Tolkien w oczach mediewisty

Tolkien Through the Eyes of a Mediaevalist

orcid_16x16 Thomas Honegger (Friedrich Schiller University Jena)

Abstract

The Lord of the Rings, ever since its publication, has been something of a nuisance to traditional literary critics and has been maligned often and with zest. The main reason for these strong—and often irrational—reactions are primarily due to the fact that The Lord of the Rings does not fit into the literary mainstream and challenges standard critical assumptions about what a work of twentieth-century fiction should be like. The standard tool-kit of the lite­rary critic seems utterly inadequate. Mediaevalists, in contrast, have often taken a more sympathetic view of Tolkien’s work. Honegger’s article Tolkien Through the Eyes of a Mediaevalist will therefore present several ‘mediaeval’ approaches towards Tolkien, evaluate their critical value and discuss their contribution towards a more adequate understanding of Tolkien’s literary work.

Keywords:  mediaevalism; English literature; Medieval literature; Tolkien; John Ronald Reuel Tolkien; fantasy; fantasy fiction; Lord of the Rings

Full text (*.pdf)

Citation & Indexing

Thomas Honegger, Tolkien w oczach mediewisty [*], transl. by Magdalena Wąsowicz, „Creatio Fantastica 2017, vol. 57, no. 2, ss. 7-23, DOI: 10.5281/zenodo.1204469

88x31 DOI

Wstęp[1]

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak się przynajmniej mówi. Drogi prowadzące do Śródziemia nie są może aż tak liczne, ale kilka dziesięcioleci badań pokazało, że istnieje wiele różnorodnych metodologii, które można wykorzystać do interpretacji dzieł Tolkiena. Należy do nich interpretatio mediaevalia, czyli zgłębianie jego utworów przy pomocy aparatu badawczego mediewistyki, która jest, jak zamierzam udowodnić, jedną z znajbardziej znaczących metod badawczych. Zgodnie z jej założeniami podstawowa znajomość średniowiecznych języków oraz kultury i literatury tego okresu jest niezbędna do należytego ocenienia utworów Tolkiena. „Idealny” mediewista powinien być ekspertem od rozmaitych europejskich języków i kultur narodowych, jednak takich jest niewielu, a nieustannie rosnący w środowisku akademickim trend specjalizacji doprowadził do podziałów i zawężenia pola badań. Jako osoba, która kształciła się w ramach europejskiego systemu szkolnictwa wyższego, nie jestem wolny od nakładanych przezeń ograniczeń. Z tego też powodu w swoich rozważaniach przyjmę punkt widzenia anglisty zajmującego się średniowieczem.

W opublikowanym w 2002 roku studium Beowulf and the Critics by J. R. R. Tolkien [Beowulf i krytycy J. R. R. Tolkiena][2] Michael Drout popiera interpretatio mediaevalia (chociaż nie wymienia jej z nazwy) i charakteryzuje ją w następujący sposób:

Najlepszym sposobem na zrozumienie i ocenienie utworów Tolkiena jest czytanie średniowiecznej literatury. Modelowy czytelnik nauczyłby się języka staroangielskiego, staronordyckiego oraz łaciny i przeczytał wszystkie utwory, które według T. A. Shippeya i innych badaczy były inspiracją dla świata Tolkiena[3].

To naprawdę wzorcowy program kształcenia dla przyszłego eksperta od Tolkiena – i właściwie nieosiągalny, jak zresztą wiele innych idealnych rzeczy na tym świecie. Michael Drout jest, jak łatwo się domyślić, mediewistą zajmującym się angielskim kręgiem kulturowym, co oznacza, że przychylnie traktuje interpretatio mediaevalia. A zatem, zanim przejdę dalej, krótko zaprezentuję inne ważne metodologie i sprawdzę, czy interpretatio mediaevalia rzeczywiście najlepiej pomaga w zrozumieniu dzieł Tolkiena.

Krytycy

Dzieła literackie opublikowane za życia Tolkiena (1892-1973), czyli Hobbit, Władca Pierścieni, Kowal z Podlesia Większego, Rudy Dżil i jego pies oraz Przygody Toma Bombadila są – może za wyjątkiem The Homecoming of Beorhtnoth, Beorhthelm’s Son [Powrót Beorhtnotha, syna Beorhthelma][4] – lubiane przez czytelników i zrozumiałe również dla tych odbiorców, którzy nie mają nic wspólnego z badaniami nad średniowieczem. Większość z nich nie potrzebuje ani interpretatio mediaevalia, ani w ogóle interpretacji, czy to literaturoznawczych, czy jakichkolwiek innych.

W przypadku krytyków literackich, czyli osób, które zawodowo zajmują się literaturą, rzecz ma się zgoła odmiennie. Od zawsze mają oni ogromną potrzebę „wyjaśniania”, tym większą, że Władca Pierścieni okazał się niemożliwy do sklasyfikowania za pomocą kategorii zwykle stosowanych w takich sytuacjach. Wskutek tego utwór stał się ofiarą wielu (zazwyczaj zjadliwych) uwag oraz interpretacyjnych nadużyć, co zresztą świadczy nie tyle o wadach samej powieści, co o frustracji krytyków i ich niezdolności do jej zrozumienia. Przez długi czas wydawało się, że nasz podręczny zestaw literackich narzędzi nie posiadał po prostu klucza, który poradziłby sobie z takim dziełem. Jednak w ostatnich latach krytycy tacy jak Tom Shippey (J. R. R. Tolkien – pisarz stulecia, 2001[5]) i Brian Rosebury (Tolkien. A Cultural Phenomenon [Tolkien. Fenomen kulturowy], 2003) z powodzeniem rozpoczęli badania nad związkami Władcy Pierścieni z dominującymi nurtami literackimi pierwszej połowy XX wieku, w szczególności modernizmem. Według Shippeya i Rosebury’ego dzieła Tolkiena należy traktować, podobnie jak modernizm, jako reakcję na ówczesną sytuację kulturową i ekonomiczną. Jest to, w mojej ocenie, obiecująca interpretacja, która może pogłębić naszą wiedzę na temat cech, które wyróżniają Władcę Pierścieni spośród innych książek i sprawi, że nie będzie ona nierównością w krajobrazie literackim dwudziestego wieku.

Uwagę krytyków przyciągnęły nie tylko niezwykłe cechy literackie Władcy Pierścieni. Najpóźniej od połowy lat sześćdziesiątych jesteśmy świadkami sytuacji, w której pogarda okazywana przez krytyków idzie w parze z entuzjastycznym uznaniem odbiorców, które znajduje wyraz w powstawaniu licznych stowarzyszeń i fanklubów. Próbując zrozumieć „fenomen Tolkiena”, zarówno jego krytycy, jak i wielbiciele, zaczęli zwracać się ku osobie autora w nadziei, że da to odpowiedź na nurtujące ich pytania.

Tolkien — człowiek

Niespodziewany sukces Władcy Pierścieni obudził trwałe zainteresowanie „człowiekiem, który stoi za Śródziemiem”, zwłaszcza że powieść dawała jedynie niejasne wyobrażenie na temat mitologii świata przedstawionego, przez długi czas niedostępnej dla odbiorców. Autor był jedyną osobą mogącą dać głębszy wgląd w świat Ardy. Chociaż Tolkien chętnie i skrupulatnie prowadził korespondencję[6], to zdecydowana większość czytelników musiała poczekać, aż Christopher Tolkien opublikuje Silmarillion w 1977 roku[7] i w ten sposób ujawni „mityczny” kontekst, w którym funkcjonował świat Władcy Pierścieni.

