Allohistorie i kontrfaktyczności

Allohistories and Counterfactuals

Susan Johnston (University of Regina), orcid_16x16 Karen Hellekson (Independent), orcid_16x16 Natalia Lemann (Uniwersytet Łódzki), orcid_16x16 Gavriel D. Rosenfeld (Fairfield University), orcid_16x16 Krzysztof M. Maj (AGH University of Science and Technology), orcid_16x16 Magdalena Wąsowicz (Uniwersytet Jagielloński)

Abstract

The discussion provides a theoretical framework for studying alternate histories, understood both as a literary genre, and as a cognitive mental model for representing the counterfactual past. Simultaneously, it addressess many questions regarding the genre of so-called historical fantasy, both from historical and literary studies standpoint. The conversation comprises statements delivered by Karen Hellekson (independent), notable expert in fan studies, author of The Alternate History: Refiguring Historical Time (2001), Susan Johnston (University of Regina), specialist in fantasy studies, co-editor of Mastering the Game of Thrones: Essays on A Song of Ice and Fire (2015), Gavriel Rosenfeld (Fairfield University), the most prominent expert in the field of counterfactual history studies, author of The World Hitler Never Made: Alternate History and the Memory of Nazism (2005), and Natalia Lemann (University of Łódź), leading Polish theorist of alternate history genre and counterfactuality, author of Historie alternatywne i steampunk w literaturze [Alternate Histories and Steampunk in Literature] (2019). The researchers are joined, as it has become customary at „Creatio Fantastica”, by the journal editors—Krzysztof M. Maj (AGH University of Science and Technology in Kraków) and Magdalena Wąsowicz (Jagiellonian University).

Keywords: allohistory, alternate history, uchronia, counterfactuality, historical fantasy

Full text (*.pdf)

Indexing

Susan Johnston, Karen Hellekson, Natalia Lemann, Gavriel Rosenfeld, Magdalena Wąsowicz, Allohistorie i kontrfaktyczności, „Creatio Fantastica 2019, vol. 60, no. 1, ss. 199–212, DOI: 10.5281/zenodo.3597832

88x31 DOI

Krzysztof M. Maj: Można argumentować, że istnieją dwa sposoby budowania wyobrażonych światów: poprzez ekstrapolację i retropolację. Ekstrapolacja od dawna kojarzona jest z narracjami należącymi do science fiction, podczas gdy retropolacja pozostaje zjawiskiem rzadziej dyskutowanym. W tym numerze chcielibyśmy zastanowić się nad funkcją historii i sposobami jej przedstawiania w fantastyce. Jak rozumieć rolę śladów autentycznej przeszłości w kreacji fantastycznych uniwersów Tolkiena, Martina czy Sapkowskiego? Czy zasadne jest podążanie śladami Haydena White’a i postrzeganie narracji fantastycznych w kategorii kolejnego metahistorycznego spojrzenia na minione czasy?

Magdalena Wąsowicz: Uważam, że każdą dyskusję o kulturze warto rozpocząć od zdefiniowania omawianych zjawisk – to to szczególnie ważne w przypadku literatury fantasy i science fiction, ze względu na mnogość definicji i nieporozumień narosłych wokół tych gatunków.  Ponieważ tematem niniejszego numeru „Creatio Fantastica” jest fantastyka historyczna, chciałabym zapytać, w jaki sposób ją definiujecie. Czy możemy wyróżnić jakieś podgatunki fantastyki historycznej?

Karen Hellekson: Zastanawiając się nad gatunkiem fantastyki historycznej, przychodzi mi na myśl literatura fantasy osadzona w świecie inspirowanym średniowieczem. Nie ma w nim zaawansowanych technologii, podróżowanie opiera się na powolnym transporcie (np. za pomocą koni czy statków), a do typowych postaci możemy zaliczyć  królowe, księżniczki, bardów, wojowników i zwykłych poddanych. Świat ten, choć spójny, nie skupia się na analizie historycznego momentu, do którego się odnosi. Zamiast tego fantastyka historycznawykorzystuje atrybuty typowe dla czasów, do których się odnosi, na pierwszy plan wysuwając bohaterów i ich działania. Epoka jest tu tłem, a nie przedmiotem refleksji. Realia historyczne są więc kwestią poboczną, ważniejszy okazuje się klimat przywoływanej przeszłości, nadający kreowanemu światu egzotyczny rys. Celem jest tu pokreślenie niezwykłości fantastycznego uniwersum, nie zaś analiza historycznego momentu.

Susan Johnston: Według mnie fantastyka historyczna odnosi się do historii w sposób bardziej konkretny niż wiele powieści post-Tolkienowskich, dla których charakterystyczny jest niczym nieskrępowany mediewalizm, mający sprawić wrażenie, że rzecz dzieje się „dawno, dawno temu”. Myślę tu o Susannie Clarke, odwołującej się do wojen napoleońskich w Jonathanie Strange’u i Panu Norrellu czy Guyu Gavrielu Kayu i jego Lwach Al-Rassanu, gdzie  „lwy”, tj. bohaterowie, mają swoje historyczne odpowiedniki. Tak więc, o ile umowna średniowieczność, którą opisuje Karen Hellekson, wywołuje skojarzenia z pewnym momentem historycznym, nie odnosi się ona do konkretnych wydarzeń historycznych, nie odsyła zatem do historii. Fantastykę historyczną rozumiem więc jako narrację, wykorzystującą wydarzenia i postaci historyczne w warstwie fabularnej, a nie jedynie światotwórczej, lub w celu stworzenia tła dla akcji. Fantastyce historycznej bliżej więc do historii alternatywnej i historiograficznej metafikcji niż do fantasy spod znaku Tolkiena czy Patricka Rothfussa.

