Maciej Tomczak – Obcy – decydujące starcie

Głodne Słońce. Ołtarz i KrewRecenzja książki: Wojciech Zembaty, Głodne słońce: Ołtarz i Krew, Warszawa: Powergraph 2019, ISBN: 978-83-64384-66-0, ss. 656.

Pisarz ma wiele okazji do zepsucia efektów swojej pracy. Może na przykład w nieskończoność rozwlekać niezłą opowieść, czyniąc to pod wpływem nacisków czytelników lub wydawcy albo też z własnej chęci zysku. Analogicznie ma się sprawa z nieustannym przywoływaniem wykreowanego bohatera i umieszczaniem go w nowych historiach. Współczesną, nierzadką bolączką twórców jest popadanie w pozbawiony uzasadnienia brutalizm, którym charakteryzują się na równi protagoniści i antagoniści. Inną kwestią jest nagromadzenie wielu mniej lub bardziej nagłych zwrotów akcji, przez co zarówno postacie, jak i fabuła tracą na spójności, a przede wszystkim wiarygodności. I w tej ostatniej kategorii należy niestety umieścić Wojciecha Zembatego i jego drugi tom Głodnego słońca.

Konflikt między Odrodzonym Przymierzem a Tlaszkalą eskaluje. Cesarz Quintazin osiąga swój cel, przełamując dotychczasowy porządek oraz tradycję religijną, i ponownie gromadzi armię, by wyruszyć na wojnę. Nie waha się przy tym przed podjęciem nawet najradykalniejszych decyzji i zawarciem sojuszu z mrocznymi siłami. W tym samym czasie ciągle niezdarny Tennok i podniesiony do godności elitarnego żołnierza Haran wyruszają w rodzinne strony. Ta podróż znacząco wpłynie nie tylko na łączącą ich specyficzną przyjaźń, lecz również odmieni ich podejście do rzeczywistości. A to dopiero początek przygody, która zabierze czytelnika w nieco szaloną podróż przez różne rejony alternatywnej wersji Ameryki Południowej.

O ile pierwszy tom dylogii można było uznać za quazi-historyczny bowiem chociaż była to historia alternatywna, to oparta na mocnych fundamentach o tyle druga część to już zdecydowanie fantastyka, w której pojawia się wiele klasycznych elementów. Mamy zatem niezwyciężonych herosów, wiedźmy i ich magiczne stwory wywodzące się z innych wymiarów, nieznane gatunki rozumnych istot czy wreszcie walkę (w tym jedną finałową, poprowadzoną w kilku równoległych wątkach), jaką toczą bohaterowie, by uratować świat przed złem i zagładą.

Zgodnie z popularnym powiedzeniem, historia lubi się powtarzać. Co jednak sprawdza się w życiu, niekoniecznie równie dobre efekty przynosi w literaturze. Początek Ołtarza i Krwi w dużym stopniu przypomina Dymiące zwierciadło, bowiem tłem dla wydarzeń jest najpierw przygotowanie do wyprawy wojennej, a później sama walka tocząca się w labiryncie broniącym dostępu do Tlaszkali. Można powiedzieć, że ta część opowieści pozostaje niejako nieistotna, ponieważ w dużym stopniu powiela wcześniejsze wydarzenia. Z kolei później zostają przedstawione wynikające z toczonych działań wojennych konsekwencje; zaskakująco niewielkie dla sytuacji Odrodzonego Przymierza. W związku z tym narracja pozostaje skupiona niemal wyłącznie na pierwszoplanowych postaciach, spośród których najważniejszy okazuje się Haran. Nie chodzi zatem dokładnie o wtórność fabuły, lecz raczej o zupełnie inne rozłożenie ciężaru między poszczególnymi wątkami.