Sam Tolkien krytykował współczesną tendencję do koncentrowania się na postaci autora i tym samym lekceważenia jego dzieła. W jednym ze swoich listów napisał: „Sprzeciwiam się dzisiejszym trendom krytycznym z ich przesadnym zainteresowaniem życiem autorów i artystów. Odwracają tylko uwagę od dzieł autora…”[8]. Nic dziwnego, że za życia nie zgodził się na opublikowanie autoryzowanej biografii; jedna z pierwszych, Tolkien – twórca Śródziemia Daniela Grotty, została wydana w 1976 roku[9], a rok później na rynku pojawiła się „oficjalna” biografia pióra Humphreya Carpentera (Tolkien: wizjoner i marzyciel[10]). Carpenter cieszył się wsparciem rodziny Tolkiena, która udostępniła mu dokumenty oraz utwory pisarza. Biografia napisana przez Carpentera jest najbardziej kompleksowym opracowaniem dotyczącym życia Tolkiena i zapewnia fascynujący wgląd w jego proces twórczy. Dziś, ponad ćwierć wieku później, wciąż stanowi niedościgniony wzór. Często uznaje się ją za modelową biografię, chociaż oczywiście wybór listów Tolkiena (1981) i dwanaście tomów Historii Śródziemia[11] (1983-1996) daje dostęp do nowych materiałów, które należałoby ocenić i włączyć do rozszerzonego wydania.

Krótko po opublikowaniu ostatniej z wymienionych biografii przeróżne osoby zaczęły wykorzystywać i modyfikować pojawiające się w książce informacje w celu dokonania interpretacji utworów Tolkiena. Humphrey Carpenter, będąc synem Harry’ego Jamesa Carpentera (dyrektora Keble College od 1955 roku i biskupa Oksfordu do roku 1970), bardzo się starał zaprezentować katolicyzm Tolkiena z obiektywnego punktu widzenia, nie próbując jednocześnie umniejszać jego znaczenia dla wymowy utworu. W latach dziewięćdziesiątych rozpoczęła się katolicka „rekonkwista” Tolkiena, za punkt kulminacyjny której można uznać publikacje Josepha Pearce’a z 1998 roku (Tolkien: człowiek i mit[12]) i 1999 roku (Tolkien: księga pamiątkowa. Studia o spuściźnie literackiej[13]). Zgodnie z mniej lub bardziej śmiałymi argumentami, przedstawianymi przez „katolickich” krytyków, dzieła Tolkiena mogą w pełni zrozumieć tyko inni katolicy lub ludzie doskonale z katolicyzmem obeznani. Cechy, które sprawiają, że są one z jednej strony niepowtarzalne, a z drugiej niezrozumiałe dla wielu krytyków literackich, mają swoje źródła właśnie w wierze katolickiej.

Oszałamiający sukces filmu Petera Jacksona sprawił, że amerykańscy chrześcijanie (w przeważającej mierze mający niewiele wspólnego z katolicyzmem) ponownie zainteresowali się Tolkienem. W efekcie rynek został zalany bardzo zróżnicowanymi pod względem jakości książkami, które zgłębiają „duchowe” aspekty Władcy Pierścieni. Rozprawy te zazwyczaj podkreślają chrześcijańskie motywy obecne w dziełach Tolkiena i pomijają elementy mające charakter katolicki. Można tutaj wspomnieć dwa ostatnie przykłady takich publikacji. Pierwszym jest książka Marka Eddy’ego Smitha zatytułowana Tolkien’s Ordinary Virtues. Exploring the Spiritual Themes of The Lord of the Rings [Cnoty kardynalne Tolkiena. Duchowość weWładcy Pierścieni”]. Zawiera ona trzydzieści rozdziałów, w których przedstawiona jest „pobożna” interpretacja Władcy Pierścieni. Każdy z nich koncentruje się na jednym zagadnieniu o charakterze religijnym (skromność, opatrzność, grzech itp.). Rozpoczyna się cytatem z Władcy Pierścieni i kończy jakimś morałem. Zbiór szkiców zredagowany przez Johna G. Westa Jr. (Celebrating Middle-earth. The Lord of the Rings as a Defense of Western Civilisation [Uczcić Śródziemie. „Właca Pierścieni” jako obrona zachodniej cywilizacji] jest na zdecydowanie wyższym poziomie, chociaż poszczególne rozdziały także koncentrują się na tematach związanych z religią, takich jak „zło u Tolkiena” itd. Niemal wszyscy autorzy są naukowcami, dzięki czemu poziom artykułów jest odpowiednio wyższy niż w przypadku książki Marka Eddy’ego Smitha, którego kompetencje, jak można wywnioskować z notatki na obwolucie, wydają się ograniczać do wielokrotnej lektury Władcy Pierścieni.

Kolejną – i, jak uważam, najbardziej znaczącą – metodą badania dzieł Tolkiena, czyli interpretatio mediaevalia, należy postrzegać jako paralelną do wyżej opisanych interpretatio catholicainterpretatio Christiana.

Tolkien-mediewista i interpretatio mediaevalia

Międzynarodowa sława, którą Tolkien zdobył jako autor Władcy Pierścieni, przyszła stosunkowo późno. W chwili publikacji utworu na przełomie 1954 i 1955 roku pisarz miał już sześćdziesiąt dwa lata, a „tolkienomania” zaczęła się dopiero dziesięć lat później, gdy wydawnictwo ACE Books opublikowało w Stanach Zjednoczonych nieautoryzowane wydanie Władcy Pierścieni w miękkiej oprawie. Sam Tolkien uważał się przede wszystkim za filologa, mediewistę i literata mającego dość osobliwe hobby, a nie za pisarza w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Po zakończeniu prac nad Oxford English Dictionary, którym zajmował się w latach 1919–1920, Tolkien rozpoczął wybitną karierę akademicką. Między 1920 a 1924 rokiem pracował jako docent w Instytucie Języka Angielskiego na Uniwersytecie Leeds, gdzie po uzyskaniu stopnia doktora wykładał język angielski w latach 1924–1925. Następnie został zatrudniony na stanowisku profesora języka angielskiego w katedrze Rawlinsona i Boswortha na Oksfordzie (1925–1945), a od 1945 do 1959 roku pełnił funkcję wykładowcy języka i literatury angielskiej w oksfordzkim Merton College.

Ta działalność naukowa i akademicka definiowała jego tożsamość, zarówno na poziomie osobistym, jak i zawodowym. Tolkien wielokrotnie podkreślał, jak wielkie znaczenie dla jego książek miały prowadzonego przez niego badania naukowe nad językami i literaturami średniowiecza. Stały się one „glebą”, w której jego „drzewo opowieści” zapuściło korzenie i skąd czerpało pokarm. Inspiracje literaturą wieków średnich są najbardziej widoczne w utworach naśladujących średniowieczne wzorce (takich jak na przykład poematy ze zbioru Songs for Philologists [Pieśni dla filologów]) lub podejmujących tematy typowe dla tamtego okresu (czego przykładem jest słuchowisko The Homecoming of Beorhtnoth [Powrót Beorhtnotha], będące kontynuacją staroangielskiego poematu heroicznego Bitwa pod Maldon). W większości dzieł Tolkiena znaleźć można dużo pojedynczych motywów wywodzących się z literatury średniowiecznej. Przykładowo opisana w Hobbicie kradzież pucharu ze smoczego skarbca i jej tragiczne konsekwencje jest świadomym nawiązaniem do fragmentu epickiego poematu heroicznego Beowulf. Podobieństwa tego rodzaju łatwo wychwycą nawet ci czytelnicy, którzy nie są mediewistami, oczywiście pod warunkiem, że znają poezję średniowieczną.