Natalia Lemann: Zanim odpowiem na pytanie, jak definiuję fantastykę historyczną, chcę zaznaczyć, że moim zdaniem odwoływanie się do historii jest jednym z najważniejszych elementów literatury fantasy. Cykl Andrzeja Sapkowskiego o Wiedźminie Geralcie i Ciri, osadzony w wykreowanym na potrzeby powieściowe fantastycznym uniwersum (secondary world Tolkiena) jest przesycony odwołaniami do historii. Funkcjonalizację historii i mitu arturiańskiego w cyklu Sapkowskiego analizowałam przed laty w swej pracy magisterskiej. Pisarz nasycił cykl aluzjami historycznymi do konkretnych wydarzeń. I tak: rozpoczynający wojnę nilfgaardzki atak w przebraniu na fort Gelvitizingento aluzja do nazistowskiej prowokacji z 31 sierpnia 1939 roku. W Pani Jeziora podczas negocjacji pokojowych król Henselt nie godząc się na proponowane warunki, wykrzyknął w złości „Nigdy!”, co można uznać za echa słynnego manifestu kardynała Stefana Wyszyńskiego z roku 1953, „Non possumus!”. Kiedy czytamy o marionetkowym księstwie Touissant, w którym drużyna Geralta spędziła zimę, trafiamy wprost w objęcia zrealizowanego mitu o średniowiecznym rycerstwie; widzimy świat, który nigdy, jak mówią historycy, nie istniał naprawdę. Kiedy zastanawiamy się, dlaczego Kovir jest taką potęgą finansową, warto zwrócić uwagę na fakt, iż leży on nad kanałami, a podatki płaci się od szerokości frontu domu, dlatego też kovirskie rezydencje mają bardzo wąskie fasady. W królestwie tym zaś płaci się monetą zwaną bizantem. To wszystko powinno nasunąć nam na myśl Serenenissima Republica di Venezia. Kiedy w szkole wojskowej w Nilfgaardzie odbywa się lekcja dotycząca powodów przegranej przez cesarstwo wojny, pojawia się wykład dotyczący zdrady, „ciosu nożem w plecy”, co jest z kolei czytelną aluzją do szerzonych w III Rzeszy poglądów na temat przegranej przez Niemcy I wojny światowej i ustanowienia ładu wersalskiego. W ostatnim tomie, już po zakończeniu wojny, Geralt i Jennefer trafiają w sam środek pogromu krasnoludów i innych „nieludzi”. Każdemu wykształconemu Polakowi powinno to nasunąć na myśl pogrom kielecki z 1947 roku. W którymś momencie czarodziej Vilgefortz stawia pytanie, „kto podejmie się ostatecznego rozwiązania kwestii wiedźmińskiej?” Aluzja do Endlösung der Judenfrage jest oczywista – nawet dla czytelników niespecjalnie zainteresowanych historią.

Również George R. R. Martin wypełnił swój wtórny świat nawiązaniami do historii i geografii politycznej naszego świata.  Złożone z siedmiu królestw Westeros można postrzegać jako inwariant systemu heptarchii we wczesnej, średniowiecznej Anglii, bądź też uznać Westeros za metaforyczną, nieco rozszerzoną mapę ówczesnej Oikumene. King`s Landing jest tak trudne do zdobycia, ponieważ leży na cyplu otoczonym morzami, zaś przez zatokę przeciągnięty został gigantyczny żelazny łańcuch, broniący wrogim statkom dostępu do portu. Tak było w Konstantynopolu, stolicy Bizancjum. Jeśli zaś pamiętamy o wyrafinowanym ceremoniale dworskim, intrygach, zbrodniach, pozycji eunuchów w King`s Landing, porównanie ze stolicą Bizancjum nie wydaje się przesadzone. W Essos i innych niewolniczych miastach bez trudu rozpoznamy ślady państw Maghrebu i Mauretanii. Kiedy szukamy odpowiednika historycznego Muru, broniącego Westeros przed dzikimi ludźmi i Innymi, trafiamy na wybudowane przez cesarzy rzymskich mury (Hadriana i Antonina) w dzisiejszej Szkocji, stanowiące naturalną zaporę przed agresją „dzikich” Piktów.

Sagi o wiedźminie Sapkowskiego i cyklu Pieśni Lodu i Ognia Martina nie nazwiemy fantastyką historyczną, ponieważ nie są one osadzone w czasach historycznych, weryfikowalnych wydarzeniami z realnie dokonanej przeszłości naszego świata. A jednak obaj pisarze suto korzystają z aluzji historycznych, bo to one pozwalają czytelnikowi nieco „oswoić” obcy, wtórny świat, a tym samym lepiej go zrozumieć. Można powiedzieć, że takie „wycieczki” historyczne, biorąc na siebie część ciężaru związanego z re-kreacją świata przedstawionego, przez oswojenie obcości pogłębiają u odbiorców immersję. Owszem, jest to również element wielopoziomowej intertekstualnej gry z czytelnikiem, ale jej zasadniczy cel to światostwórstwo.