Niestety, o ile wcześniej trójka protagonistów wydawała się intrygująca, o tyle teraz dwóch raczej razi swoim stuporem, a ostatni wręcz przeciwnie – nieustannym parciem do działania. Quintazin przestaje jawić się jako sprawny polityk i sięgający wzrokiem daleko w przyszłość wizjoner. Jego domeną nie jest zerwanie ze skostniałą tradycją religijną, krępującą postęp technologiczny i społeczny, lecz utrzymanie władzy i podbój innych państw. Można odnieść wrażenie, że jego postać przestaje rozwijać się, gdy w pierwszym tomie Głodnego słońca sięga po upragnioną broń palną. Później tylko upaja się osiągniętą dominacją, knując równocześnie plan pozbycia się zewnętrznych i zwłaszcza wewnętrznych przeciwników. Tennok, niechętny wojennej zawierusze, nieustannie poniżany przez los i swojego ojca, a tym samym pozbawiony odpowiedniej motywacji do normalnego funkcjonowania, oddaje się swojej ulubionej czynności, czyli ukrywaniu się przed światem i studiowaniu ksiąg.

Na ich tle wyróżnia się Haran. Nie tylko swoją tężyzną i umiejętnościami walki, lecz także doświadczeniami. W fabule Ołtarza i Krwi wielokrotnie dochodzi do mniej lub bardziej spektakularnego przeobrażenia się Harana, niekiedy dość irracjonalnego. Zmiana osobowości protagonisty jest uzasadniona jego spotkaniem z rodziną oraz dawnym mentorem, lecz nie do końca tłumaczy raptowne odwrócenie się od towarzyszy broni. Inną wątpliwość wzbudza liczba sytuacji, z których Haranowi udaje się ujść z życiem. Raz to może być przypadek lub kwestia umiejętności, dwa to jeszcze szczęście, lecz więcej tego typu krańcowych przypadków powoduje, że losy postaci tracą na wiarygodności.

Warto jeszcze dodać, że chociaż Wojciech Zembaty wprowadza do historii dwie silne bohaterki, królową Tlaszkali Leyre oraz Cintali, obie nie tylko piękne, lecz również inteligentne i przebiegłe, to ich losy stają się równie nijakie. Zwłaszcza interesująca Cintali, ze swoją nietypową przeszłością i bojowym charakterem, w pewnym momencie staje się po prostu jednym z narzędzi autora, mającym poprowadzić fabułę zgodnie z jego oczekiwaniami, a później usunąć się w cień. Co się tyczy Leyre, ta, gotowa poświęcić swoje osobiste szczęście i ukochanego w imię dobra poddanych, nagle przeobraża się ze sprawnego i nieco bezwzględnego polityka w nieporadną kobietę, spotykaną raczej na łamach pulpowych czasopism.

Bez wątpienia najbardziej rozczarowuje zakończenie powieści. Po spektakularnej walce następuje nagłe „wyciszenie” akcji. Szybko i sprawnie zostaje zaprowadzony porządek. To jest nawet nie tyle niemożliwe, co po prostu absurdalne, chyba że potraktować mocarstwo, jakim jawiło się Odrodzone Przymierze, jako kolosa na glinianych nogach. Z jednej strony, Zembaty zamyka wszystkie wątki powieści, wyjaśniając kryjące się za nimi ewentualne tajemnice, ale z drugiej, pozostawia losy bohaterów bez równie stosownego wyjaśnienia. Niemal wszystkie historie wydają się po prostu urywać, a nikt – może poza Haranem – nie ponosi konsekwencji swoich czynów.

Dymiące zwierciadło było lekturą odświeżającą podejście do fantastyki historycznej. Egzotyczne miejsce akcji oraz interesujące, chociaż niekoniecznie wyjątkowo oryginalne zawiązanie akcji sprawiło, że otwarcie Głodnego słońca czytało się niemal z wypiekami na twarzy, śledząc poczynania trójki odmiennych, lecz równie ciekawych postaci. Ołtarz i Krew nie miał szans powtórzyć tego zaskoczenia, lecz mógł nadal przekonać do siebie dalszym poprowadzeniem fabuły, a zwłaszcza rozwiązaniem wszystkich problemów stojących przed protagonistami. Coś jednak poszło nie tak; można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że właściwie to wszystko. Nadal jest bardzo dobra i godna polecenia książka, wyróżniająca się na tle nie tylko rodzimych, lecz również zagranicznych utworów. Nie sprostała jednak oczekiwaniom, jakie można było z nią wiązać.

Maciej Tomczak, Obcy – decydujące starcie, „Creatio Fantastica” 2019, nr 1 (60).

Reklamy