Odnalezienie źródeł, paraleli czy analogii związanych z okresem średniowiecza jest znacz­nie trudniejsze, ponieważ Tolkien umiejętnie je przerabiał. Co więcej, niektóre z nich mogły też wywrzeć jedynie pośredni wpływ na kształt jego utworów. W takim wypadku powierzchowna znajomość staroangielskich czy staroskandynawskich języków i literatur już nie wystarcza. Tutaj potrzebny jest specjalista.

W 1979 roku, dwa lata po wydaniu Silmarillionu i biografii Tolkiena napisanej przez Carpentera, Jane Chance z Uniwersytetu Rice w Teksasie opublikowała swoje studium Tolkien’s Art: A Mythology for England [Sztuka Tolkiena: mitologia dla Anglii] (wydanie zmienione z 2001 roku). Zaraz po biografii Carpentera była to jedna z bardziej wnikliwych prac naukowych, której autorka starała się przedstawić, jak wiele motywów w dziełach Tolkiena było zaczerpniętych z rodzimej literatury średniowiecznej Anglii. Jednak Tolkien’s Art to pozycja słaba pod względem interpretacyjnym. Zawiera również liczne błędy merytoryczne i wiele pomniejszych przeinaczeń (na przykład Sauron to „upadły Valar”[14], a Gandalf jest „najprawdopodobniej Valarem”[15]; Beowulf nawet po pięćdziesięciu latach panowania nad plemieniem Gotów jest wciąż „mężczyzną w wieku pięćdziesięciu lat”[16], natomiast Galadriela daje Samowi „nasiona elanoru[17]; w tekście znajdują się również niemal freudowskie błędy drukarskie: Gimli jest określany jako syn „Groina”[18]).

Nie chcę zanudzać czytelników wyliczaniem oczywistych błędów merytorycznych, jednak w celu uzasadnienia swoich krytycznych uwag chciałbym krótko omówić przykład, który pokazuje, że fachowa wiedza na temat średniowiecza pozwala uniknąć pułapek interpretacyjnych. To paradoks, że taki błąd w interpretacji pojawia się w książce napisanej przez mediewistkę i nie został poprawiony w nowym wydaniu z 2001 roku, co tym bardziej upoważnia mnie do jego wytknięcia i uratowania honoru badaczy średniowiecza. W swojej analizie Liścia, dzieła Niggle’a Chance nazywa Niggle’a oraz Parisha „aniołem i bestią”[19]. Tak błędne i uproszczone ujęcie tych dwóch postaci nie jest warte komentarza, zwłaszcza, że w Drodze do Śródziemia Tom Shippey przedstawił przekonującą interpretację obu bohaterów jako – odpowiednio – twórczej i pragmatycznej strony osobowości Tolkiena. Chance interpretuje głosy usłyszane przez Niggle’a w mroku przytułku jako symbol różnych „osobowości” Boskich[20], czyli starotestamentalnego pałającego zemstą Jahwe oraz wyrozumiałego Chrystusa z Nowego Testamentu. Interpretacja ta nie jest aż tak błędna jak opisana wyżej, przeciętnemu czytelnikowi może nawet wydać się logiczna. Przedstawianie wewnętrznych debat za pomocą personifikacji poglądów i postaw to przecież bardzo znany zabieg literacki. Jednak średniowieczna (i jak sądzę również nowoczesna) katolicka teologia oraz literatura unikałaby przedstawiania Boga w postaci kilku rozszczepionych osobowości. Chociaż chrześcijański Bóg to Trójca, na którą składają się trzy Osoby: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty, nie oznacza to jednak, że można go postrzegać jako trzy niezależne osobowości. Widać to jasno w języku niemieckim, gdzie słowo „Trójca” tłumaczy się jako Dreieinigkeit (‘trzy-w-jedności’). Bóg Ojciec nie może dyskutować z Synem Bożym czy Duchem Świętym, ponieważ mają oni wspólną świadomość.

Te zastrzeżenia natury teologicznej nigdy by się nie pojawiły, gdyby głosy zostały zinterpretowane jako personifikacje cór Boga rozmawiających przed Boskim trybunałem. Motyw Czterech Cór Boga (Iustitia, Misericordia, Veritas i Pax) pojawia się często w średniowiecznej literaturze i to on, według mnie, najprawdopodobniej zainspirował Tolkiena do wykorzystania „głosów”. Córy Boga odgrywają rolę oskarżycieli i adwokatów ludzkiej duszy w czasie sądu Bożego[21]. Zazwyczaj to Sprawiedliwość i Miłosierdzie wchodzą w spór: ta pierwsza opowiada się za surowym ukaraniem ludzkiej duszy za popełnione przez nią grzechy, podczas gdy druga błaga o wybaczenie i litość. Taka interpretacja w sposób satysfakcjonujący wyjaśnia scenę przedstawioną w Liściu, dziele Niggle’a, natomiast nie odwołuje się do dość heterodoksyjnego pomysłu rozszczepienia boskiej świadomości.

Niewiele później, bo w 1982 roku, na rynku pojawiła się wybitna praca Toma Shippeya Droga do Śródziemia[22], która jest nie tylko doskonałym wzorem interpretatio mediaevalia, ale również jedną z najlepszych prac na temat twórczości Tolkiena. To nie przypadek, że tytuł monografii stanowi aluzję do książki Johna Livingstone’a Lowe’a analizującej źródła inspiracji poematu Coleridge’a Kubla Khan (The Road to Xanadu [Droga do Xanadu] z 1927 roku). Shippey, podobnie jak Lowe, elokwentnie pokazuje, jak lingwistyczno-średniowieczna tradycja zainspirowała dzieła Tolkiena na wszystkich możliwych poziomach: od najdrobniejszych szczegółów, przez motywy literackie, aż do dużych modeli strukturalnych. Książka Shippeya świetnie unaoczniła znaczenie interpretatio mediaevalia i ugruntowała jej pozycję w studiach nad Tolkienem. Niestety wygląda na to, że rozległa wiedza badacza sprawiła, iż w tej dziedzinie nie pozostało już wiele do odkrycia. Jednak nawet jeśli nie można spodziewać się już zbyt wielu analiz na podobną skalę, to wciąż pozostało sporo do odkrycia w ramach tak nakreślonego obszaru badań. Nowe pokolenie mediewistów[23] stara się dorównać Shippeyowi, prowadząc pogłębione analizy rozpoczęte przez niego ponad dwie dekady temu. Archiwa mogą wciąż kryć wiele niespodzianek, o czym przekonał się niedawno Michael Drout, który znalazł przekład Beowulfa autorstwa Tolkiena.

Poziomy interpretatio mediaevalia

W tej części zaprezentuję najbardziej popularne analizy utworów Tolkiena w perspektywie badań nad średniowieczem i zastanowię się nad ich pożytecznością.