Czym innym jest więc historyczna fantastyka, czyli taki podtyp literatury fantasy, który osadzony zostaje w konkretnych, rozpoznawalnych realiach historycznych, wzbogaconych jedynie o elementy (dozowane z rozmaitą mocą i intensywnością) magii i udziału gatunków o proweniencji fantastycznej. Przykładem tego typu literatury niechaj będą cykl husycki Andrzeja Sapkowskiego (Narrenturm, Boży bojownicy, Lux perpetua) oraz cykl Witolda Jabłońskiego Gwiazda Lucyfer, Gwiazda Wenus (Uczeń czarnoksiężnika, Metamorfozy, Ogród miłości, Trupi korowód). Oba cykle analizowałam w swej książce poświęconej czynnikowi epickiej historiografii. Sapkowski wziął na warsztat czasy wojen husyckich, zaś Jabłoński pisał o magu Witelonie i jego interwencji w historię Polski i Europy w trakcie trwania w Polsce rozbicia dzielnicowego. Opisał m.in. bitwę legnicką z Tatarami, zdobycie korony przez Henryka Probusa. Obaj doskonale znają okres historyczny, o którym piszą. Znają go tak dalece, że w cyklu Sapkowskiego pojawiają się cytaty z napisanej przez czeskiego historyka biografii Przemka Opawskiego, zaś Jabłoński fabularyzuje niektóre źródła historyczne (czasem powielając utrwalone w nich błędy) i przepisuje fragmenty monografii historycznych poświęconych wybranym aspektem re-kreowanego przez niego fantastycznie czasu. Z obu cykli zainteresowany czytelnik wyniesie mnóstwo przydatnych wiadomości, a co więcej będzie miał wrażenie, że obcuje z powieścią historyczną wzbogaconą o elementy fantastyczne. Podobny tryb lektury pojawia się podczas lektury dzieł Elżbiety Cherezińskiej  (chociażby cykl Odrodzone Królestwo czy dylogia Harda, przypominająca postać Świętosławy, Sygridy Storady, siostry Bolesława Chrobrego, która była królową Danii, Norwegii, Szwecji i, jako matka Kanuta, Anglii). Fantastyka historyczna łączy więc faktograficzny i dokumentarny wymóg powieści historycznej z żywiołową imaginacją fantastyki. Co ciekawe, jej autorzy rekonstruują opisywaną epokę z niebywałą pieczołowitością, dozując „zastrzyki” fantastyki nader skromnie, a to dlatego, by nie zaburzyć warstwy historycznej. To historia bowiem jest żywiołem dominującym, gwarantującym czytelniczą immersję i wiarygodność dzieła. Pisarze dążą do stanu, w którym zaznajomiony z historią czytelnik zada sobie pytanie „a może było właśnie tak?, może źródła o opisywanych tutaj rzeczach milczą?”.

Inaczej dzieje się oczywiście w przypadku historii alternatywnych, osobnego gatunku w fantastyce historycznej. Historie alternatywne budują zmienione scenariusze wydarzeń, które potoczyły się inaczej niż to, co znamy. I tutaj jednak pisarz musi mieć znakomitą orientację w tkance materii historycznej, którą poddaje alternatywizacji.

Magdalena Wąsowicz: Jak w tym kontekście usytuować narrację o podróżach w czasie? Czy możemy postrzegać ją jako podgatunek, czy raczej jako motyw, czy też zabieg narracyjny?

Karen Hellekson: Postrzegam podróż w czasie jako zabieg narracyjny, który wyposaża bohaterów zarówno w  dodatkową wiedzę o odwiedzanym – często mniej rozwiniętym – świecie, jak i pewną władzę nad nim. Współczesny poszukiwacz przygód w rzeczywistości przypominającej średniowiecze posiadałby wiedzę dotyczącą koncepcji niewyobrażalnych dla mieszkańców ówczesnego świata. Analogicznie, podróżniczka z przyszłości do naszego współczesnego świata mogłaby wykorzystać swoją wiedzę o tym, co dla niej stanowi już przeszłość do manipulowania ludźmi i wydarzeniami. W tego typu narracjach owa wiedza może więc stanowić punkt odniesienia dla czytelnika. Czy sympatyzujemy z osobą podróżującą w czasie do epoki średniowiecza, czy raczej solidaryzujemy się z mieszkańcami naszego świata, kiedy odwiedza nas ktoś z przyszłości?

Susan Johnston: To prawda, zgadzam się z Karen Hellekson, przy czym rozdźwięk pomiędzy wyrafinowaniem osoby podróżującej i stosunkową prostotą świata wtórnego (secondary world) nadaje narracjom o podróżach w czasie dużą moc. Jednocześnie przypominają one fantasy typu portal-quest, gdyż czytelnik, podobnie jak podróżnik w czasie zakorzeniony w przyszłości, wkraczając do fantastycznego świata przypomina „prostaczka za granicą”[1], zdoywającego wraz z bohaterem wiedzę o nowej rzeczywistości[2]. Strukturalnie, opowieść o podróży w czasie ma wiele wspólnego z Lwem, czarownicą i starą szafą, tyle że w tym pierwszym przypadku bohater i czytelnik, w przeciwieństwie do Lucy, odbierają uniezwyklony świat z perspektywy osoby, która jest w nim jednocześnie bywalcem i debiutantem.

Natalia Lemann: Sądzę, że powieści operujące motywem podróży w czasie nie są osobnym gatunkiem. Przynależą one do gatunku historii alternatywnych i stanowią efekt marzenia o tym, by dotknąć tego, co na zawsze pozostaje dla nas w jakimś sensie tajemnicą: przeszłości. Są również rezultatem odwiecznego marzenia o tym, by naprawić historię, pchnąć ją na tory, które wydają nam się lepsze, uniknąć katastrof i zapaści. Przynależą więc, jak wspomniałam,do historii alternatywnych, albowiem, jak doskonale wiemy od czasu sformułowania teorii nieoznaczoności Heisenberga– nie da się obserwować/badać systemu czy zjawiska bez zaburzenia jego homeostazy. Co ciekawe, historie o podróżach w czasie dowodzą również tego, o czym mówili historycy-narratywiści (Frank Ankersmit, Dominick LaCapra, Hayden White i in.). Wszelkie próby poznania przeszłości, próby jej naukowej rekonstrukcji są skażone błędem konstruktywizmu. Dopiero „podróż w czasie” umożliwiłaby poznanie „jak było naprawdę” (Leopold von Ranke). Biorąc jednak pod uwagę moją wcześniejszą uwagę na temat roli obserwatora w eksperymencie, każda taka wyprawa musiałaby jakoś przekształcić przeszłość. Zatem powieści o podróży w czasie są wyrazem dotknięcia niemożliwego…

Krzysztof M. Maj:  Mając wśród rozmówców Gavriela Rosenfelda, trudno powstrzymać się przed zadaniem pozornie uproszczonego pytania: czym właściwie jest allohistoria? Czy można rozumieć ją jako fikcyjną historię allotopii, czyli wyimaginowanego świata? Czy raczej należy ją postrzegać jako swoistą technikę tworzenia fabuły kontrfaktycznej, jak czytamy w The World Hitler Never Made?

