oznacza „perłę o nieregularnym kształcie” – to na tyle dobry opis Azylu, że lepszego już nie wymyślę. Wszystko, co cechuje to dzieło, powykręcane jest na wszystkie strony. Jako pisarz Grant Morrison miał głowę pełną pomysłów i był zdeterminowany, by wszystkie je upchnąć w jednej książce, niezależnie od tego, czy była to ikonografia religijna, tarot, narracje grozy, tożsamość seksualna, aluzje literackie czy filozoficzne wykładnie realności lub szaleństwa. Z drugiej strony, Dave McKean, któremu DC przypisało projekt, nie był specjalnie zainteresowany superbohaterami i zrezygnował z wielu konwencjonalnych elementów historii, odrzucając postać Robina, odmawiając narysowania Bruce’a Wayne’a i zniekształcając spójność wizerunku Batmana na przestrzeni całej powieści. Ich współpraca sprowokowała dziwną sytuację ciągłego przeciągania liny. Jednak mimo to w niektórych scenach, jak choćby w tej, w której Batman przymuszony jest do badania testem Rorschacha, Morrison i McKean współpracują ze sobą perfekcyjnie, tworząc jedną z najlepiej udramatyzowanych scen z udziałem obu postaci.

Tym, co łączyło twórców, musiało być więc stworzenie czegoś wykraczającego poza prostą konfrontację Batman versus Joker. Dzięki temu, że Morrison wrzucał w fabułę tyle rozproszonych pomysłów, McKean mógł koncentrować się na rzeczach pozornie oderwanych od mythosu Batmana, eksperymentując z układem strony, tempem narracji i ikonografią. W ten oto sposób powstał komiks o ikoniczności, rytuałach, przeznaczeniu, rzeczywistości i religii.

Może jestem w mniejszości, ale spośród wszystkich opowieści o Batmanie z tamtego okresu to właśnie Azyl uważam za najbardziej fascynującą i zarazem taką, która zestarzała się w najmniejszym stopniu.

M. Ch.: Jestem pewien, że znajdziemy jeszcze wiele osób podzielających Twoją opinię o nieprzemijającej aktualności Azylu Arkham! Dziękuję, za podzielenie się z nami kilkoma refleksjami na temat dzieła Morrisona i McKeana.

Z angielskiego przełożył Krzysztof Kietzman.

 

[1] Greg Carpenter jest pisarzem, nauczycielem i pochłaniaczem kawy na odwyku. Jest autorem książki The British Invasion: Alan Moore, Neil Gaiman, Grant Morrison, and the Invention of the Modern Comic Book Writer. Od niemal dwóch lat pisze cotygodniowy felieton dla publikacji Sequart, a ponadto pisał dla serwisów RogerEbert.com i PopMatters. Opublikował eseje o pisarzach i artystach związanych z sztuką komiksu, w tym o Moore’u, Gaimanie, Morrisonie, Jerrym Robinsonie, Auguście Wilsonie i Tennessee Williamsie, a także prowadził szereg zajęć, w tym zajęcia o komiksie, Szekspirze, współczesnej literaturze amerykańskiej i scenopisarstwie. Obecnie naucza na uniwersytecie w Nashville.

[2] Informacje w nawiasach pochodzą od redakcji „Creatio Fantastica”.

Cytowanie: Trzydziestolecie „Azylu Arkham: Poważnego domu na poważnej ziemi”. Z Gregiem Carpenterem rozmawia Michał Chudoliński, „Creatio Fantastica”, nr 2019, nr 1 (60).