Na „najniższym” poziomie znaleźć można pojedyncze zapożyczenia pochodzące ze średniowiecznych języków i literatur. To właśnie dzięki mediewistom wiadomo, że – podobnie jak Gandalf – krasnoludy z Hobbita zostały nazwane imionami karłów z Dvergatal, listy krasnoludzkich imion znajdującej się w Eddzie Starszej; podobnie nazwa Złotego Dwo­ru Rohirrimów Meduseld wywodzi się od staroangielskiego słowa mead hall, meduseld [w języku polskim ‘sala miodowa’[24]]. Co więcej, mediewista natychmiast zorientuje się, że osoba o imieniu Gríma, syn Gálmóda, musi być podejrzaną postacią, ponieważ słowo grîma oznacza w języku staroangielskim ‘maskę, hełm, ducha’[25], a galmoth (przym.) znaczy tyle, co ‘rozwiązły, lubieżny’. Przykłady takiego prostego odczytywania utworów Tolkiena można by mnożyć w nieskończoność. Są one szczególnie widoczne w analizach dotyczących imion postaci oraz miejsc. Rolą tych pochodzących ze średniowiecza nazw jest, z jednej strony, powiązanie świata Tolkiena z autentycznymi mitami i legendami oraz zapewnienie wykształconemu czytelnikowi rozrywki wynikającej z poczucia déjà vu. Z drugiej strony, są one również wskazówką dotyczącą moralnej postawy protagonisty czy też jego lub jej charakteru zgodnie z zasadą nomen est omen.

Na drugim poziomie analizy odnajdziemy motywy zaczerpnięte z literatury średniowiecznej. Przykładowo opis tego, jak Aragorn i jego towarzysze stopniowo uzyskują dostęp do Theodena, został napisany na wzór sceny, w której Beowulf przybywa do Danii i jest przyjmowany na dworze Hrodgara. Tolkien mógł albo sam wymyślić zasady dworskiej etykiety, albo też zainspirować się inną kulturą lub epoką. Pod względem cywilizacyjnym czy osobowościowym Rohirrimi są w zasadzie Anglosasami, jednak Tolkien przystosował wzorce historyczne do swoich celów, co widać chociażby w znaczeniu, jakie Rohirrimowie przywiązują do koni i kawalerii[26]. Zaletą wykorzystywania (prawdopodobnie) historycznych wzorców zachowań jest wywoływane w ten sposób poczucie autentyczności, jak również wytwarzane przez nie aluzje (inter)tekstualne.

Przyjrzę się teraz bliżej misternej sieci intertekstualnych aluzji, która powstała dzięki wykorzystaniu we Władcy Pierścieni germańskiego ceremoniału „wassailingu”, czyli wznoszenia toastu za czyjeś zdrowie[27]. Rytuał ofiarowywania pucharu panu domu lub królowi jest znany dzięki scenie uczty opisanej w Beowulfie[28]. Pani domu, w tym przypadku Wealtheo, małżonka Hrodgara, podaje kielich wina najpierw królowi, a następnie pozostałym członkom dworu oraz Beowulfowi. Celem tego rytuału jest przedstawienie i potwierdzenie hierarchicznej struktury dworu, jak również wzmocnienie więzi pomiędzy jego członkami; pokazuje on również królową jako osobę niezależną. Paralele pomiędzy tym germańskim ceremoniałem a rytuałem wznoszenia toastu opisanym w rozdziale Król ze Złotego Dworu są oczywiste:

Król wstał, Eowina zaś podeszła do niego z pucharem pełnym wina.
— Forthu Théoden hall! — powiedziała. — Przyjmij ten kielich i wypij za pomyślność wyprawy. Jedź szczęśliwie i wracaj w dobrym zdrowiu!
Gdy Théoden wychylił puchar, księżniczka Rohanu podawała go kolejno wszystkim gościom. Przed Aragornem zatrzymała się na długą chwilę i podniosła ku niemu błyszczące oczy. Aragorn spojrzał z uśmiechem w jej piękną twarz; gdy brał kielich, ręce ich spotkały się i poczuł, że księżniczka zadrżała.
— Bądź zdrów, Aragornie, synu Arathorna! — powiedziała.
— Bądź zdrowa, księżniczko Rohanu! — odparł, lecz twarz mu spochmurniała i uśmiech zniknął z warg[29].

Pisząc ten fragment, Tolkien musiał inspirować się sceną przedstawioną w Beowulfie. Jednak w niej to nie młoda dziewczyna podaje wino (lub w tym przypadku miód), lecz kobieta dojrzała: Wealtheo, żona króla Hrodgara, matka trójki dzieci i królowa Duńczyków[30], która nie tylko podaje napoje, ale również udziela mądrych porad[31]. Niestety fragment Beowulfa najbardziej przypominający scenę przedstawioną u Tolkiena opisuje jedynie sposób, w jaki Wealtheo wręcza puchar Hrodgarowi i pozostałym gościom, bez przytaczania słów, które musiały towarzyszyć temu gestowi. Jest jednak bardzo prawdopodob­ne, że mogły one przypominać „Wæs thu hal…”. Królowa lub szlachcianka podająca gościom napój jest najprawdopodobniej pierwowzorem tolkienowskiego opisu Eowiny, która również zwraca się najpierw do króla (Théodena, swojego wuja), a następnie do jego gości. W tym miejscu temat się wyczerpuje.

Zagadkowa postać Roweny łączy się z motywem młodej kobiety wykorzystywanej przez krewnego (w tym przypadku Hengesta, jej ojca) do uwiedzenia starszego, potężnego mężczyzny (czyli Vortigerna). Rowena pojawia się w średniowiecznych opisach podboju i zasiedlania Brytanii przez plemiona anglosaskie[32]. Jest córką Hengesta, jednego z wodzów plemion germańskich, które zaczęły zalewać Brytanię po opuszczeniu jej przez ostatnie rzymskie legiony w 410 roku. Hengest i jego ludzie są pierwszymi najemnikami w służbie Vortigerna, władcy Brytów rządzącego południową częścią Anglii; planuje on przejąć władzę i do wywierania wpływu na Vortigerna wykorzystuje swoją młodą córkę Rowenę. Ubiera ją w bogate szaty, a następnie przedstawia Vortigernowi w czasie uczty, na której dziewczyna klęka i podaje władcy kielich wina, mówiąc, jak pisze Layamon: „Władco, bądź zdrów! Cieszę się, że przybyłeś [Lauerd king wæs hail. For thine kime ich æm uæin]”[33]. Naturalnie słowa te zostają wypowiedziane nie w języku średnioangielskim, lecz pragermańskim (którym w V wieku posługiwali się germańscy najeźdźcy). Vortigern, Bryt mówiący jednym z celtyckich języków, nie rozumie pragermańskiego, więc słowa dziewczyny tłumaczy mu jeden z jego wojowników. Jak podaje Layamon, nie tylko przekłada on władcy słowa Roweny, ale również wyjaśnia sens jej gestów i sposobu, w jaki go powitała. Popularnym wśród Sasów i innych germańskich plemion zwyczajem było wzniesienie toastu za zdrowie przyjaciela ze słowami: „Drogi przyjacielu, za twoje zdrowie! [Leofue freond wæs hail!]”, wypicie wina, ponowne napełnienie pucharu i podanie go przyjacielowi, który powinien odpowiedzieć „Piję za twoje zdrowie [Thrincs hail]”, a potem opróżnić naczynie. Ceremoniał kończył się wymianą trzech pocałunków. Vortigern jest uszczęśliwiony perspektywą pocałowania Roweny, tak więc rytuał toastu zostaje dopełniony. Na konsekwencje tego pierwszego spotkania nie trzeba długo czekać: władca zakochuje się w Rowenie, poślubia ją, a Hengest jako jego teść uzyskuje wpływ na rządy zięcia. Średniowieczne kroniki szczegółowo opisują to zdarzenie, ponieważ stanowi ono źródło niesławnego angielskiego zwyczaju picia i biesiadowania: „wassailingu”[34].