Karen Hellekson:  Te dwa pojęcia wydają się tożsame. Uderzająca ilość alternatywnych historii, w których „Hitler zwycięża” (jak również alternatywnych historii dotyczących wojny secesyjnej, przy czym, zauważmy, że z jakichś powodów I wojna światowa jest mniej popularna) wskazuje, że narracje wojenne, szczególnie te o wojnach dobrze znanych i rozumianych, służą rozważaniom dotyczącym kwestii przyczynowości i sprawczości jednostki. Narracja kontrfaktyczna wymaga stworzenia kontrfaktycznego świata – świata, w którym np. dana bitwa potoczyła się inaczej. Świat konstruowany jest więc poprzez narrację. Utwory dotyczące II wojny światowej i wojny secesyjnej charakteryzują się czymś, co określam mianem „fetyszyzmu pola bitwy”, ze względu na to, że wielu autorów koncentruje się na konkretnych momentach bitew. Teksty te to nie tyle historie alternatywne, co narracje pola bitwy; nie podnoszą kwestii następstw zmienionej potyczki, lecz dotyczą wyborów pod wpływem chwili, ogniskując uwagę na decyzjach podejmowanych przez generałów w ferworze (zmienionego) momentu. Można powiedzieć, że epoka przywoływana w tych utworach styka się z rzeczywistością owych czasów. Jednak, pomimo że teksty opierające się na fetyszyzmie pola bitwy oddają atmosferę historycznej (dla nas) potyczki, świat, który jest skutkiem alternatywnej dezyji jest zawsze światem kontrfaktycznym, nawet wówczas, gdy autor nie zmienia perspektywy, by ukazać nam długoterminowe reperkusje. Radość z historii alternatywnej jako gatunku wynika z faktu, że zawsze tworzy ona świat wyimaginowany, na który nakłada się świat rzeczywisty, co jest efektem wysiłków autora w celu zapewnienia wiarygodności i co może czasem utrudniać dostrzeżenie punktów rozejścia się tych światów.

Natalia Lemann: Allohistorie, historie alternatywne są osobnym gatunkiem, bazującym na twórczym rozwinięciu tezy o tym, że pewne znane wydarzenia potoczyły się inaczej niż w rzeczywistości. Oczywiście, odmienna historia konkretnych bitew czy losów postaci historycznych jest efektem wiary w tzw. teorię wielkiego człowieka w historii. Ważniejsze jest jednak moim zdaniem udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy dzieje są ściśle zdeterminowane, czy też podlegają pewnym dyskretnym fluktuacjom, które można byłoby kolokwialnie określić mianem przypadku? Zaburzenie ścisłego determinizmu historycznego (musiało być tak, jak się stało) eksponuje rolę nie tylko wielkiego człowieka w historii, ale i szerszych procesów kulturowo-gospodarczo-społeczno-religijnych. Konkretna jednostka okazuje się sprawcą historii, ale zawsze pozostaje uwarunkowana kulturowo; to element pewnego systemu. Podejmując zmieniającą jej pojedynczą historię i zarazem świat decyzję jest aktywna w tym zakresie, że wykazuje sprawczość, polegającą na przekroczeniu zastanego, determinującego ją systemu. Przekracza w ten sposób swoje uwarunkowanie kulturowe, wychodzi poza habitus, dowodząc „wolnej woli”. Gros historii alternatywnych nie mówi jednak o efektach prostej, zaplanowanej decyzji sprawczej jednostki, bo zmianę lokuje poza nią: w habitusie właśnie. Posługując się terminologią Turnera, zmiana wychodzi nie ze struktury, a z communitas i jest efektem rozwibrowania niestabilnego, opierającego się zmianie systemu. Można więc powiedzieć, że sprawczość człowieka konkuruje tutaj z teoriami Annalistów dotyczącymi Mentalitè oraz ogromnych, podskórnych cykli gospodarczo-społecznych. Szczególnie istotny wydaje mi się też podtyp historii alternatywnych, który lokuje impuls do zmian dziejów poza ludzką sprawczością – w fizyce. Gros powieści operuje tematem wpływu klimatu, natury rzeczywistości czy interwencji czynników metafizycznych. W powieści Jacka Dukaja Lód kształt zamrożonej historii to efekt upadku meteorytu tunguskiego i działania zimnych pierwiastków oraz Lutych – nazwijmy ich „aniołami Lodu”. Autor pyta o kategorie determinizmu i prawdy, operując dokonaniami Tadeusza Kotarbińskiego, przedstawiciela lwowskiej szkoły filozofii analitycznej. Filozofia analityczna wychodzi poza arystotlesowski koncept totalnej rozłączności kategorii prawdy i fałszu, przeciwstawiając logice dwuwartościowej logikę trójwartościową, podobną do stosowanej w projektowaniu świata gier komputerowych tzw. fizyki rozmytej. Maciej Parowski inny przebieg II wojny światowej widzi w rzęsistych deszczach, które spadły na Polskę we wrześniu i unieruchomiły zmechanizowaną armię niemiecką. Pytanie jednak, czy owe deszcze to kaprys losu czy może efekt „wstawiennictwa” jasnowidza Ossowieckiego? W powieściach Marcina Wolskiego dłuższe życie marszałka Piłsudskiego to rezultat modlitw ojca Pio. Kto zatem steruje historią: człowiek czy coś od niego większego? W Lodzie Dukaj proponuje widzieć w osobie Benedykta Gierosławskiego figurę nadczłowieka historii; umie on bowiem sterować historią odpowiednio dozując, pochocądze z meteorytu tunguskiego, zimne pierwiastki. A jednak nawet nadczłowiek Gierosławski, zaczerpnięta z filozofii Nikołaja Fiodorowa figura Bogo-człowieka, musi w zakończeniu powieści ugiąć się pod „koniecznością dziejową”, zobrazowaną w zdaniu: „Historja podchodziła nas coraz bliżej, w ciemności łomotały na bruku buty Rewolucji, pękało pod kolbami drewno, pryskało szkło”. Najistotniejszym pytaniem stawianym w historiach alternatywnych wydaje mi się właśnie pytanie o sprawczość człowieka w historii i zarazem jej ograniczenia.

Magdalena Wąsowicz: Przyjrzyjmy się bliżej historii alternatywnej. Gatunek ten często określa się mianem uchronii. Czy terminy te są synonimiczne? Jeśli nie, czym się różnią? A jeśli tak, czym uzasadnić stosowanie obu określeń do opisu jednego gatunku?

Karen Hellekson: W języku angielskim „uchronia” i „historia alternatywna” są stosowane wymiennie. Jednak gdy termin „uchronia” ukuto w języku francuskim, oznaczał on połączenie historii alternatywnej z utopią. Znaczenie to nigdy nie przedostało się do języka angielskiego. Nie przeszkadza mi wymienne stosowanie pojęć „historia alternatywna”, „allohistoria” „historia kontrfaktyczna” i „uchronia”. Wymienność ta nie wymaga specjalnych wyjaśnień; są to prostu synonimy, stosowane przez autorów w celu urozmaicenia terminologii.

Gavriel Rosenfeld: Osobiście postrzegam „allohistorię”, „uchronię” i „historię alternatywnę” za terminy synonimiczne, odnoszące się do fikcyjnych narracji kontrfaktycznych. Uważam, że różnią się one od bardziej analitycznego myślenia w kategorii „co by było, gdyby”, charakterystycznego dla literatury spod znaku non-fiction (zwłaszcza książek historycznych). Obie kategorie sytuuję wprawdzie w obrębie szerszego pola „historii kontrfaktycznej”, jednak na ogół używam terminu non-fiction  w odniesieniu do literatury faktu. Natomiast mianem „historii alternatywnej” określam fikcję literacką Oczywiście, granica między „fikcją literacką” i „literaturą faktu” może się zacierać w odniesieniu do kontrfaktyczności – książki historyczne bowiem, dotyczące nieweryfikowalnego empirycznie „gdybania”, skłaniają się w kierunku fikcji, podczas gdy odnosząca się do prawdziwych wydarzeń fikcja literacka podąża w kierunku literatury faktu.

Natalia Lemann: Podobnie jak moi przedmówcy uznaję te terminy za synonimiczne, ze świadomością różnic francuskiej uchronii i anglosaskiego alternative history. Niemcy proponują z kolei nazwę Parahistorische Roman. Gdybym jednak miała pochylić się nad źródłosłowem terminu „uchronia”, chętnie widziałabym go jako inwariant utopii w znaczeniu, jakie genialnym kalamburem nadał mu Tomasz Morus. Utopia to miejsce zarówno dobre (gr. eu-), jak i nierealne (gr. ou-). Kalambur Morusa łączy te dwa sensy poprzez fonetykę i wymowę. Uchronię widziałabym wtedy jako przedstawienie scenariuszy „uleczonej”, „polepszonej” w stosunku do rzeczywistej historii; materię wywiedzioną ze zrealizowanych marzeń o lepszym świecie, z wplecioną jednak w tkankę powieściową ironiczną sugestią, że jest to świat przeszłości jednocześnie piękny i niemożliwy do zrealizowania. Uchronie byłyby więc ironicznie świadomą odmianą historii alternatywnej, zgodnie z tropologią Haydena White’a, postrzegającą ironię jako trop najwyższy, bo samoświadomy. Za modelowy przykład tak rozumianej uchronii uznaję Chwałę Cesarstwa Jeana d’Ormessona.

Magdalena Wąsowicz: W trakcie rozmów o historii alternatywnej, często spotykam badaczy, uznających „historię alternatywną” za kolejne określenie „fantastyki historycznej”. Z ich punktu widzenia Władca Pierścieni Tolkiena czy Wiedźmin Sapkowskiego przynależą do historii alternatywnej, ponieważ osadzone są w fikcyjnych (tj. alternatywnych) światach, które w jakiś sposób przypominają świat rzeczywisty. Jak zatem odróżnić fantastykę historyczną od historii alternatywnej? Czy potrafimy wskazać cechy lub motywy odróżniające jeden gatunek od drugiego?

Karen Hellekson: Z pewnością fantastyka historyczna wykorzystuje atrybuty niesprecyzowanej przeszłości (średniowiecza? innej epoki, na przykład czasów Rewolucji Rosyjskiej?). Jednak podążając tym tokiem rozumowania, można by również argumentować, że cała literatura (również ta niegatunkowa) osadzona jest w alternatywnej historii, ponieważ opisuje wydarzenia, które tak naprawdę nie miały miejsca w świecie rzeczywistym (przeszłym lub teraźniejszym). Oczywiście nie jest to pomocne. Historie alternatywne wykorzystują rozbieżność z określonym momentem historycznym w celu zajęcia się naturą przyczynowości. Przyglądając się temu momentowi w danym tekście, możemy poczynić rozróżnienie pomiędzy fantastyką historyczną a historią alternatywną.

Gavriel Rosenfeld:  Ponieważ Władca Pierścieni Tolkiena nie odnosi się do prawdziwych wydarzeń (robi to tylko alegorycznie), tekst ten wyraźnie przynależy do gatunku fantasy, choć tworzy pewną ukierunkowaną na przeszłość aurę „historyczną”. Jednak historia, do której się odwołuje, ma charakter pozaziemski, a więc całkowicie różni się od historii alternatywnej, odnoszącej się z definicji do „prawdziwych” wydarzeń w naszym świecie. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku Wiedźmina – osadzony on został na bezimiennym kontynencie, zawiera elfy, krasnoludy itp., należy więc do sfery fantasy, a nie historii alternatywnej.