Rowena nie jest jedyną kobietą, która na polececnie krewnego uwodzi, a następnie manipuluje mężczyzną starszym od siebie i sprawującym władzę. Wystarczy przywołać Salome, która jest najbardziej znaną postacią sytuującą się w ramach tej tradycji, być może ze względu na to, że uważa się ją za osobę, która wymyśliła sztukę striptizu. Rowena nie potrzebuje takiej wyczerpującej gimnastyki, by osiągnąć swój cel, a Eowina w ogóle nie wykorzystuje świadomie swoich wdzięków. Zaczerpnięty z Beowulfa wzorzec przechodzi u Tolkiena jednak niewielką, ale znaczącą metamorfozę. Gdy Eowina zwraca się do Aragorna słowami „Bądź zdrów, Aragornie, synu Arathorna!”, co można zinterpretować jako skrócone tłumaczenie staroangielskiego „Wæs ƥu hal, Aragorn Arathornes sunu!”, nie czyni tego jedynie jako kobieta stojąca na czele królewskiego dworu, ale również jako młoda, atrakcyjna dziewczyna – co Aragorn zresztą zauważa. Ponadto widać, że jest w nim zakochana[35]. W tym miejscu pojawia się motyw przypominający historię Roweny. W aseksualny, wzorowany na Beowulfie świat Władcy Pierścieni wkrada się niezwykle drobny element erotyzmu. Jednak w powieści Tolkiena nie dochodzi ani do wymiany kielichów, ani do pożądliwego pocałunku pomiędzy Eowiną i Aragornem[36]. Kontakt fizyczny między tym dwojgiem ogranicza się do (przypadkowego?) zetknięcia dłoni poprzedzonego jej spojrzeniem i jego niewinnym uśmiechem, który znika, gdy Aragorn dotyka rąk Eowiny i domyśla się, że jest w nim zakochana. Aragorn uświadamia sobie, że ta sytuacja nie ma już charakteru toastu z Beowulfa, chociaż Eowina w niczym nie przypomina uwodzicielskiej Roweny, a wielu współczesnym czytelnikom ceremoniał ten będzie przypominał raczej eucharystię niż zmysłowy zwyczaj uroczystego wznoszenia toastu za czyjeś zdrowie.

W tym wszystkim istotne jest to, że historia Roweny i Vortigerna jest przeciwieństwem sceny opisanej we Władcy Pierścieni. Ten ukryty kontrast pomaga Tolkienowi w stworzeniu wzorca odpowiedzialnego i moralnego przywódcy. Aragorn, w przeciwieństwie do Vortigerna, z łatwością opiera się pokusie, która zresztą nie wybija się u Tolkiena na pierwszy plan. Prawdziwym problemem bohatera jest znalezienie sposobu na taktowne odrzucenie zalotów Eowiny[37] – sytuacja, w jakiej się znajduje, nie daje mu innego wyboru. Tak więc uczuciem, które stanowi dla Aragorna największe zagrożenie, nie jest pożądanie, ale współczucie. Gdyby przyjął miłość Eowiny, zrobiłby to z litości.

W tym miejscu zakończymy omawianie scen i sytuacji, których średniowieczny rodowód można było łatwo dostrzec i przyjrzymy się bliżej jednej z mniej oczywistych średniowiecznych inspiracji, to znaczy problemowi postrzegania upływu czasu w Śródziemiu.

Po pobycie w Lórien Sam (a wraz z nim czytelnik) zadaje sobie pytanie, dlaczego przyrost księżyca sugeruje, że drużyna spędziła tam tylko kilka dni. Wreszcie hobbit dzieli się swoim zdumieniem z towarzyszami:

 — Dziwna rzecz! — szepnął. — Księżyc świeci ten sam nad Shire’em i nad Dzikimi Krajami, tak by przynajmniej wypadało. Ale czy on drogę pomylił, czy mnie się rachunek splątał, coś tu się nie zgadza. Pamięta pan, panie Frodo, że kiedy nocowaliśmy na drzewie, księżyc malał. Był wtedy tydzień po pełni, wedle moich obliczeń. Wczoraj wieczorem skończył się tydzień naszej podróży wodą, a dziś — proszę! — wstaje nów, rożek cienki niby obrzynek paznokcia, jak gdybyśmy ani dnia nie spędzili u elfów. A przecież trzy noclegi w Lórien na pewno pamiętam, marzy mi się nawet, że było ich więcej, chociaż przysiągłbym, że nie siedzieliśmy tam całego miesiąca. Można by pomyśleć, że w tym kraju czas się nie liczy[38].

Legolas próbuje wyjaśnić to niezwykłe zjawisko:

 — Nie, czas nigdy nie zwalnia biegu — rzekł — ale zmiany i wzrost nie są dla każdej rzeczy i w każdym miejscu jednakie. Dla elfów też ziemia się kręci, kręci się zarazem bardzo szybko i bardzo wolno. Szybko, bo same elfy mało się zmieniają, a wszystko inne przemija dokoła, i to elfy zasmuca. Bardzo wolno, bo nie liczą płynących lat, nie liczą ich w każdym razie w swoim życiu. Następujące po sobie pory roku nie znaczą dla nich więcej niż wiecznie powtarzająca się fala w długim, długim strumieniu. Ale wszystko pod słońcem musi kiedyś przeminąć i skończyć się wreszcie[39].

Aragorn konkluduje: „Ale wiedz, Samie, że to prawda: w tej krainie straciłeś rachunek czasu. Tam czas przepływał obok nas, podobnie jak płynie obok elfów”[40].

Odmienne postrzeganie czasu przez rasy zamieszkujące Śródziemie stanowi punkt wyjścia dla fascynującej książki A Question of Time: J. R. R. Tolkien’s Road to Faërie [Kwestia czasu: J. R. R. Tolkien i jego droga do świata wróżek] Verlyn Flieger z 1997 roku. Flieger szczegółowo analizuje koncepcje, na których Tolkien oparł sposób postrzegania czasu przez mieszkańców Śródziemia oraz pokazuje wpływ, jaki wywarły na niego współczesne mu teorie naukowe. Najbardziej znaczącą książką na temat czasu jest oczywiście An Experiment with Time [Eksperyment z czasem] Johna Williama Dunne’a (po raz pierwszy wydany w 1927 roku, drugie wydanie, poprawione i rozszerzone, ukazało się w roku 1934). Tolkien, podobnie jak Clive Staples Lewis, był w posiadaniu egzemplarza trzeciego wydania. Teorie Dunne’a musiały stanowić przedmiot dyskusji wśród Inklingów[41]. An Experiment with Time miał wpływ również na innych ówczesnych pisarzy. Jeden z protagonistów dramatu Berkeley Square Johna Balderstone’a (1929) streszcza poglądy Dunne’a na czas i przestrzeń w następujący sposób:

Załóżmy, że znajdujesz się w łodzi płynącej w dół krętego strumienia. Patrzysz na brzeg, który mijasz. W górze rzeki płynąłeś obok lasu drzew klonowych. Teraz jednak już ich nie widzisz, tak więc widziałeś je w przeszłości, prawda? Teraz patrzysz na pole pełne koniczyny; jest w tej chwili przed tobą, w teraźniejszości. Ale nie wiesz, co jest tam, za łukiem rzeki, który znajduje się przed tobą; być może są tam wspaniałe rzeczy, ale nie możesz ich zobaczyć, dopóki w przyszłości tam nie dopłyniesz, prawda? Pamiętaj, że ty jesteś w łodzi. Ale ja znajduję się w samolocie i patrzę na ciebie z góry. Patrzę na wszystko z góry. Widzę jednocześnie drzewa, które widziałeś w górze rzeki, pole koniczyny, które widzisz teraz i to, co czeka na ciebie w dalszej drodze! Wszystko jednocześnie! W ten sposób przeszłość, teraźniejszość i przyszłość człowieka z łodzi są dla człowieka z samolotu całością. Czy to nie pokazuje, że Czas musi być całością? Prawdziwy Czas, pisany z dużej litery, jest niczym innym jak ideą w umyśle Boga[42].

Balderstone’owi udało się przełożyć naukowy żargon Dunne’a na bardziej zrozumiały język. Zamiast mówić o „Obserwatorze 1”, „Obserwatorze 2” czy „Ostatnim Obserwatorze”, używa przykładów z życia i woli mówić o człowieku siedzącym w łodzi (który jest tym samym, co „Obserwator 1” Dunne’a) oraz człowieku lecącym samolotem (czyli „Ostatnim Obserwatorze”). Dzięki temu udaje mu się przekazać koncepcję „ograniczonego” postrzegania czasu w jasny, przekonujący sposób. Podobne różnice wydają się istnieć pomiędzy rasami zamieszkującymi Śródziemie, tak przynajmniej wynika ze słów Legolasa. Verlyn Flieger szczegółowo omawia następstwa tego problemu w swojej książce, dla rozważań tu prowadzonych są one jednak nieistotne.

Problem, w jaki sposób boskie istoty i sam Eru Illúvatar postrzegają czas, jest jednak bardzo istotny i – co ciekawe – Flieger pomija go w swoich rozważaniach. Rozdział zatytułowany Muzyka AinurówSilmarillionu opisuje stworzenie kosmosu i świata, który z grubsza powstaje dzięki muzyce Ainurów. Ci, którzy decydują się wziąć aktywny udział w stworzeniu Ardy, czyli Valarowie, zgadzają się na pozostanie w granicach tego świata i poddanie się władzy czasu, nawet jeśli nie mogą się zestarzeć. Dzięki udziałowi w akcie stworzenia posiadają oni wiedzę na temat rzeczy i zdarzeń, które dopiero nastąpią, jednak nie jest ona pełna. Są zatem, posługując się terminologią Dunne’a, „wyższymi Obserwatorami”. Eru Illúvatara można więc uznać za „Ostatniego Obserwatora”: tylko on zna przeznaczenie Dzieci Illúvatara, czyli elfów oraz ludzi i nawet jeśli muzyka stworzenia rozwija się powoli, jedynie on jest tym, który postrzega wszystko całościowo i jednocześnie.

Jaki ma to związek z interpretatio mediaevalia? Żaden – przynajmniej na pierwszy rzut oka. Flieger w satysfakcjonujący sposób wyjaśniła zjawisko odmiennego sposobu postrzegania upływu czasu, przywołując i analizując dwudziestowieczne teorie dotyczące koncepcji czasoprzestrzeni, które pojawiły się w pierwszych trzech dekadach XX wieku, a następnie umieszczając w kontekście toczących się wokół tego dyskusji twórczość Tolkiena. Gdyby tego samego zadania podjął się mediewista, inaczej wyjaśniłby to zagadnienie. Zamiast zajmować się poglądami Dunne’a czy Balderstone’a zainteresowałby się raczej filozofią Boecjusza. Anicius Manlius Severinus Boethius (ok. 470–524) był politykiem i filozofem, który popadł w niełaskę u ostrogockiego króla Teodoryka i został z tego powodu uwięziony, a potem stracony. Będąc w „celi śmierci”, napisał O Pociechach Filozofii, dialog filozoficzny, w którym narrator rozmawia z „Panią Filozofią”. Dzieło Boecjusza zostało później przetłumaczone na język staroangielski przez króla Alfreda Wielkiego, na średnioangielski przez Geoffreya Chaucera i na wczesny nowoangielski przez królową Elżbietę I, a wpływ, jaki wywarło na średniowieczną mentalność, jest nie do przecenienia.

Jednym z głównych problemów omawianych w dialogu jest kwestia wolnej woli i Boskiej Opatrzności[43]. Jak ludzie mogą mieć wolność wyboru, jeśli istnieje wszechwiedzący i wszechmocny Bóg, który z góry zna skutki naszych działań? Odpowiedź dana przez Panią Filozofię jest następująca:

[…] można powiedzieć, że w Bogu jest zawsze wieczny stan teraźniejszości. Stąd także Jego wiedza, przewyższając wszelką ruchliwość czasu, ogarniając nieskończone przestrzenie przeszłości i przyszłości, wszystko w prostem swem poznaniu ujmuje tak, jakby się właśnie działo […]. Będąc z dala od rzeczy najniższych, niejako z wyniosłego szczytu rzeczy ogląda[44].

Pani Filozofia nie wie, że wynalezione zostanie coś takiego, jak samolot, ale słowa, według których Bóg „będąc z dala od rzeczy najniższych, niejako z wyniosłego szczytu rzeczy ogląda” wyrażają dokładnie tę samą ideę. Teorie Dunne’a z całą pewnością inspirowały Tolkienowską koncepcję czasu i przestrzeni. Jednak Dunne – być może nieświadomie – korzysta z pojęć, które wywodzą się z późnej starożytności i opisuje je przy użyciu nowoczesnej, „naukowej” terminologii („ostateczny obserwator” versus „Bóg”). Dla współczesnego czytelnika jest bez znaczenia, od którego z nich wyjdziemy – Dunne’a czy Boecjusza. Flieger potrafiła wyjaśnić Tolkienowską koncepcję czasu bez odwoływania się do Boecjusza i to jej należy przypisać osiągnięcie, jakim jest wskazanie teorii Dunne’a jako tej, która zainspirowała pisarza. Gdyby Flieger nie prześledziła publikacji z lat dwudziestych XX wieku[45], to niewiele osób by w ogóle zauważyło ten kontekst. Za to odkrycie należy się jej uznanie.

Jako mediewista nie mogę się jednak powstrzymać przed zaznaczeniem, że (biorąc pod uwagę kwestię chronologii oraz samego Tolkiena) teoria Dunne’a ma znaczenie drugorzędne i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa pierwotnym źródłem inspiracji Tolkiena był dialog Boecjusza. Niestety nie miałem możliwości przejrzenia notatek, jakie Tolkien poczynił na swoim egzemplarzu An Experiment with Time Dunne’a, ale potrafię sobie wyobrazić, że znalazłbym w nim naprędce skreśloną uwagę, która brzmiałaby: „zob. Boecjusz V.6.”.

Podsumowanie

Czy mediewiści rozumieją więcej niż inni czytelnicy dzieł Tolkiena? Odpowiedziałbym powściągliwie, że tak. Mediewiści dostrzegają więcej szczegółów, a w ocenie jego utworów mają też możliwość wykorzystania kryteriów, którymi posługiwał się sam Tolkien, a których większość krytyków ani nie zna, ani nie rozumie.

Przełożyła Magdalena Wąsowicz


[1]    Chciałbym podziękować dr. Allanowi G. Turnerowi za jego wnikliwe komentarze i pomocne uwagi.

[2]    Wszystkie wagi w nawiasach kwadratowych w tekście głównym pochodzą od tłumaczki.