Susan Johnston: Ryzykujemy tu pomylenie fantasy jako gatunku o własnej strukturze i konwencjach z jedynie zaprojektowaniem  świata wtórnego. Historia alternatywna tworzy świat wtórny (secondary world), to prawda, ale czy zawiera inne elementy, kojarzące nam się z gatunkiem fantasy? Gavriel Rosenfeld ma, jak sądzę, rację, przypominając nam o elfach, krasnoludach i tym podobnych. Literatura fantasy posiada charakterystyczną strukturę i konwencje – to one w zderzeniu z elementami powieści historycznej tworzą narrację, którą nazwałabym fantastyką historyczną. Jednym z kluczowych elementów fantasy jest eukatastrofa (eucatrastrophe). Podkreślając znaczenie subkreacji (subcreation) i świata wtórnego, podkreślamy jednocześnie koncepcję Tolkiena zawartą w O baśniach. Warto więc uznać również rolę eukatastrofy – nieoczekiwanej i niezasłużonej łaski szczęśliwego zakończenia, gdy wszystko wydaje się stracone i zmierza ku nieuniknionej klęsce. Kiedy zakończenie, naznaczone tym, co Tolkien nazwał „radością przejmującą, jak żal [joy poignant as grief]” wchodzi w kontakt z dyskastrofą (dycatastrophe) ludzkiej historii, z tym, co określa on w jednym ze swoich listów „długotrwałym  upadkiem”, otrzymujemy fantastykę historyczną ze wszystkimi związanymi z nią zawiłościami i napięciami.

Krzysztof M. Maj: Dla mnie wzorcowa fantastyka historyczna to powieści Guya Gavriela Kaya (Tigana, Lwy Al-Rassanu, Sarantyńska mozaika, Under Heaven). Pisarz ten nie jest kojarzony z głównym nurtem fantastyki, jednak bez wątpienia wniósł swój wkład w wiele jej podgatunków czy konwencji. Czy zatem uzasadnione jest zaklasyfikowanie jego prozy jako allohistorycznej, jeśli przyjmiemy ogólniejsze rozumienie tego terminu, na przykład to rozwinięte w Streifzüge durch allotopia Wilhelma Fügera, w którym autor pięknie określił allohistorię jako „wieści skądinąd”[3]?

Karen Hellekson: Lubię dzieła Kaya, ale tak naprawdę jedyne, co zrobił, to wybrał jako inspirację dla swoich tekstów momenty historyczne odmienne od zwyczajowego w fantastyce średniowiecza. Z pewnością nie zaklasyfikowałabym jego twórczości jako allohistorycznej. Kay wybrał tylko inne miejsce i epokę, aby uczynić świat przedstawiony egzotycznym – choć niewątpliwie zrobił to błyskotliwie. Allohistoria może być „wieściami skądinąd”, ale Kay nie pisze allohistorii. Nie omawia poszczególnych punktów rozejścia, aby odnieść się do natury przyczynowości czy sprawstwa. Aby zakwalifikować tekst jako historię alternatywną, musi istnieć wyraźny punkt historycznego pęknięcia: szczególny historyczny punkt zborny, który znajduje się jedną nogą w „naszej” historii.

Susan Johnston: Karen Hellekson pięknie wyraża znaczenie allohistorii i zagadnień poruszanych w ramach tego gatunku. Ma ponadto rację, odróżniając te kwestie od zagadnień historycznej fantastyki. W tym kontekście przykład Kaya przywołany przez Krzysztofa Maja jest bardzo pouczający, ponieważ w pracach tego autora widzimy stopniowe odchodzenie od inspirowanego historią świata znanego z Fionovarskiego gobelinu na rzecz powieści głębiej zaangażowanych w wykorzystanie konkretnych postaci i wydarzeń historycznych. Tym samym, książki te stają się z czasem fantastyką historyczną w sensie, w jakim używam tego terminu w swoich pracach, ale już nie historią alternatywną rozumianą jako rozejście, o którym mówi tu Karen Hellekson.

Natalia Lemann: Fantastyka historyczna, jak już wyżej pisałam (Sapkowski, Jabłoński, do pewnego stopnia również Gavriel Kay) igra z naszym pojmowaniem dokonanej przeszłości, zostawiając tkankę dziejów nienaruszoną, ale poszerzoną o niewystępujące realnie elementy magiczne. Historie alternatywne zaś zmieniają przeszłość, tworząc do pewnego stopnia odrębne uniwersa. Oczywiście do momentu POD  (point of divergence) są one tożsame z realnym uniwersum (wyjątkiem odmiana historii alternatywnych operująca chwytem zmienionej fizyki), później zaś ścieżki uniwersum realnego i opisanego w powieści rozchodzą się. W obrębie historii alternatywnych pojawia się również podtyp wykorzystujący chwyt multiwersum. Mamy więc tutaj do czynienia z dwoma, bądź kilkoma światami, które egzystują obok siebie, komunikując się ze sobą w rozmaitych zakresach. Przykładem takiej powieści może być cykl Mroczne materie Philippa Pullmana, gdzie zachodzą na siebie aż trzy uniwersa, z czego jedno (świat Lyry) jest alternatywny historycznie, drugi (świat Willa) okazuje się z kolei naszym uniwersum.

Magdalena Wąsowicz: Fantastyka historyczna, jak już mówiliśmy, wykorzystuje wydarzenia lub motywy historyczne. Czy istnieją postacie lub wydarzenia historyczne, które wydają się być wykorzystywane częściej niż inne?

Karen Hellekson: Wolałabym się nie wypowiadać na temat fantastyki historycznej, ale wiele historii alternatywnych skupia się na II wojnie światowej i amerykańskiej wojnie secesyjnej. Według mnie jest tak dlatego, że obie są dobrze zrozumiane i brały w nich udział fascynujące postacie.