[3]    Michael Drout, Beowulf and the Critics by J. R. R. Tolkien (“Medieval and Renaissance Texts and Studies” Volume 248), Arizona: Arizona Center for Medieval and Renaissance Studies, 2002, s. XIII. Wszystkie cytaty z angielskich publikacji niewydanych w języku polskim zostały przełożone przez tłumaczkę.

[4]    Opowiadanie nie zostało dotąd przetłumaczone na język polski (przyp. tł.).

[5]    Por. Tom A. Shippey, J. R. R. Tolkien: Author of the Century, London: HarperCollins 2000 [Tom Shippey A, Tolkien – pisarz stulecia, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2001]. (przyp. tł.).

[6]    Zob. wybór listów: The Letters of J. R. R. Tolkien, red. Humphrey Carpenter, Christopher Tolkien, Boston and New York: Houghton Mifflin 2000. Wydanie polskie: John Ronald Reuel Tolkien, Listy, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa: Prószyński i s-ka 2010 (przyp. tł.).

[7]    W Polsce wydany po raz pierwszy w roku 1985, por. John Ronald Reuel Tolkien, Silmarillion, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa: Czytelnik 1985 (przyp. tł.).

[8]    The Letters of J. R. R. Tolkien, dz. cyt., s. 288.

[9]    W Polsce książka ukazała się w roku 1998; por. Daniel Grotta, J. R. R. Tolkien: Architect of Middle-earth, Philadelphia: Running Press 1976 [Daniel Grotta, Tolkien – twórca Śródziemia: biografia, przekł. M. Wawrzyńczak, Warszawa: Prószyński i S-ka 1998] (przyp. tł.).

[10] W Polsce wydana w 1997 roku; por. Humphrey Carpenter, J. R. R. Tolkien: A Biography, London: Unwin Hyman 1977 [Humphrey Carpenter, J. R. R. Tolkien: wizjoner i marzyciel, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa; Wydawnictwo ALFA-WERO 1997] (przyp. tł.).

[11]   W Polsce wydano tylko dwa pierwsze tomy; por. John Ronal Reuel Tolkien, Księga zaginionych opowieści, przekł. Magda Pietrzak-Merta, Warszawa: Wydawnictwo Atlantis-Rubicon 1995 oraz John Ronal Reuel Tolkien, Ostatnie legendy Śródziemia, przekł. Magda Pietrzak-Merta, Warszawa: Wydawnictwo Atlantis-Rubicon 1996 (przyp. tł.).

[12]   W Polsce wydany w 2001 roku; por. Joseph Pearce, Tolkien: Man and Myth. A literary life, London: HarperCollins Publishers 1998 [Joseph Pearce, Tolkien: człowiek i mit, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i s-ka 2001] (przyp. tł.).

[13]   W Polsce wydana w 2003 roku; por. Joseph Pearce, Tolkien: A Celebration. Collected writings on a literary legacy, London: Fount 1999 [Joseph Pearce, Tolkien: księga pamiątkowa: studia o spuściźnie literackiej, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2003 (przyp. tł.).

[14]   Jane Chance, Tolkien’s Art: A Mythology for England, Lexington: University Press of Kentucky 2001, s. 151.

[15]   Tamże, s. 147.

[16]   Tamże, s. 117.

[17]   Tamże, s. 158.

[18]   Tamże, s. 151. Nieprzetłumaczalna gra słów. Imię ojca Gimlego, Glóin, zapisano błędnie jako „Groin”, co w języku angielskim oznacza „krocze” lub „genitalia”. W Tolkien’s Art znalazła się więc informacja, że Gimli jest „synem Genitaliów” (przyp. tł.).

[19]   Tamże, s. 85.

[20]   Tamże, s. 97.

[21]   Zob. dyskusję pomiędzy Sprawiedliwością („Rytwysnes”) i Miłosiedziem („Mercy”) w napisanej ok. 1440 r. sztuce The Castle of Perseverance w scenie XXII: The Macro Plays: The Castle of Perseverance, Wisdom, Mankind, red. M. Eccles, London and Oxford: Oxford University Press 1969.

[22]   W Polsce wydana w 2001 roku; por. . Tom Shippey A., J. R. R. Tolkien: Author of the Century, London: HarperCollins 2000 [Tom Shippey A., Tolkien – pisarz stulecia, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2001] (przyp. tł.).

[23]   Do tego nowego pokolenia anglistów zajmujących się średniowieczem należą m. in. Leslie A. Donovan (University of New Mexico), Michael Drout (Wheaton College), Jonathan Evans (University of Georgia) i Andrew James Johnston (Uniwersytet Humboldtów w Berlinie). Wymieniłem tych, którzy specjalizują się w angielskim średniowieczu oraz zajmują się Tolkienem zarówno w ramach prowadzonych przez siebie zajęć, jak i w pracy badawczej.

[24]   Zob. Beowulf: epos bohaterski, przeł. Robert Stiller, Kraków: Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda 2016, w. 3065.

[25]   Postać Grímy koresponduje z doradcą Unferthem z Beowulfa. By dowiedzieć się więcej na temat średniowiecznych pierwowzorów Grímy – zob. John Rateliff. Gríma the Wormtongue: Tolkien and His Sources, „Mallorn” 1998, nr 25, ss. 15-17.

[26]   Zgodnie z przekazami historycznymi Anglosasi znali i cenili konie, jednak przed bitwą zsiadali z nich i walczyli pieszo. Por. fragment na temat roli koni w anglosaskim rzemiośle wojennym w: Mark Harrison, Anglo-Saxon Thegn (AD 449-1066), Oxford: Osprey 1993, s. 12.

[27]   Motyw ten opisuję dokładniej w artykule: Thomas Honegger, Éowyn, Aragorn and the Hidden Dangers of Drink, „Inklings” 1999, nr 17, ss. 217-225.

[28]   Zob. Beowulf: epos bohaterski, dz. cyt., w. 612–631.

[29]   John Ronald Reuel Tolkien, Dwie wieże, przeł. Maria Skibniewska, Czytelnik: Warszawa 1962, s. 155.

[30]   By dowiedzieć się więcej na temat postaci Wealtheo, zob. H. Damico, Beowulf’s Wealhtheow and the Valkyrie Tradition, Madison, Wisconsin: The University of Wisconsin Press 1984.

[31]   Zob. Beowulf: epos bohaterski, dz. cyt., w. 1159-1191.

[32]   Zob. Historia Regnum Britanniae Geoffreya z Monmouth (z ok. 1138 r.) oraz poetyckie adaptacje jego kroniki napisane przez Wace’a (Roman du Brut w języku anglo–normandzkim ok. 1155 r.) i Layamona (Brut napisany w języku średnioangielskim, ok. 1190–1215 r.). W swoim studium na temat Hengesta Aurner zawiera obszerny opis scen zawierających zwyczaj wznoszenia toastu za czyjeś zdrowie, zob. Nellie Slayton Aurner, Hengest: A Study in Early English Hero Legend, Iowa City: University of Iowa, 1921.

[33]   Layamon, Brut, red. G. L. Brook, R. F. Leslie, EETS OS 250, London: Oxford University Press 1963, w. 7141.

[34]   Angielskie słowo „wassail” jest kontrakcją wæs hæil, czyli ‘na zdrowie’.

[35]   Jak dowiadujemy się z notatek i szkiców Tolkiena, spotkanie pomiędzy Aragornem a Eowiną miało pierwotnie zapoczątkować wątek romantyczny, który zakończyłby się ich ślubem. Zob. John Ronald Reuel Tolkien, The Treason of Isengard, red. Christopher Tolkien, w: tegoż, History of Middle-earth, t. 7, London: Unwin Hyman 1989, s. 448.