Magdalena Wąsowicz: Jak dowodzi Pan, Profesorze Rosenfeld, w The World Hitler Never Made, historia alternatywna może być analizowana jako przejaw pamięci zbiorowej i zbiorowego postrzegania przeszłości[4]. Takie podejście do alternatywnej historii wydaje się być jednym z najskuteczniejszych i najciekawszych. Sama również wykorzystuję je we własnych pracach. Ostatnio jednak zastanawiam się, czy możliwe jest wykluczenie kontekstu historyczno-politycznego z badań nad alternatywną historią i przeanalizowanie tego gatunku samego w sobie. A może bez tego ideologicznego kontekstu historia alternatywna straciłaby swój urok?

Gavriel Rosenfeld: Jako historyk nie mogę oprzeć się pokusie interpretacji tekstów pod kątem ich historycznego znaczenia i powiązań. Gdybym był literaturoznawcą z pewnością byłbym „nowym historycystą”, a nie formalistą, choć nie mam wątpliwości, że to ostatnie podejście ma swoje zalety. W moim nowym projekcie dotyczącym historii kontrafaktycznych badam postać i funkcje różnych rodzajów form kontrfaktycznych, zwłaszcza z myślą o ich wymiarze retorycznym. Tak więc forma ma znaczenie. Ale dla mnie jako historyka nie jest to naturalna skłonność.

Karen Hellekson: Dla literaturoznawcy pojęcia pamięci zbiorowej i zbiorowego postrzegania przeszłości rezonują jako sposób analizy, który opiera się na konsensusie. Jednak rozpatrywane indywidualnie historie alternatywne wykorzystują nie konsensus, ale raczej poszczególne działania jednostek w odpowiedzi na konkretne momenty historyczne. Z pewnością zajmowanie się całością danej kategorii (takiej jak np. wszystkie historie spod znaku „Hitler wygrywa”) może prowadzić do uogólnień, podnoszących w użyteczny sposób kwestię siły i reakcji na danego rodzaju tekst, co pozwala na wyciągnięcie wniosków odnośnie charakteru dokonywanych wyborów. Co do kwestii wykluczenia kontekstu historyczno-politycznego, to, rzeczywiście, gatunek historii alternatywnej może być analizowany sam w sobie (jak robię to w jednej z moich książek, w której pytam o to, jaki rodzaj analizy historycznej prowadzony jest przez dany tekst). Jednak usunięcie historycznego oraz politycznego kontekstu ogołaca analizę z aspektów afektywnych, mogących być kluczowymi dla odbioru tego gatunku.

Susan Johnston: Koncepcja rezonansu, którą wprowadza Gavriel Rosenfeld jest szczególnie przydatna w kontekście tego, co Karen Hellekson określa mianem pamięci zbiorowej i zbiorowego postrzegania przeszłości. O ile fantastyka historyczna nie wprowadza tego rodzaju rozejścia (które słusznie identyfikuje Hellekson), a co za tym idzie zwykle nie podnosi kwestii przyczynowości czy działania w określony sposób, o tyle zajmuje się ona pamięcią i percepcją, a więc realnie odczuwanym doświadczeniem przeżytej historii. Tym samym podporządkowuje kwestie historycznej dokładności tym, dotyczącym percepcji. Na przykład doświadczenie wygnania w Pieśni dla Arbonne Guya Gavriela Kaya wychodzi na pierwszy plan w jego fantastyczno-historycznej wersji krucjat albigeńskich, odbierając pierwszeństwo dokładności historycznej. W tym przypadku pomocne może być również rozróżnienie między fantastyką historyczną, rozumianą tak, jak do tej pory o niej mówiliśmy, a fantastyczną historią, która dopisuje do znanej historii fantastyczne elementy – często nadprzyrodzone lub magiczne.

Natalia Lemann: Oczywiście można wyróżnić takie scenariusze, postacie czy  momenty dziejowe, które wydają się szczególnie podatne na operacje alternatywizowania. Należy też pamiętać, że historie alternatywne są ważnym elementem literatury i polityki historycznej konkretnych narodów. Należy zatem rozróżniać scenariusze nośne globalnie (np. II wojna światowa, dzieje Imperium Rzymskiego, postaci Hitlera czy Juliana Apostaty) od tych ważnych dla danych nacji. Dla Polaków oczywiście okres II wojny światowej jest niezwykle interesujący, ale polscy pisarze równie chętnie sięgają po wydarzenia z historii naszego kraju tj. panowania dynastii Jagiellonów, losów polskich powstań narodowych w XIX wieku, będących efektem próby zdobycia niepodległości w czasach zaborów (listopadowe, styczniowe), czy dziejów panowania dynastii piastowskiej (tu chociażby kwestii związanych z przeciwstawieniem chrztu Polski przedłużeniu panowania rodzimej, słowiańskiej religii). Z kolei nośne globalnie scenariusze historii alternatywnych skażone są postkolonialnym aspektem dominacji kultury euroatlantyckiej, dlatego tak ważna wydaje mi się powieść Kima Stanleya Robinsona Lata ryżu i soli, w której następuje „deeuropeizacja historii”. Autor rozwija scenariusz, w którym na skutek czarnej śmierci Europa zostaje niemal całkowicie wyludniona i od XIV wieku staje się podporządkowana kulturze arabskiej. Kolejnymi „rozgrywającymi” historii globalnej w świecie Robinsona są cywilizacje chińska, a nawet ta stworzona przez rdzenne plemiona zamieszkujące Amerykę Północną. Pisarz zmienia historię całego świata, wymazując z niej Europę, a co więcej rezygnuje z deterministycznej, chrystianistycznej wizji celowej, teleologicznej historii na korzyść wizji dziejów podporządkowanych prawom dharmy, obrotów koła samsary i cykliczności, zamiast linearności dziejów.