[36]   Warto jednak zauważyć, że dzielą strzemię, gdy Aragorn odjeżdża w stronę Ścieżki Umarłych i całuje ją w rękę na pożegnanie.

[37]   Gawen, tytułowy bohater średniowiecznego poematu Pan Gawen i Zielony Rycerz, który Tolkien dobrze znał, musi zmierzyć się z podobnym problemem. Jak zauważa Burnley: „Problemem, z jakim musi zmierzyć się Gawen, jest to, jak odrzucić zaloty damy bez urażenia jej, zachowując dla niej szacunek i dochowując wierności jej mężowi”. Zob. Davis J. Burnley, Style, Meaning and Communication inSir Gawain and the Green Knight”, „Poetica” 1995, nr 42, s. 30.

[38]   John Ronald Reuel Tolkien, Wyprawa, przeł. Maria Skibniewska, Czytelnik: Warszawa 1990, s. 523.

[39]   Tamże, s. 523.

[40]   Tamże, s. 524.

[41]   Verlyn Flieger, A Question of Time: J. R. R. Tolkien’s Road to Faerie, Kent, Ohio: The Kent State University Press 1997, s. 47.

[42]   Za: tamże, s. 57.

[43]   Zob. Boecjusz, O Pociechach Filozofii ksiąg pięcioro; Traktaty teologiczne, przekł. Tadeusz Jachimowski, Warszawa: De Agaostini 2003, zwłaszcza księga V, §3–6.

[44]   Tamże, 18–183.

[45]   W The Uncharted Realms of Tolkien Alex Lewis i Elizabeth Curry również stawiają sobie za cel wskazanie literackich i kulturowych kontekstów, w jakich powstały dzieła Tolkiena.

References

Aurner, Nellie Slayton, Hengest: A Study in Early English Hero Legend, Iowa City: University of Iowa, 1921.

Boethius, Anicius Manlius Severinus, The Consolation of Philosophy, przekł. Victor Watts, London: Penguin 1999.

Boecjusz, O pociechach filozofii ksiąg pięcioro; Traktaty teologiczne, przekł., wstęp i objaśnienia Tadeusz Jachimowski, Warszawa: De Agaostini 2003.

Burnley, Davis J., Style, Meaning and Communication in “Sir Gawain and the Green Knight”, „Poetica” 1995, nr 42, ss. 23-37.

Carpenter, Humphrey, J. R. R. Tolkien: A Biography, London: Unwin Hyman 1977.

Carpenter, Humphrey, J. R. R. Tolkien: wizjoner i marzyciel, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa; Wydawnictwo ALFA-WERO 1997.

Chance Jane, Tolkien’s Art: A Mythology for England, Lexington: University Press of Kentucky 2001.

Damico, Helen, Beowulf’s Wealhtheow and the Valkyrie Tradition, Madison, Wisconsin: The University of Wisconsin Press 1984.

Drout, Michael, Beowulf and the Critics by J. R. R. Tolkien, Tempe: Arizona Center for Medieval and Renaissance Studies 2002.

Dunne, John William, An Experiment with Time, Charlottesville: Hampton Roads Publishing 2001.

Flieger, Verlyn, A Question of Time: J. R. R. Tolkien’s Road to Faerie, Kent, Ohio: The Kent State University Press 1997.

Grotta, Daniel, J. R. R. Tolkien: Architect of Middle-earth, Philadelphia: Running Press 1976.

Grotta, Daniel, Tolkien – twórca Śródziemia: biografia, przekł. Marcin Wawrzyńczak, Warszawa: Prószyński i S-ka 1998.

Harrison, Mark, Anglo-Saxon Thegn (AD 449-1066), Oxford: Osprey 1993.

Honegger, Thomas, Éowyn, Aragorn and the Hidden Dangers of Drink, „Inklings” 1999, nr 17, ss. 217-225.

Klaeber, Frederick J. (red), Beowulf, Lexington, Massachusetts: D. C. Heath & Co. 1950.

Beowulf: epos bohaterski, przekł. Robert Stiller, Kraków: Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda 2016.

Layamon, Brut, red. George Leslie Brook, Robert Frank Leslie, London: Oxford University Press 1963.

Lewis, Alex, Currie Elizabeth, The Uncharted Realms of Tolkien, Oswestry: Medea Publishing 2002.

Pearce, Joseph, Tolkien: Man and Myth. A literary life, London: HarperCollins Publishers 1998.

Pearce, Joseph, Tolkien: człowiek i mit, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i s-ka 2001.

Pearce, Joseph, Tolkien: A Celebration. Collected Writings on a Literary Legacy, London: Fount 1999.

Pearce, Joseph, Tolkien: księga pamiątkowa: studia o spuściźnie literackiej, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2003.

Ratelif, John, Gríma the Wormtongue: Tolkien and His Sources, „Mallorn” 1998, nr 25, ss. 15-17.

Rosebury, Brian, Tolkien: A Cultural Phenomenon, Houndmills: Palgrave Macmillan 2003.

Shippey, Tom A., J. R. R. Tolkien: Author of the Century, London: HarperCollins 2000.

Shippey, Tom A., Tolkien – pisarz stulecia, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2001].

Shippey, Tom A., The Road to Middle-earth, New York: Houghton Mifflin 2003.

Shippey, Tom A., Droga do Śródziemia, przekł. Joanna Kokot, Poznań: Zysk i S-ka 2001.

Smith, Mark Eddy, Tolkien’s Ordinary Virtues, Downers Grove, Illinois: InterVarsity Press 2002.

The Letter of J. R. R. Tolkien, red. Humphrey Carpenter, Christopher Tolkien, Boston and New York: Houghton Mifflin 2000.

Tolkien John Ronald Reuel, Listy, przekł. Agnieszka Sylwanowicz, Warszawa: Prószyński i S-ka 2010.

The Macro Plays: The Castle of Perseverance, Wisdom, Mankind, red. Mark Eccles, London: Oxford University Press 1969.

Tolkien John Ronald Reuel, Dwie wieże, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa: Czytelnik 1962.

Tolkien John Ronald Reuel, Powrót króla, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa: Czytelnik 1963.

Tolkien John Ronald Reuel, Silmarillion, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa: Czytelnik 1985.

Tolkien John Ronald Reuel, The Treason of Isengard, red. Christopher Tolkien, w: tegoż, History of Middle-earth, t. 7, London: Unwin Hyman 1989.

Tolkien John Ronald Reuel, Wyprawa, przekł. Maria Skibniewska, Warszawa: Czytelnik 1990.

Tolkien John Ronald Reuel, Księga zaginionych opowieści, przekł. Magda Pietrzak-Merta, Warszawa: Wydawnictwo Atlantis-Rubicon 1995.

Tolkien John Ronald Reuel, Ostatnie legendy Śródziemia, przekł. Magda Pietrzak-Merta, Warszawa: Wydawnictwo Atlantis-Rubicon 1996.

West, John G. (red.), Celebrating Middle-earth: The Lord of the Ring as a Defense of Western Civilisation, Seattle: Inkling Books 2002.

Note from the editors

[*] The following article was oryginally published in Thomas Honegger’s (ed.) Reconsidering Tolkien (Zurich and Berne: Walking Tree Publishers, 45-66), under the title Tolkien Through the Eyes of a Mediaevalist.