Magdalena Wąsowicz: Moje poprzednie pytanie o wydarzenia i postacie historyczne przywodzi mi na myśl jeszcze jedną kwestię. W tej chwili fani książek i gier o Wiedźminie czekają na adaptację telewizyjną Netflixa. Wybory dokonywane przez twórców serialu budzą wiele kontrowersji, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce Wiedźmin jest jedną z najsłynniejszych i najbardziej lubianych powieści fantastycznych. Niektórzy fani narzekają, że ogólna atmosfera serialu (lub przynajmniej tej jego części, która pokazana została w zwiastunie) jest „nie dość słowiańska”. Inni twierdzą, że w produkcji nie powinni brać udziału czarni aktorzy, ponieważ w średniowiecznej Polsce nie było czarnej mniejszości. Możemy nie brać pod uwagę tych zastrzeżeń, ale myślę, że mogą one prowadzić do postawienia bardzo ważnego pytania o to, jak historycznie dokładna powinna być fantastyka historyczna? Czy należy traktować dokładność historyczną jako ważny składnik tego gatunku, czy też zdecydować, że jest to przecież „fantastyka”, więc wszystko jest dozwolone?

Karen Hellekson: Niestety, nie znam tego konkretnego tekstu, ale mówienie o historycznej dokładności w tekście fantastycznym jest śmieszne. W przywołanym przykładzie konkretna epoka będzie wykorzystana jako tło. Jeśli chodzi o projekt wizualny, taki jak adaptacja Netflixa, kostiumografowie i scenografowie będą się dobrze bawić nawiązaniami do danej epoki podczas tworzenia świata na potrzeby ekranu. Powstały serial będzie jednak interpretacją, która miesza epokę historyczną z wymyśloną epoką fantastyczną, ku uciesze wszystkich, w tym osób z różnych kręgów kulturowych, a więc i innego koloru skóry – będą oni zachwyceni możliwością zobaczenia siebie reprezentowanych w alternatywnej wersji średniowiecznej Polski

Krzysztof M. Maj: Tym większa szkoda, że nie przetłumaczono jeszcze na angielski Trylogii husyckiej Sapkowskiego, gdyż w znacznie większym stopniu niż Wiedźmin związana jest ona z fantastyką historyczną (chociaż dość oczywiste jest, że ten ostatni cykl szeroko wykorzystuje „słowiańskie motywy”, jeśli możemy je tak nazwać). Niemniej jednak z naszej rozmowy wynika jedno: fantastyka historyczna jest nurtem nieoczywistym, postmodernistycznym, rewizjonistycznym – i na pewno wieloaspektowym, niepozwalającym na klasyfikowanie jej per analogiam do, powiedzmy, realizmu magicznego czy hard science fiction. Powtarzające się zastrzeżenia dyscyplinarne – historyków stroniących od wypowiedzi na temat fantastyki historią inspirowanej czy literaturoznawców wzdragających się przed ekstrapolacją wiedzy historycznej – unaoczniają problemy, z jakim proza historyczna musi mierzyć się po przełomowych pracach Haydena White’a.

Przełożyli Sylwia Borowska-Szerszun i Mateusz Tokarski


[1] Rozmówczyni wydaje się nawiązywać tu do tytułu powieści Marka Twaina Prostaczkowie za granicą (Innocents Abroad) (przyp. tłumaczy).

[2] Zob. Farah Mendelsohn, Rhetorics of Fantasy. Middletown, CT, USA: Wesleyan University Press, 2008, zwł. ss. 1–58.

[3] Wilhelm Füger, Streifzüge durch allotopia. Zur topographie eines fiktionalen Gestaltungsraums, „Anglia” 1984, no 102, p. 355.

[4] Gavriel D. Rosenfeld, The World Hitler Never Made: Alternate History and the Memory of Nazism, Cambridge: Cambridge University Press 2005.

References

Füger Wilhelm, Streifzüge durch allotopia. Zur topographie eines fiktionalen Gestaltungsraums, „Anglia” 1984, no 102, ss. 349–391.

Mendelsohn Farah, Rhetorics of Fantasy, Middletown: Wesleyan University Press 2008.

Rosenfeld Gavriel D., The World Hitler Never Made: Alternate History and the Memory of Nazism, Cambridge: Cambridge University Press 2005.

Further reading

Cherezińska Elżbieta, Harda, Poznań: Zysk i S-ka 2016.

Cherezińska Elżbieta, Odrodzone Królestwo, Poznań: Zysk i S-ka 2012–2019, t. 1–4.

Clarke Susanna, Jonathan Strange i Pan Norrell, przekł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2004.

Dukaj Jacek, Lód, Kraków: Wydawnictwo Literackie 2007.

Jabłoński Witold, Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer, Warszawa: superNOVA 2003–2007, t. 1–4.

Kay Guy Gavriel, Fionovarski gobelin, przekł. Michał Jakuszewski, Dorota Żywno, Poznań: Zysk i S-ka 2012.

Kay Guy Gavriel, Lwy Al-Rassanu, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa: Mag 2006.

Kay Guy Gavriel, Pieśń dla Arbonne, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa: Mag 2008.

Kay Guy Gavriel, Sarantyńska mozaika, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Poznań: Zysk
i S-ka 2002–2004, t. 1–2.

Kay Guy Gavriel, Tigana, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Poznań: Zysk i S-ka 1998.

Kay Guy Gavriel, Under Heaven, New York: Penguin 2010.

Martin George R. R., Pieśń Lodu i Ognia, przekł. Michał Jakuszewski, Poznań: Zysk i S-ka 2006–2013, t. 1–5.

d`Ormesson Jean, Chwała Cesarstwa, przekł. Eligia Bąkowska, Warszawa: Czytelnik 1975.

Pullman Philipp, Mroczne materie, przekł. Ewa Wojtczak, Danuta Górska, Warszawa: Albatros 2011, t. 1–3.

Robinson Kim Stanley, Lata ryżu i soli, przekł. Łukasz Tabaka, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 2007.

Sapkowski Andrzej, Boży bojownicy, Warszawa: superNOVA 2004.

Sapkowski Andrzej, Lux perpetua, Warszawa: superNOVA 2006.

Sapkowski Andrzej, Narrenturm, Warszawa: superNOVA 2002.